Aktualności - Dziadkowice
28 stycznia 2016 22:27

Nowy dom pogorzelców

Przez ostatnie tygodnie nie ustaje pomoc pogorzelcom z Nurca Stacji. Podobnie było, kiedy w listopadzie 2014 roku spalił się dom państwa Czarkowskich w Hornowie w gm. Dziadkowice. Tam, niestety, doszło do tragedii - w ogniu zginął ojciec rodziny. Pani Justyna została sama z trójką małych dzieci, bez dachu nad głową. Wróciła do matki, do Choroszczewa. Marzyła jednak, by odbudować dom.

Dzięki pomocy wielu osób, marzenia o nowym domu i powrocie do rodzinnej miejscowości zaczynają się spełniać. W październiku ubiegłego roku wykonano płytę fundamentową, a 4 listopada firma Danwood-Haus z Bielska Podlaskiego, która jest producentem energooszczędnych domów prefabrykowanych w systemie drewnianej konstrukcji szkieletowej, rozpoczęła montaż budynku. 20 listopada zakończono prace montażowe.

- We własnym zakresie rozpoczęliśmy prace wykończeniowe. Szpachlowanie, malowanie, glazura, terakota, wyposażenie w meble i potrzebne sprzęty. W ostatnich dniach grudnia pani Justyna wraz z dziećmi zamieszkała w swoim nowym domu. Wiosną trzeba będzie jeszcze wykonać drobne prace na zewnątrz budynku i wokół niego - mówi proboszcz parafii w Osmoli, ksiądz Marek Żarski.

- To wszystko to ogromna zasługa proboszcza - z wdzięcznością mówi Czesław Osmólski, sąsiad pani Justyny. - Gdyby nie on, na pewno by się nie udało. To proboszcz wszystkim pokierował, zorganizował zbiórkę pieniędzy, jeździł po prośbie po różnych firmach. Wiadomo jak jest na początku. Jest tragedia, jest zryw do pomocy, a potem nawet ci, co obiecywali pomoc, się wycofują. Może trochę zapominają, może przeceniają swoje siły. Ale właśnie potrzebny jest wtedy taki ktoś jak nasz proboszcz. Przypomni, podjedzie, poprosi. Poza tym proboszcz jest z tą rodziną od samego początku. Zaraz po pożarze tu przyjechał, pamiętam jak dziś. To on organizował pogrzeb Mariusza. Zaraz po pożarze zorganizował zbiórkę, założył konto, by można było wpłacać datki.

- Nawet jeszcze do wakacji jakiś człowiek z Warszawy co miesiąc wpłacał 20 zł. Niesamowite to było - dodaje proboszcz. - Miłe bardzo, że nawet niewielką kwotą chciał się dzielić z potrzebującymi. A naprawdę udział w pomocy pani Justynie miało wiele osób. To wysiłek wielu firm, hurtowni. Dostawaliśmy pieniądze od sąsiednich parafii.

- W szkole w Dziadkowicach chyba ze dwa razy była zbiórka robiona - wtrąca pani Justyna, - w Milejczycach też i w Nurcu Stacji.

Najpierw pani Justyna zamieszkała z dziećmi w dwupokojowym mieszkaniu nad ośrodkiem zdrowia w Dziadkowicach, które wyremontowała gmina. Umeblowanie podarowali dobrzy ludzie. Podobnie jak sprzęt AGD i RTV, ale też ubrania, zabawki. W pewnym momencie kwota na koncie pozwoliła zastanawiać się nad odbudową domu.

