Aktualności - Boćki
29 stycznia 2016 00:47

Szkoły - w gminie i w stowarzyszeniu

Minęły trzy tygodnie od burzliwej sesji w Boćkach, której tematem był zamiar likwidacji szkoły podstawowej w Andryjankach. Ostatecznie uchwały nie podjęto, jednak nikt z obrońców szkoły do tej pory nie zaproponował innego rozwiązania. A w gminie Drohiczyn już trzeci rok trzy szkoły podstawowe prowadzą stowarzyszenia.

- Minęły już ponad dwa tygodnie i cały czas czekam na propozycje innego rozwiązania tej sytuacji, co deklarowali mieszkańcy na sesji - mówi wójt Bociek, Stanisław Derehajło. - Raz jeszcze podkreślę, że ja nie chcę likwidować tej szkoły. Nasze działania, pomysły, mają wyłącznie pomóc szkole funkcjonować jeszcze przez co najmniej 10 lat, ale w innej formie. Mieszkańcom nie podobają się moje pomysły, więc czekam na ich sugestie i konstruktywną rozmowę. Jestem w stanie podać dokładne kwoty, wyliczenia, których domagali się na sesji. Naprawdę - chodzi tylko o wypracowanie oszczędności. W całej szkole uczy się 60 dzieci, łącznie z zerówką. Pracuje 14 nauczycieli. Subwencję dostajemy na 49 dzieci - ok. 460 tys., ponad milion dopłacamy jako gmina. Same płace to ok. 860 tys. zł.

Przypomnijmy - w razie ewentualnego przejścia szkoły pod zarząd stowarzyszenia, nauczyciele przestają podlegać pod Kartę Nauczyciela, która gwarantuje, w zależności od stopnia awansu zawodowego, średnią kwotę wynagrodzenia. Kwota bazowa, czyli podstawa wynagrodzenia nauczycieli, wyznaczana jest w ustawie budżetowej na dany rok.

- I tu myślę, że najbardziej protestują nauczyciele, tak brzydko powiem nabuntowali rodziców. Bo jedynie ich ewentualne zmiany będą dotyczyć. To nie jest też tak, że po raz pierwszy temat wypłynął na sesji. Już wielokrotnie rozmawialiśmy z radą pedagogiczną, tłumaczyliśmy, o co chodzi. Może zabrakło spotkania z rodzicami? Ale myślę, że większość wie, o co chodzi. Z racji, że może być obawa przed samodzielnym zawiązaniem stowarzyszenia, prowadzeniem go, zarządzaniem nim i prowadzeniem szkoły. Jest taka fundacja "Tarcza", z którą nawiązaliśmy kontakt, której celem jest m.in. pomóc takim małym szkołom uniknąć likwidacji. Z panią skarbnik byliśmy nawet na szkoleniu w Krakowie. Fundacja za darmo, przez 5 lat pomaga prowadzić szkołę, właściwie stowarzyszenie, które szkołę prowadzi. Dają gotowe procedury postępowania. Tak jak mówiłem na sesji - rozumiem, że może na początku przerażać dokumentacja, zakładanie stowarzyszenia. Ale też staram się szukać jakiegoś rozwiązania. Przeniesienie do szkoły w Boćkach... Nauczyciele tracą pracę. Ale znów od strony dzieci - moim zdaniem nie stracą. Owszem, może wcześniej będą musiały wstawać, by dojechać do szkoły. Ale podnoszony argument, że będzie ciasno w szkole nietrafiony, bo klasy w Boćkach też nie są duże. Niech to będzie po 20 osób w klasie, to chyba nie jest dużo. Niestety, nikt z tych, co najgłośniej dyskutowali na sesji, do tej pory nie pofatygował się, by porozmawiać na spokojnie, by coś zaproponować, by dojść do jakichś konstruktywnych wniosków.

Wójt Derehajło zauważa też inny problem, związany z oświatą:

- Musimy zmierzyć się z opieką nad dziećmi z autyzmem, z innymi schorzeniami, z niepełnosprawnością, gdzie w klasie powinien być dodatkowy opiekun. Na to też musimy mieć pieniądze. Z drugiej strony też chciałbym, by nasze dzieci miały lepszy dostęp do nauki, by np. w świetlicach można było prowadzić zajęcia uzupełniające, lekcje języka. Nie chcę jednak działać wbrew mieszkańcom. I nie chcę likwidować szkoły.

 

Przykład z Drohiczyna

Na początku 2013 swoje trzy podstawówki stowarzyszeniom przekazała gmina Drohiczyn. Do szkoły w Ostrożanach uczęszczało wtedy 41 uczniów i 7 dzieci do oddziału przedszkolnego, w Miłkowicach Jankach - 40 uczniów i 9 przedszkolaków, w Śledzianowie - 52 (w tym 8 przedszkolaków). W dwóch ostatnich szkołach nauka odbywała się w klasach łączonych (np. w kl. I w Śledzianowie było czworo dzieci, a w II klasie w Miłkowicach tylko troje). Gdyby nie decyzja z 2013 roku, szkół już by nie było. Niemniej jednak dyskusje z rodzicami, dyrektorami i nauczycielami trwały pół roku.

