reklama

Aktualności - Platerów
02 listopada 2017 18:44

Dąb Pamięci por. Jana Jasiukiewicza (1907-1940)

Por. WP Jan Jasiukiewicz przeżył tylko 33 lata. W 77 rocznicę jego tragicznej śmierci w Katyniu, przy rodzinnej posesji na Drobniku w gm. Platerów, został posadzony Dąb Pamięci. Rodzina ufundowała również kamień z pamiątkową tablicą.

ks. Józef Gierczyński mówi o Janie Jasiukiewiczu

Napis na kamieniu głosi: „Chwała i Wieczna Pamięć Jana Jasiukiewicza, 1907-1940, Porucznika Wojska Polskiego, uczestnika Kampanii Wrześniowej, zamordowanego przez NKWD w Katyniu. Żołnierz Wierny Bogu i Ojczyźnie” zakończony poetycką modlitwą: „W Katyńskim lesie wschodzą Ci zorze, wieczny spoczynek daj mu dobry Boże!”. Uroczyste odsłonięcie odbyło się 21 października.

Proboszcz parafii w Platerowie, ks. Józef Gierczyński, poświęcił zwieńczony krzyżem pamiątkowy kamień, wskazujący miejsce posadzenia dębu, odmówił modlitwę za poległych i pomordowanych podczas II wojny światowej, nakreślił krótko sylwetkę zamordowanego oficera. Odprawił również w tej intencji mszę św. oraz różaniec w kościele parafialnym. W tej kameralnej uroczystości udział wzięła jedyna córka Jana Jasiukiewicza, Barbara Lubowicz oraz jego wnuczka Maria Kronenberg z mężem. Obecni byli także członkowie bliższej i dalszej rodziny, głównie potomkowie siostry J. Jasiukiewicza, Stanisławy Pykacz, oraz grono zaprzyjaźnionych osób. Inicjatorem tego upamiętnienia był Jan Pykacz, chrześniak J. Jasiukiewicza.

ks. Józef Gierczyński mówi o Janie Jasiukiewiczu
por. Jan Jasiukiewicz (zbiory Muzeum Katyńskiego)

Jan Jasiukiewicz urodził się 23 stycznia 1907 r., w Krasnem w ówczesnej gminie Zalesie, w dawnym powiecie ciechanowskim (obecnie pow. Przasnysz). Był najstarszym z trojga dzieci Aleksandra Jasiukiewicza i Władysławy z d. Godlewskiej.

Jego ojciec przez wiele lat był zarządcą majątku Czartoryskich w Krasnem. Właściciele rzadko bywali w Krasnem, pozostawiając zarządzanie dobrami swemu administratorowi Jasiukiewiczowi oraz licznej służbie. Chyba dobrze wywiązywał się ze swoich obowiązków. Kiedy w latach 20. XX wieku poszukiwano dobrego zarządcy do podupadającego majątku Ostromęczyn hrabiny Heleny Potulickiej z Broel-Platerów, polecono jej właśnie Aleksandra Jasiukiewicza. Być może zaproponowano mu korzystniejsze warunki materialne, gdyż zgodził się zmienić pracodawcę. W ten sposób rodzina Jasiukiewiczów znalazła się na Podlasiu i zamieszkała w Ostromęczynie.

W 1923 r. Jan ukończył 5 klas gimnazjum i wstąpił do Państwowej Szkoły Budowy Maszyn w Grudziądzu. 20-letni absolwent szkoły w Grudziądzu nie wrócił do rodziców. Zgodnie z ówczesnymi przepisami przysługiwało mu odroczenie odbywania służby wojskowej, aby jako absolwent średniej szkoły technicznej mógł odbyć co najmniej półroczną praktykę fabryczną. Dlatego udał się do Warszawy, gdzie na Pradze mieszkała liczna rodzina ze strony jego matki: dwóch wujów i trzy ciotki. Zatrudnienie jako technik elektryk znalazł w największym ówcześnie zakładzie pracy w stolicy, jakim było przedsiębiorstwo Tramwaje i Autobusy Miasta Stołecznego Warszawy. Pracował tutaj aż do wybuchu wojny w 1939 r.

