reklama

Aktualności - Bielsk Podlaski
20 października 2017 17:11

Legendy z Podlasia – pasja Haliny Gierasimowicz

„Aby stworzyć bibliotekę, w której uczeń chce być, potrzeba nauczyciela, który kocha szkołę, kocha pracować i kocha uczniów. Bez tego niczego nie ma ” - mówi Halina Gierasimowicz, nauczycielka bibliotekarka w ZS nr 4 im. Ziemi Podlaskiej w Bielsku Podlaskim.

Opieka nad biblioteką szkolną i prowadzenie zajęć z wiedzy o kulturze, to tylko część aktywności pani Haliny. 9 lat temu wydała książkę pt.: „Życiodajna woda: opowieści i podania, z relacji mieszkańców Podlasia”. W zbiorze odnajdziemy m.in. opowiadania związane z Bielskiem Podlaskim, Hajnówką, Boćkami czy Holonkami. O ile nie jest to jedyna pozycja związana z podlaskimi legendami, o tyle z pewnością wyjątkowa, bo skupia się wyłącznie na terenach południowego Podlasia. Unikalne przekazy ustne, zbierane i spisywane przez Halinę Gierasimowicz przez ponad 20 lat.

- Na wsi krąży dużo opowieści, które ludzie opowiadają i to jest dla nich codziennością. Dla mnie to był taki zaczarowany świat nie z tej ziemi. Czułam wewnętrzną potrzebę spisywania opowieści mieszkańców naszego regionu. Na pytanie moich dzieci „po co ci to”, odpowiadałam, że „muszę”. Nie wiem dlaczego to robiłam, ale robiłam i już. Ustne przekazy stanowią dla mnie największe bogactwo naszej kultury – opowiada Halina Gierasimowicz.

Zapewne praca pani Haliny nigdy nie ujrzałaby światła dziennego, a notatki pozostałyby w szufladach, gdyby nie zadanie, które otrzymała od jednego ze swoich profesorów podczas studiów na Uniwersytecie Warszawskim.

- Profesor Jan Franciszek Nosowicz, na zaliczenie jednego z przedmiotów z literatury zadał nam napisanie czegoś, co go zachwyci i nie będzie powielaniem innych prac. Wyciągnęłam z szuflady wszystkie moje notatki i nadałam im wspólny tytuł: „Ocalić wspomnienia od zapomnienia”, dzieląc je na pięć grup: „Powstanie nazw na Podlasiu”, „Historie Podlasian życiem pisane”, „Zjawiska nadprzyrodzone na Podlasiu”, „Zasłyszane od kogoś odnośnie Podlasia”, „Losy wojenne mieszkańców na Podlasiu”. Profesor był wniebowzięty, zaliczył mi przedmiot celująco, ale wymusił obietnicę wydania tego w tomik – wspomina Halina Gierasimowicz.

Obietnica została spełniona. O wykonanie ilustracji do książki pani Gierasimowicz poprosiła swojego kolegę z lat szkolnych, Bolesława Gwoździka. Znalazła redaktorów, sponsorów i wydawnictwo. Jednak nie opublikowano całości zebranego materiału, a jego część skupiającą się na legendach i podaniach.

- Pani redaktor Irena Grabowiecka oraz Irena i Kazimierz Słonimscy zrobili mix. Zostawili oddzielnie losy wojenne. A bajki i legendy opracowali kładąc nacisk na język literacki. Chciałabym jeszcze kiedyś wydać ten zbiór z zachowaną gwarą podlaską, tak jak mówi się na wsi – wyjaśnia autorka zbioru.

Jak mówi Halina Gierasimowicz, to co odróżnia nasze legendy od takich jak „Bazyliszek” czy „O smoku wawelskim”, to realizm.