- Najpierw trzeba było zebrać środki. Potem zastanawialiśmy się czy odbudować dom systemem gospodarczym. Ale potem znajomy podpowiedział, że szybciej, łatwiej będzie postawić taki gotowy dom. Szukaliśmy domu, a są różne fabryki co w tym systemie budują. Ja byłem w trzech w Bielsku Podlaskim. Padło na Danwood-Haus. Przygotowaliśmy płytę fundamentową, pan Matysiak z Hornowa nam pomagał, Pater Firma dała płytę na fundamenty. 4 listopada przyjechały trzy tiry z częściami, w ciągu dnia dźwigiem postawiono ściany - rozpoczął się montaż. Praktycznie w ciągu dnia się postawiło cały dom, ale wiadomo, że wszystko trzeba było połączyć. Dom stał gotowy, że można było wejść. Potem my weszliśmy na wykończeniówkę. Trzeba było trochę odczekać, by posadzka pod parkiet wyschła, położyliśmy glazurę i terakotę. Komfort teraz jest na pewno większy. Domek ma 79,05 metra kwadratowego - mówi proboszcz. - Może tego nie widać, ale ściany są 11 na 8,60 m. Niewysoki, bardzo ciepły, w systemie prefabtykatów, konstrukcja szkieletowa, 30 cm ciepłej ściany, trzyszybowe duże okna. Wszystkim zajęła się firma z Bielska. Bardzo dobrze się współpracowało. Był ustalony harmonogram, nie było jakichś obsunięć, wszystko fajnie ustalone - kiedy przychodzą hydraulicy, kiedy elektrycy. No i od końca grudnia pani Justyna już mieszka u siebie.

- Nie pamiętam pierwszego snu na nowym miejscu - mówi pani Justyna, - ale jesteśmy bardzo szczęśliwi. Dzieci każde ma swój kąt, domek jest przestronny, ciepły bardzo. Staram się nie przypominać tego, co się tu stało, jeszcze pod dachem leżą porąbane resztki z tamtego domu... Ale od początku chciałam wrócić na to miejsce. Jak proboszcz nas pytał czy chcemy się odbudować, to mówiłam, że tylko w tym miejscu. Jestem naprawdę ogromnie wdzięczna wszystkim ludziom, firmom, które nam pomagały.

- Tu jest kronika - mówi Czesław Olszewski, podsuwając zeszyt, w którym wklejono wycinki z gazet dotyczące pożaru, podziękowania. Są też odręczne notatki z datami, z nazwiskami osób, które przyszły z pomocą, z wymienieniem prac, które wykonali czy materiałem jakim pomogli. - Dla dzieciaków to robimy, żeby nie zapomniały kto im pomógł.

- Jeszcze na wiosnę elewacja została. Teraz mieliśmy robić, ale zimno i mokro się zrobiło. No i takie zagospodarowanie terenu, jakieś krzewy się posadzi, drzewa, trawę posieje wokół.

Jak się okazuje, nie pierwsza to akcja pomocy, którą organizował ksiądz Żarski.

- Kiedyś był pożar w Wyczółkach. Tylko tam wyposażenie się spaliło. Jakąś pomoc zorganizowałem - skromnie mówi proboszcz. - Też radość była, jak znaleźliśmy sponsora na meble, wyposażenie kuchni. Poprawił się komfort życia tym ludziom. A tutaj też udało się znaleźć sponsora na wszystkie meble, które dostaliśmy w formie darowizny, załatwiłem też i sprzęty AGD. A szczerze powiem, że był taki moment, że zwątpiłem, że się uda pomóc pani Justynie. Nie da się wycenić ogromu pomocy, ale naprawdę serdecznie Bóg zapłać wszystkim.

- Bez proboszcza by się nie udało. Ma niewiarygodną umiejętność zorganizowania wszystkiego. Ja pracowałem na Śląsku, nigdy z czymś takim się nie spotkałem, żeby tak bezinteresownie pomagać - dodaje Czesław Osmólski.

- Wszystko już mam, nic mi nie potrzeba - odpowiada pani Justyna zapytana o ewentualne potrzeby. - A powiem więcej - co mi zbywa, oddam innym potrzebującym. Tak jak oddałam już to, co dostałam w Dziadkowicach. Przekazaliśmy całe wyposażenie kuchni, szafę meblościankę, bo tu mieliśmy nowe.

Gdyby ktoś jednak chciał wspomóc finansowo panią Justynę i jej trójkę dzieci podajemy numer rachunku do wpłat z pomocą: 45 8092 0001 0016 2838 2000 0020, Parafia Matki Bożej Bolesnej, Osmola 1, 17-306 Dziadkowice

Anna Kondraciuk, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. jsw

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

patronat

patronat

reklama

reklama

Do góry strony