Aktualności - Grodzisk
21 kwietnia 2016 22:26

Ostatni we wsi

Do wsi Porzeziny w gminie Grodzisk najłatwiej dojechać od drogi Grodzisk – Sypnie. Naprzeciwko zjazdu do Kosianki Trojanówki i Boruty nie sposób nie zauważyć drogowskazu „Porzeziny G. 1,5 km”. /tajemnicze G. oznacza Giętki/

Ale po drodze mijamy jeszcze Porzeziny Mendle. Tam kilkanaście domów, stoją samochody, widać, że we wsi jest jeszcze sporo ludzi. Nietutejszy nie spodziewa się tego, co zobaczy za niespełna kilometr, w Giętkach. Wjeżdżając do tej wsi, żwirową drogą, z dala widać, na rozwidleniu dróg, duży dom i zagospodarowane podwórko. Z boku drugi, nieco mniejszy dom i samochody. Dalej też są domy, ale puste, drewniane Widać, że większość opuszczono dawno. Trzy – cztery podwórka wokół domów są zarośnięte, widać, że właściciele zaglądają tu rzadko, albo ich po prostu nie ma. Tylko dachy, okna, stoi jeszcze trochę płotów, są stare krzyże na posesjach, poza tym pustka, aż do końca wsi, w stronę Kozłowa. Wracamy więc do początku miejscowości, od strony Mendli.

- Przyszedłem tutaj w 1979 r. Ze wsi Sielc, w gminie Boćki. Wżeniłem się i zostałem. Przez ten czas ze 20 albo i więcej osób stąd nogami do przodu wyjechało, głównie ze starości, z chorób też. Drugie tyle, albo i więcej wyjechało za pracą, za chlebem, na lepsze i lżejsze życie. Niektórzy za granicę, na przykład do Belgii. Moi dwaj synowie też w Belgii siedzą. Dwóch tutaj zostało, przy mnie. Jeden z nami mieszka, drugi ożenił się i mieszka obok. Razem jest nas 11. To jedna rodzina. Jedyna z tej wsi, która tutaj została – mówi pan Stanisław Żoch.

- W 1979 r. było tu domów. Ogólnie to nie była duża wieś. Taka mniejsza. Ale ludzi było sporo. Jak lato przychodziło, to gwar we wsi spory był. Latem zjeżdżała się młodzież ze szkół, jeździli, chodzili po wsi, zbierali się. I starsi też jakoś bliżej siebie żyli. Prawie przed każdym domem stała ławeczka, więc ludzie siedzieli na tych ławkach, na przykład wieczorami, kiedy roboty już było mniej. A teraz to i nawet tych ławek nie ma. Pogniły – kontynuuje pan Stanisław.

- Domów było sporo. Dom u Felka, Mietka, u Poniatowskich, u wujka, u Osmólskich, u Gienka, długo by wyliczać. A w każdym domu po kilka osób, tak więc z 70 – 80 ludzi we wsi na pewno było, albo i więcej. Zostało 11. Tylko z Żochów – dodaje pani Krystyna, żona Stanisława.

Jak było kiedyś?

- Ano, jak na gospodarce. Przede wszystkim starczało ludziom tego, co sami wyprodukowali. Mieli mleko, jajka, zboże, chleb piekli, mieli świniaka i dzięki temu przeżyli. Jakoś inaczej było. Inne czasy były. Ja też w taki sposób gospodarowałem. Też miałem krowy, na mleko, świnki, kury, siało się to i tamto. We wsi było tyle krów, że… Człowiekowi bardziej zależało na gospodarce. A teraz? Teraz to można powiedzieć, że naszej wsi nie ma. Najwięcej tej gospodarki i krów ludzie polikwidowali, jak już zlewni w Sypniach nie było. Potem woziło się mleko do Mendli, ale i tam za jakiś czas to miejsce zlikwidowali. Teraz trzeba mieć swój zbiornik na mleko. Bo co robić? Sieję zboże, zbieramy siano. Nadal gospodarujemy – mówi pan Stanisław.

Droga do wsi.

- Przez laty ta sama, ale zmieniała się. Odmiennie jak wieś, bo na lepsze. Do perfekcji jej daleko, ale jest żwirowa, lepsza niż przed laty, przynajmniej ta od Mendli. Doły są, ale większa jej część to typowa żwirówka. Szkoda, że tylko ten bruk jeszcze w Mendlach jest. Bardzo powybijany. Bywały zimy, że jak śniegiem zawieje, to świata nie widać. Wieś była odcięta. Teraz zimy w zasadzie nie ma. W tym roku to tylko raz trzeba było śnieg rozepchnąć. Może i u nas będą scalenia, żeby tę drogę poprawić – zastanawia się nasz rozmówca.

Jelitki.

- Kiedyś Porzezin było więcej. Teraz są Mendle i Giętki, ale były jeszcze Porzeziny Jelitki. To była zwarta zabudowa, nie kolonijna. Podobno sporo było tam domów. Wieś leżała mniej więcej między Mendlami a Sypniami, na tzw. piaskowni. Żeby do Jelitek dojechać, trzeba było zjechać na prawo od drogi łączącej wymienione wsie. Wieś przeżywała rozkwit bardzo dawno, dużo wcześniej przed wojną, przed 100 i więcej laty. Podobno nawet kościół tam był. Ale zginęła. Ludzie wymarli, powyjeżdżali, poprzenosili się. Tak u nas ludzie kiedyś opowiadali – mówi Stanisław Żoch.

- Teraz domy stoją puste. Ale kilka zostało kupionych przez Warszawiaków. Jak przychodzi lato, to co weekend lub dwa przyjeżdżają odpocząć. Mówią, że tu cisza, spokój, przyroda i dlatego czują się dobrze. Mają rację. Jest cisza, jest spokój i nie jest tu brzydko. Przyzwyczailiśmy się. Blisko są Porzeziny Mendle, Kozłowo widać na horyzoncie, do Grodziska też nie daleko – mówi pani Krystyna.

Nasza rozmówczyni dodaje, że teraz człowiek ma samochód. Jak trzeba, to wsiada i jedzie na przykład do sklepu.

- Ale i sklep do nas przyjeżdża. Ze trzy razy w tygodniu samochód podjeżdża pod nasz dom. Faktycznie jesteśmy jedną rodziną we wsi, ale tak naprawdę jeszcze w zupełności nie czujemy się sami. Tutaj wokoło pola uprawne. Rolnicy blisko naszego domu sieją, koszą, zbierają itd. Często słychać traktory. Na szczęście nie jest tak, że mieszkamy daleko, odosobnieni i w lesie – mówi.

- Aha, można jeszcze dodać, że oprócz nas są jeszcze bociany. Co roku przylatują. Mają gniazdo na stodole. Teraz też już są. Widocznie tutaj ich miejsce, tak samo jak i nasze – uzupełnia pan Stanisław. - - Giętki na razie będą istniały. Chyba dzięki nam. Nie zamierzamy nigdzie wyjeżdżać. Mamy tu ciszę, spokój, zajęcie, rodzinę, wnuki. Jakby człowiek przed laty pomyślał, że jako ostania rodzina zostaniemy na wsi, to kto by uwierzył? Ale tu nasze miejsce – kończy rozmowę pan Stanisław.

Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. CK

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

patronat

patronat

reklama

reklama

Do góry strony