reklama

Aktualności - Boćki
28 kwietnia 2017 22:19

Złe drogi poscaleniowe w Andryjankach

Efektem scalania gruntów powinno być uzyskanie przez dotychczasowych właścicieli licznych mniejszych działek – działek, o podobnej wartości. W czasie scalania mogą powstać nowe drogi lub stare zostaną wyremontowane.

Andrzej Hodowiec, sołtys Andryjanek Kolonii gm. Boćki, twierdzi, że proces scalania gruntów wsi Andryjanki, który zaczął się w 2012 roku, przyczynił się do zmniejszenia rozdrobnionych działek. Właściciele otrzymali w zamian większe, co wpłynęło na korzystne ich zagospodarowanie. Inaczej, według sołtysa, ma się sprawa z polnymi drogami. Część z nich stała się nieprzejezdna. Szczególnie drogi w Andryjankach Kolonii, m.in. nad rzeką Leśną.

- Okres scaleniowy rozpoczął się dawno. To był 2012 rok. Dotyczył terenów w Andryjankach, Andryjankach Kolonii i Sieklukach. Miało to polegać na połączeniu wielu działek i wykonaniu dróg poscaleniowych. Przewidywany termin zakończenia prac scaleniowych według starostwa w Bielsku Podlaskim to koniec 2013 roku. Problem – tłumaczył Andrzej Hodowiec – polega na złym wykonaniu dróg. A w piśmie od starostwa jak byk pisze, że ma być wytyczenie i urządzenie funkcjonalnej sieci dróg dojazdowych do gruntów rolnych. No i też dobrych dojazdów do zabudowań gospodarczych. Wcześniej było wiele spotkań z przedstawicielami powiatu, geodetami. Zapewniano o tym, że prace będą zrobione dobrze. Obiecano drogi utwardzone, z płytami ażurowymi, nawet część asfaltowych. A okazało się, że nagle brakuje pieniędzy na to. Więc znowu zaczęły się zebrania w gminie i we wsi. I niektóre drogi zostały odrzucone, albo tylko w części przeznaczone do naprawy. Tak jak jedna z dróg w Andryjankach Kolonii skrócona do 300 metrów. Na tylko taki odcinek starczyło pieniędzy czy może chęci. Szczególnie tragicznie wygląda droga na rzeką Leśną. Niby miał być tani koszt, a położenie drogi, jej stan wymagał większych nakładów. Prace tam wyglądały tak, że jesienią jednego roku wykonano tam takie koryto, później poszła mokra aura. I to koryto całe było w wodzie. Więc nastąpiła przerwa w pracy do czerwca następnego roku, aby to miejsce wyschło. Potem nawożono pasku, ale nic to nie dało. Bo nie było tam ani rowów, ani przepustów. Śpieszono się, w świetlicy w Andryjankach miała odbyć się feta z tej okazji. Jednak nic z tego nie wynikło, wszyscy się zmyli. Bali się ludzi z Siekluk i z Andryjanek Kolonii. Od 15 czerwca przez rok był okres gwarancyjny, czyli to co spartolone powinno być poprawione. Okazuje się, że wielu osobom wszystko pasowało. Tylko ja stwarzałem problemy, ale przecież nie mogłem odpuścić temu złemu wykonawstwu dróg, gdzie przejezdność była gorsza niż przed scaleniami. Pierwsze pismo w tej sprawie napisałem 3 lutego 2016 roku. Przyjechała komisja w kwietniu, czyli przedstawiciele Unibepu (wykonawca), Powiatowego Zarządu Dróg w Bielsku Podlaskim, starostwa, urzędu gminy Boćki. Później, jako jedyny, pojechałem do starostwa odnośnie tych usterek, aby wyjaśnić czy stan dróg będzie poprawiany. Wnosiłem swoje uwagi m.in. o braku dożwirowania w wielu miejscach. Potem była druga komisja, następnie trzecia. I następne, chyba w październiku 2016. Jeżdżono, sprawdzano. Na jednej z trzech dróg, które wskazywałem, zrobiono tylko jeden fachowy przepust. Na drodze przy rzece prosiłem aby wstawiona została rura do odprowadzania wody. Wstawiono takie plastikowe kratki. Odbiór robót, na który specjalnie nie pojechałem, był przed końcem 2016 roku. I wyszło jak widać, że nadrzeczną drogą nie można przejechać. Wiem, że tym, którzy tam byli w tym miejscu ugrzązł samochód. I tak zakończyły się scalenia u nas. A gdyby wstawiono kilka przepustów, to można byłoby mówić o sukcesie. Na razie nie radzę nikomu, szczególnie autem wjeżdżać na wspomniane drogi.

Elżbieta Filipowicz, Dyrektor Departamentu Rozwoju Obszarów Wiejskich z Urzędu Marszałkowskiego w Białymstoku twierdzi, że urząd sprawdza czy pieniądze były wydane zgodnie z przepisami:

- Same scalenia nadzoruje starosta. My sprawdzamy tylko prawidłowe wydawanie funduszy europejskich pod kątem zgodności z dokumentami. Sprawdzamy także w terenie czy prace były wykonane prawidłowo, zgodnie z dokumentacją. Należy dodać, że to drogi gruntowe lub żwirowe i takimi mają być, umożliwiając dojazd do pól. Na razie nie mamy zgłoszeń odnośnie nieprawidłowości w gminie Boćki.

Sekretarz Starostwa Powiatowego w Siemiatyczach Ryszard Anusiewicz twierdzi, że sprawa scaleń na terenie Andryjanek jest zakończona:

- Wszystkie uwagi zostały uwzględnione, sprawy zakończone. Obecnie nie jesteśmy właścicielami tych dróg, należą one do gminy Boćki. Jeśli są jakieś zastrzeżenia, to proszę je do mnie zgłosić.

I chyba tak pozostanie. Piotr Szymczuk zajmujący się drogami w Urzędzie Gminy Boćki mówi, że termin gwarancji na drogi minął:

- Tak one zostały wykonane. Podpisano w starostwie, że jest tylko rok gwarancji, który minął. Tam jest brak rowów i odpływów. Taką umowę podpisało starostwo z wykonawcą. Teraz zapewne wszystko zwali się na gminę. W każdym razie ja nie podpisywałem żadnego odbioru.

Stanisław Derehajło przestał być wójtem gminy Boćki, więc jakby zapadła pewna kurtyna. Nie ma winnych.

Jacek Piotrowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. JP

/na zdjęciu sołtys Andrzej Hodowiec/

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

patronat

patronat

patronat

reklama

Do góry strony