- Była to bardzo trudna decyzja, którą analizowaliśmy kilka miesięcy. Długo myśleliśmy, jak zrobić, aby nie stracili uczniowie z tych szkół, ich rodzice oraz nauczyciele. Zapadła decyzja, którą należało podjąć, aby zbilansować budżet gminy. Z inicjatywy nauczycieli oraz rodziców powstały lokalne stowarzyszenia, którym przekazano te trzy szkoły do prowadzenia. Z tym, że Szkoła Podstawowa w Ostrożanach została najpierw zlikwidowana, a później otwarta na nowo przez Lokalne Stowarzyszenie Rozwoju wsi Ostrożany. Natomiast dwie pozostałe przekazane zgodnie z art. 5 g ustawy o systemie oświaty - mówi Elżbieta Jaroć, inspektor ds. oświaty w drohiczyńskim urzędzie.

Prawie 700 tys. oszczędności

- Subwencję przekazujemy stowarzyszeniom, dowozimy dzieci do szkół, gdyż jest to zadanie własne gminy. Poza tym zobowiązani jesteśmy do pokrycia kosztów remontu budynków szkoły powyżej 2.000 zł i remontów kapitalnych. A wydatki? Przedstawię kwoty jakie przekazano szkołom w poszczególnych latach (kwoty w zaokrągleniu - AK). Pierwsza to rok 2012 (czyli szkoły prowadzone przez gminę), druga koszty w 2015 (kiedy szkoły były już prowadzone przez stowarzyszenia). SP w Miłkowicach - 615.000 zł i 358.146 zł; SP w Ostrożanach: 670.000 zł i 422.674 zł, SP w Śledzianowie 642.393 zł i 480.129 zł. Jak widać koszty znacząco spadły. Szkoły funkcjonują nadal. Nauczyciele są zatrudnieni na podstawie umowy o pracę, nie obowiązuje ich jednak Karta Nauczyciela. Przekazanie tych szkół dało możliwość dalszego ich funkcjonowania. I jesteśmy przekonani, że jeszcze długo będą funkcjonowały - mówi Elżbieta Jaroć.

Rodzice zadowoleni

Radny gm. Drohiczyn Andrzej Miłkowski, jest członkiem stowarzyszenia, które prowadzi szkołę w Miłkowicach, podejmował również decyzję o przekazaniu szkoły pod stowarzyszenie, obecnie uczą się w niej jego wnuki:

- Nie żałuję tej decyzji - mówi. - Gdybyśmy wtedy nie zdecydowali o przekazaniu szkoły, to dziś dzieci dojeżdżałyby do zespołu szkół w Drohiczynie, a szkoła w Miłkowicach byłaby pusta. Teraz uczy się w niej około 40 dzieci. Jak ja chodziłem, było 150. Powiem tak - na wypłaty starcza, nie słychać jakiegoś narzekania, zostały chyba na mniej więcej tym samym poziomie. Pani dyrektor dobrze tym wszystkim kieruje. Wiem, że o jakieś dotacje też się stara. Gmina też na ile może, na tyle pomaga. Naprawdę, nie słyszałem narzekań na nowy system.

Andrzej Komar jest rodzicem uczniów szkoły w Miłkowicach. Również jest zdania, że przekazanie szkoły pod zarząd stowarzyszenia to dobra decyzja:

- Dzieci dopilnowane, u syna w klasie jest 8 osób, ale wiem, że są klasy i po 6 osób, i po 2. Nauczyciel ma więcej możliwości dotarcia do ucznia, dopatrzenia go. Praktycznie nie ma żadnych problemów, zero skarg. Druga sprawa, że w takim środowisku wszyscy się znają, rodzice znają się nawzajem, nauczyciele znają doskonale rodziców. Poza tym, skoro to jest "nasze", to wszyscy o to dbają. Rodzice czynnie włączyli się w prace szkoły, pomagamy - czy przy imprezach szkolnych, tak jak teraz choinka, czy wyjazdach. Czytałem też, że np. w Skandynawii dzielą się obowiązkami utrzymania szkoły - są dyżury, jedni sprzątają, inni palą w piecach, by dzieciom było ciepło. U nas np. sami się organizujemy i dowozimy dzieci. Żeby już ich nie męczyć rannym wstawaniem. Nawet obliczaliśmy, jakby to wyglądało z dojazdami, gdyby wysłać dzieci do Drohiczyna. Średnio licząc, to ok. 350 godzin poświęconych na dojazdy. A tu mamy wszystko pod nosem, dosłownie kilka kilometrów trzeba dowieźć. Nauczyciele mają niesamowity komfort pracy. Owszem, kadra się uszczupliła, bo trzeba było oszczędzać. Ale też nie słychać było jakichś głosów, że któryś nauczyciel narzekał na zarobki. Lepiej zarobić trochę mniej, ale mieć pewną pracę. Nie ma kradzieży, bójek, dzieciaki się wspierają nawzajem. Jak obserwuję przy ich dowożeniu - pomagają te starsze młodszym. Do szkoły przekazują niepotrzebne książki czy zabawki do tych młodszych grup. Ja jestem zadowolony z prowadzenia szkoły przez stowarzyszenie. Gdyby nie to, to już szkoły by nie było. A poziom nauki? Uważam, że jest na takim samym poziomie. Nic się nie zmieniło - są ci sami nauczyciele, uczą tych samych uczniów.

Z chęcią poznamy punkt widzenia nauczycieli ze szkół prowadzonych przez stowarzyszenia. Pomimo prób nie udało nam się skontaktować z żadną szkołą.

Anna Kondraciuk, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. JP

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

patronat

patronat

reklama

reklama

Do góry strony