Po krótkim okresie pracy został powołany do odbycia służby wojskowej z dniem 15.07.1928 r. Skierowano go najpierw na kurs w Szkole Podchorążych Rezerwy Saperów w Modlinie, który ukończył w czerwcu 1929 r. z wysoką lokatą 23/79. W stopniu plutonowy podchorąży został przydzielony do 9 pułku saperów w Brześciu nad Bugiem. W tym samym czasie jego siostra Stanisława, po ukończeniu Prywatnego Żeńskiego Seminarium Nauczycielskiego w Warszawie, rozpoczęła pracę w szkole w Platerowie. Przy dobrej pogodzie polami, wierzchem na koniu, przyjeżdżała do szkoły z Ostromęczyna, co wspominali po latach jej uczniowie. Jan lubił przyjeżdżać do rodziców, był w dobrych stosunkach z siostrą. Gdy wyszła za mąż za nauczyciela Feliksa Pykacza i urodziła syna, trzymał go do chrztu, podczas którego chłopcu dano na imię Jan. To on w przyszłości zadba o upamiętnienie swego wuja.

Jan poznał w Warszawie Zofię Lewandowską i po roku narzeczeństwa ożenił się z nią. Owocem tego małżeństwa była córka Basia, urodzona w 1934 r.

28 sierpnia 1939 r. został zmobilizowany, z przydziałem do 6 Batalionu Saperskiego w Brześciu. Aby zapewnić bezpieczeństwo żonie i córce, wysłał je do swoich rodziców na wieś. „Będzie straszna wojna, tam bezpieczniej” – mówił. Nie mógł już sam ich odwieźć, nie miał czasu, więc odprowadził na dworzec, same pojechały pociągiem. Gdy potem żegnał się z kuzynami w Warszawie, jakby w przeczuciu swego losu mówił: „Ja już nie wrócę z tej wojny”, ale żonie tego nie powiedział.

Nie wiadomo, jak wyglądał udział Jana Jasiukiewicza w kampanii wrześniowej 1939 r. Prawdopodobnie brał udział w obronie Brześcia, a potem dołączył wraz ze swoim oddziałem do Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” gen. Franciszka Kleeberga. Brak informacji, pod czyim dowództwem służył, dlatego trudno odtworzyć jego szlak bojowy. Był pod Kowlem, gdzie rozminął się ze swoim szwagrem Feliksem Pykaczem. Pułk saperów, wśród których znajdował się Jasiukiewicz, odszedł stamtąd przed przybyciem 34 pp z Białej Podlaskiej, jednostki F. Pykacza. Saperzy zwykle wyprzedzali inne formacje, mieli za zadanie wykonywać m.in. zapory przed wrogiem na drogach, minować drogi i mosty, później zaś odbudowywać zniszczone przez nieprzyjaciela mosty lub budować nowe: palowe albo pontonowe, zaś po przemarszu głównych sił polskich – zniszczyć je.

Nie znamy okoliczności, w jakich nastąpiło aresztowanie przez Rosjan. Porucznik Jan Jasiukiewicz był internowany w obozie dla polskich jeńców wojennych w Kozielsku. Zapisano go w obozowym rejestrze pod nr 2107. Czy pisał stamtąd do żony, rodziców, kuzynów? Z pewnością tak. Jednak z Kozielska, z nieznanych powodów, ani jeden list nie dotarł do nikogo z rodziny.

Jego los został przypieczętowany w kwietniu 1940 r. Pod pozycją 88 na jednej z list wywozowych pojawia się nazwisko: Jasiukiewicz Jan Aleksandrowicz, 1907 r. W grupie około 100 osób, bo tyle z reguły liczyły transporty, wyruszył po swoje przeznaczenie. Wyczytanych z listy jeńców przewożono zamkniętymi ciężarówkami pod ścisłą ochroną na stację kolejową w Kozielsku. Wszyscy cieszyli się, bo myśleli, że wracają do Polski. Personel obozowy, aby nie wywoływać paniki wywozem współtowarzyszy, już pod koniec marca 1940 r. rozpowszechniał wśród jeńców pogłoskę o powrocie internowanych do domów.

Gdy w 1943 r. Niemcy ujawnili odkrycie dołów śmierci w Lesie Katyńskim, nazwisko Jana Jasiukiewicza już wtedy znalazło się na liście zidentyfikowanych podczas ekshumacji ofiar tej zbrodni. Przy zwłokach znaleziono jego prawo jazdy, książeczkę służbową, wyblakłe zdjęcie – przedmioty te znajdują się w archiwum wojskowym w Londynie.

Tymczasem w Ostromęczynie wychowywała się liczna gromadka dzieci, bo znalazły tam przystań nie tylko Zofia Jasiukiewicz z córką, ale także siostry Władysławy Jasiukiewiczowej z wnukami. Zofia co jakiś czas jeździła do Warszawy nie tylko aby sprawdzić, co się dzieje z ich mieszkaniem, ale przede wszystkim chcąc uzyskać jakieś informacje o mężu, który nie wrócił z wojny. Pewnego razu, jeszcze w 1940 r., spotkała się ze znajomym, sąsiadem z kamienicy, który razem z Janem był więziony w Kozielsku.

