reklama

Aktualności - Boćki
24 stycznia 2012 23:24

Boćki - Hoyraky, czyli ukraiński folklor na rockowo

Dżereła w Czeremsze, Kupała w Dubiczach Cerkiewnych, Tygiel Orleański, Jarmark Bociana w Boćkach, koncert charytatywny „Zagrajmy dla Julki” w Korycinach, a ostatnio XX Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Bielsku Podlaskim to tylko niektóre z imprez, na których zespół „Hoyraki” podbił serca publiczności.


          Istniejąca niespełna rok, 7-osobowa grupa gra na żywo. Tworzą ją ludzie z Bociek, Bielska Podlaskiego i okolic: Leszek Przybysz - gitara, Urszula Ignaciuk - vocal, Katarzyna Stepaniuk - vocal, Piotr Ostaszewski – akordeon, Marek Chmielewski – gitara, Jarosław Kaliszewicz – perkusja i Wiesław Sędziak – bas. Na co dzień każdy ma swoją rodzinę, pracę, swoje obowiązki, niektórzy jeszcze się uczą, ale raz w tygodniu spotykają się w Boćkach, w Gminnym Ośrodku Kultury i oddają się swojej pasji – muzyce.
          O realizacji artystycznych aspiracji rozmawiam z Wiesławem Sędziakiem.
          - Kto wyszedł z inicjatywą stworzenia zespoły, jak narodziła się nazwa?

          Tak się złożyło, że droga do powstania zespołu okazuje się być dłuższa niż samo istnienie „Hoyraków”. Pochodzę z Bociek, tu mam rodzinę i znajomych, a mieszkam na stałe w Bielsku. W obydwu tych miejscach mam kumpli, z którymi rozmawiałem o stworzeniu takiej kapeli z prawdziwego zdarzenia. Przez trzy lata pomysł „wisiał w powietrzu” pomiędzy mną, Jarkiem Kaliszewiczem z Bociek i Leszkiem Przybyszem z Bielska. Wiadomo rodzina, dom, praca, masa różnych obowiązków i ciągły brak czasu, ale idea kiełkowała w każdym z nas. I wreszcie nasze marzenia przełożyliśmy na działanie, w styczniu ubiegłego roku. Początkowo nazwa była inna i już prawie się na nią zdecydowaliśmy, aż tu pewnej niedzieli, na zakupach moja starsza córka Patrycja, zatrzymała mnie i powiedziała: „Tato mam, mam dla was nazwę: Hoyraky”. Ja osłupiałem, a ona zaczęła się śmiać i powiedziała, że pasuje do nas. I tak już zostało.
          - Kiedy zadebiutowaliście?

          - Już w maju ubiegłego roku w Bielsku Podlaskim Hoyraky wyszły na światło dzienne. Zagraliśmy na eliminacjach do przeglądu Piosenki Ukraińskiej „Z pidlaskoj Krynicy”. Startując wśród profesjonalistów zajęliśmy 3 miejsce, co było dla nas wielkim wyróżnieniem, jak na 4 miesiące istnienia.
          - Wasz repertuar składa się głównie z utworów i piosenek ukraińskiego folkloru. Skąd taka fascynacja?

          - Bo nam się podoba i ta muzyka nam w duszy gra. Repertuar cały czas rośnie. Oczywiście mamy plany na opracowanie kilkunastu utworów polskiej sceny rockowej, ale na razie wszystkie siły skierowane są na folk ukraiński, no i niebawem na naszą pierwszą płytę. Choć jesteśmy jeszcze młodym zespołem, już o tym myślimy. Pracujemy także nad utworami autorskimi.
          - Zjeżdżacie się na cotygodniowe próby do Bociek. Czy nie łatwiej byłoby spotykać się np. w Bielsku?

          - Boćki mają swój urok i nam tu się podoba, jest atmosfera. Mamy tu spokój, wyciszenie i wielu przyjaciół. Boćki to nasz azyl, gdzie naprawdę dobrze się czujemy. Ula, Kasia, Leszek, Piotrek pochodzą z Bielska Podlaskiego, Marek z Orli, a Jarek i ja z Bociek, choć mieszkam na stałe też w Bielsku. Ale każdy z nas czeka na czwartek, bo wtedy mamy próby i właśnie jedziemy do Bociek. Próby są otwarte dla wszystkich, którzy chcą posłuchać naszej muzyki.
          -
Zagraliście wiele koncertów zyskując sympatyków w różnym wieku. Łączycie też miłośników różnych gatunków muzycznych.
          - Odegraliśmy kilkanaście koncertów, jeżeli to tak można nazwać, ale cały czas poznajemy nowe wartości sceny. To ludzie sami oceniają zespoły, czy im się podoba czy nie. Dzisiejszy rynek muzyczny jest bardzo zróżnicowany i ma wielu odbiorców. My po prostu gramy, a że daje to nam wielką przyjemność, to chcemy tym dzielić się z innymi.
          Więcej o zespole na stronie www.hoyraky.pl

          Ewelina Modzelewska, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. EM

        
Do góry strony