- My nie mamy głównego bohatera. Nasz bohater jest bohaterem zbiorowym. To są historie, które ci ludzie naprawdę przeżyli. Podlasie to zlepek wszystkiego, to język chachłacki.
Moja koleżanka z Warszawy zawsze mówiła do mnie: „Halinko, mów do mnie jak najdłużej, chcę słuchać twojego śpiewającego głosu.” U mamy zawsze mówiło się zdrobniale np. rabici, chadzici, a w Sobiatynie mówią rabyty, chodyty.

A jak na tego rodzaju pasję i osiągnięcie reagują uczniowie pani Haliny? Interesuje ich to, a może nudzi, kiedy na lekcjach czytają fragmenty jej książki?

- Żartobliwie. Może nie z ironią, ale z uśmieszkiem, tak. Kiedy czytamy je na lekcji, legendę o wtorku, budzi się wielka dyskusja jak poprawnie napisać to słowo. Uczniowie stoją w kolejce do biblioteki, żeby poznać zakończenie legendy „Warunek królowej”, a czasem pytają o zakończenie starszych uczniów. Coś się dzieje w klasie. Może nie tak dużo jak chciałabym, ale drobnymi kroczkami… Uczniowie opowiadali jak po wypożyczeniu książki do domu, rodzice z dziećmi rywalizowali o pierwszeństwo przeczytania jej – mówi pani Halina.

Pasję do literatury stara się zaszczepić swoim uczniom. Swoje „królestwo”, bo tak nazywa szkolną bibliotekę, traktuje jak miejsce, gdzie uczeń może przyjść zawsze wtedy, kiedy ma na to ochotę, niekoniecznie żeby poczytać.

- Aby stworzyć bibliotekę, w której uczeń chce być, potrzeba nauczyciela, który kocha szkołę, kocha pracować i kocha uczniów. Bez tego niczego nie ma. Kiedyś prowadziłam kółko hafciarskie, wyszywać przychodzili nawet chłopacy. Bardzo lubię rozmawiać z uczniami. Na pierwszej lekcji WOK-u proszę ich o wypisanie swoich zainteresowań na kartce i wtedy wiem, co dany uczeń lubi robić. Zaznaczam to na swojej karcie ucznia i jeśli jest konkurs na dany temat, to wiem do kogo skierować propozycję. Kiedyś trafił mi się chłopak, który chciał od nas odejść do szkoły plastycznej. Wiedziałam, że nie radził sobie z nauką. Tam też miałby trudności. Powiedziałam: „Posłuchaj, skończysz naszą szkołę i pójdziesz tam.” Dużo z nim rozmawiałam, tłumaczyłam. Kiedy były jakieś konkursy plastyczne, wszędzie z nim jeździłam, a dzięki jego talentowi ciągle przywoziłam jakieś nagrody. Jego nagrody. Kiedyś powiedział: „Nikt do tej pory nie wierzył w mój talent, a pani uwierzyła” – wspomina Halina Gierasimowicz.

Halina Gierasimowicz pochodzi z Hajnówki. Jej dziadkowie ze strony mamy mieszkali w Odrynkach koło Narwi, a ze strony taty w Nowinach koło Łosinki. Jest członkinią Nauczycielskiego Klubu Literackiego w Białymstoku, członkinią Stowarzyszenia Wikimedia Polska oraz przewodniczącą Kapituły Ziemi Podlaskiej. Czy wróci jeszcze kiedyś do pisania? Oczywiście, że tak. W przygotowaniu znajduje się kolejna książka opowiadająca o wspomnieniach wojennych jej rodziców i dziadków, a także sąsiadów.

-

Kiedy jakiś czas temu projekt Legendy Polskie Allegro spotkał się z dużym zainteresowaniem internautów, a polskie legendy przeżywały swój renesans, zaczęłam zastanawiać się czy mamy swoje lokalne bajki. Nie przyszłoby mi wtedy do głowy, że coś czego szukam, mam tuż pod nosem w osobie Haliny Gierasimowicz. Nauczycielki, dokumentalistki, ale przede wszystkim pasjonatki.

Eleni Kryńska, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot EK

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

reklama

patronat

Do góry strony