Znajomy znajdował się w jednym wagonie z Janem podczas przewożenia jeńców z Kozielska do Starobielska. W wagonie panowała pełna optymizmu, pogodna atmosfera, wszak przekonywano ich, że jadą do Polski. Mimo to nie dowierzał Rosjanom, postanowił uciec z transportu. Obluzował jedną z desek w podłodze, uzyskując otwór, przez który można było się przecisnąć. Namawiał sąsiada: „Panie Janku, uciekamy!”, ale on nie chciał, powołując się na honor oficera i odgrażając się naiwnie: „Jeszcze my im pokażemy!”. Chciał walczyć. Sądził, że Rosjanie rzeczywiście uwolnią jeńców, a ci będą mogli potem chwycić za broń. Uciekinier natomiast po różnych perypetiach dotarł w końcu do Warszawy i skierował swe kroki do kawiarni prowadzonej przez Kuczyńskich, kuzynów Zofii Jasiukiewiczowej. Pytał o Jana, czy już może wrócił? Tu jednak nic o nim nie wiedziano. Zofia wierzyła, że jej mąż gdzieś się ukrywa, może trafił do armii Andersa i walczy.

Gdy w kwietniu 1943 r. pojawiły się pierwsze informacje o odkryciu masowych grobów w Katyniu i w jakiś czas potem gazeta z listą zamordowanych polskich oficerów dotarła do Warszawy, jak również do Ostromęczyna, nie pokazano jej Zofii. Tym bardziej, że iskierkę nadziei dawała błędnie wydrukowana data urodzenia. Lecz mijały miesiące i lata, wojna się skończyła, a Jan nie wracał. Zofia poszukiwała go poprzez Czerwony Krzyż, w Polsce i w Genewie, ale bez efektu – odpowiedź była zwyczajowa: nie ma go w rejestrach, jak się pojawią nowe okoliczności, dadzą znać. Zwróciła się wreszcie do sądu o uznanie męża za zmarłego. W grudniu 1946 r. Sąd Grodzki w Warszawie wydał takowe orzeczenie, oznaczając datę śmierci Jana Jasiukiewicza na 9 maja 1946 r. Mimo oficjalnego statusu wdowy, Zofia nigdy nie wyszła za mąż, wciąż czekała, będąc przekonaną, iż mąż się gdzieś ukrywa i kiedyś powróci. Zmarła w 1972 r.

W 1985 r. Ministerstwo Spraw Wojskowych Rządu RP w Londynie pośmiertnie uhonorowało por. Jana Jasiukiewicza odznaką pamiątkową Krzyż Kampanii Wrześniowej 1939. Wiele lat później Minister Obrony Narodowej decyzją z dnia 5 października 2007 r. awansował go do stopnia kapitana.

W grudniu 1992 r. powstała Federacja Rodzin Katyńskich. Córka Jana Jasiukiewicza, Barbara, wraz ze swoim mężem bardzo zaangażowała się w działalność tej organizacji, mającej na celu umacnianie pamięci o zbrodni katyńskiej i jej ofiarach. Dopiero teraz można było otwarcie mówić na ten temat. Wcześniej zarówno jej matkę, jak i ją samą, często spotykały szykany ze strony peerelowskich władz właśnie ze względu na ojca. Kilka razy brała udział w wyjazdach do Katynia. Przywiozła stamtąd garść ziemi, aby włożyć ją matce do grobu. Wspominając teraz miejsce kaźni swego ojca, traci na chwilę opanowanie i mówi ze łzami w głosie: „Takie drzewa już na nich porosły”.

ks. Piotr Pędzich przy nagrobku Jana Jasiukiewicza

19 sierpnia 2017 r. ks. Piotr Pędzich, wikariusz sarnacki, poświęcił symboliczny nagrobek por. WP Jana Jasiukiewicza na starym cmentarzu w Sarnakach. W uroczystości udział wzięło ponad 30 osób, głównie członków bliższej i dalszej rodziny oraz sąsiedzi i osoby zaprzyjaźnione. Prace kamieniarskie wykonał Eugeniusz Hajko z Sarnak.

W taki sposób Jan Jasiukiewicz powrócił na ojcowiznę.

Agata Wasilewska, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot AW

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

reklama

patronat

Do góry strony