reklama

Kultura
13 lutego 2016 01:00

Pierwszy plener malarski w Czeremsze

Tamara Kierdelewicz skrzyknęła przyjaciół z Polski. I przyjechali na pięć dni do Czeremchy. Malowali i rysowali. Plener zakończył się jednodniową wystawą blisko sześćdziesięciu prac. Symboliczne róże, które otrzymali malarze, wykonała czeremchowska artystka Jolanta Własiukiewicz.

Wernisaż poplenerowy „Ocalić od zapomnienia”.

- Tematem naszego pleneru było ocalenie od zapomnienia architektury naszej gminy, jak również krajobrazu. Myślę, że jest co pokazać, a piękno Czeremchy chcieliśmy uchwycić w malarstwie – przyznaje Tamara Kierdelewicz, malarka i bibliotekarka GOK w Czeremsze. - Gościliśmy ośmioro artystów z Warszawy, spoza naszej gminy. Tak się złożyło, że tylko ja reprezentuję naszą gminę. Pracowaliśmy od poniedziałku. Do dzisiejszego dnia, piątku, powstało ponad 50 prac. To bardzo intensywny i pracowity plener.

- Pani Tamara zorganizowała ten plener, zaprosiła przyjaciół, osoby, z którym spotyka się na innych plenerach – stwierdza Barbara Kuzub – Samosiuk, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Czeremsze i artystka muzyczna. - Obejrzenie tej wystawy jest możliwe wyłącznie dzisiaj, ponieważ jutro mamy tutaj inną uroczystość, a państwo wyjeżdżają. Wszyscy uczestnicy pleneru zostawią nam po jednej pracy. Mam nadzieję na kolejny plener, polecamy się na przyszłość.

Wśród artystów Ewa Piasecka – Kudłacik z Warszawy, Janusz Raszewski i Maja Raszewska, także z Warszawy, Stanisław Wójcik z Chełma, Daniel Lipian – Kaniuk z Lublina i czworo malarzy z powiatu hajnowskiego – Tamara Kierdelewicz, Daniel Gromacki, Wiktor Kabac i Marek Sapiołko. Prawie wszyscy malarze doświadczeni, z ogromnym dorobkiem artystycznym, jedynym nowicjuszem był Marek Sapiołko.

- Skończyłem szkołę plastyczną w Supraślu, potem poszedłem do szkoły chemicznej – opowiada Marek Sapiołko. - Moje życie przez pawie 20 lat było związane z Czeremchą, bo pracowałem w Straży Granicznej, na przejściu w Połowcach. Od ośmiu lat jestem na emeryturze. Maluję od dwóch lat.

Plener trwał tylko kilka dni, a Daniel Gromacki, malarz z Hajnówki, na wernisażu pokazał aż 10 prac.

Jakby dobrze poszło, można by było jeszcze drugie tyle zrobić. Tylko zima, trudna pora roku do malowania – opowiada Gromacki. - Pogoda nie dopisała, nie było światła. Na szczęście przyszły roztopy, więc były szarości i brązy. Inna kolorystyka, nie wszystko białe. W okolicach Narewki inne rzeczy maluję, a w Czeremsze mamy carską architekturę. To najciekawsze. Drzewa i budynki ładnie skomponować to fajna rzecz.

Oprócz tego, że artyści malowali budynki i krajobrazy Czeremchy, prowadzili także warsztaty plastyczne. Zajęcia z grafiki w monotypie prowadził Daniel Gromacki, malarskie Wiktor Kabac, a rzeźbę w glinie Damian Lipian – Kaniuk. Podczas wernisażu można było zobaczyć prace dzieci powstałe podczas warsztatów.

Skąd pomysł na plener malarski w Czeremsze?

- Z Danielem Gromackim już dawno planowaliśmy plener w Czeremsze – mówi Tamara Kierdelewicz, artystka i biliotekarka z Czeremchy. - Chciałoby się dać twórcom jakieś materiały, a tu kasy ciągle nie ma. W końcu mówię - robimy, może ktoś zechce przyjechać? I przyjechali. Co prawda daliśmy tylko nocleg, wyżywienie we własnym zakresie, ale się udało.

Podczas pleneru artyści malowali głównie architekturę Czeremchy. W latach 1903 – 1906, za czasów cara Mikołaja II Romanowa, wybudowano linię kolejową Siedlce-Czeremcha-Wołkowysk. Czeremcha była ważnym węzłem kolejowym. Po tamtych latach kolejowego rozkwitu pozostały domy o pięknej architekturze.

Cały węzeł planował jeden inżynier. Doglądał budowy, odpowiadał przed carskimi urzędnikami – opowiada Sergiusz Smyk z Czeremchy, także malarz. - Jeden facet projektował cały węzeł. Miał pomocników, ale pieczę trzymał nad całością. Dlatego to wszystko było tak dopieszczone. Styl wzięto ze Szwajcarii. Wybrukowany, głęboki rów odwadniał całą stację i odprowadzał wodę do rzeczki. Teraz go zniszczyli, bo zaczęli czyścić. W budynku, gdzie za moich czasów była przychodnia, mieszkał naczelnik stacji. Miał piękny ogród, oranżerię. Każdy budynek miał piwnicę. Już wtedy, podczas budowy linii kolejowej, w Czeremsze powstał wodociąg, z którego korzystaliśmy wiele lat po wojnie, póki nie wybudowaliśmy gminnego wodociągu. Ciekawe rzeczy. A stacja była tak piękna. Dziadek mi opowiadał, że było trzy kategorie restauracji. Tory były z dwóch stron, a w środku stacja. Niemcy, wycofując się wysadzili tory. Na szczęście w Czeremsze zostało sporo budownictwa carskiego.

Kiedy oglądający skupili się na podziwianiu prac i rozmowach z malarzami, Ewa Piasecka – Kudłacik kucnęła na schodach sceny i w mig narysowała, co widziała. Swoją pracę podarowała bohaterce rysunku, Marii Klimowicz z Dobrowody.

- Owszem, czasami robię na zamówienie, ale najbardziej lubię uchwycić chwilę, to co sama obserwuję. Czasami udaje się nawet emocje uchwycić – nie przerywając rysowania mówi Ewa Piasecka – Kudłacik. - Rysuję od dziecka. Najpierw był ołówek, a w miarę postępu śmiałości, wyrobiłam sobie inne narzędzia, takie jak to, jakby pędzelek. Jestem farmaceutką, a wykształcenie farmaceutyczne bardzo przeszkadza. W rysunku może mniej, ale w malarstwie bardzo, ponieważ malarstwo źle znosi dokładność. Tu, w Czeremsze, nie tylko rysowałam. Namalowałam również cztery obrazy, urocze zabudowania czeremchowskie. Moje malowanie jest także związane z wykształceniem, nie na darmo jestem członkiem Związku Artystów Plastyków. Jeśli chodzi o rysunek szybką kreską, tym zajmuje się rzeczywiście niewiele osób. Czasem rysuję portrety szkicowe na zamówienie, czasem z własnej chęci. Mieszkam na Grochowie, gdzie była bitwa powstańcza. Co roku są tam rekonstrukcyjne walki, no to sobie staję i rysuję walczących na koniach. Gdy „Czeremszyna” koncertowała w Warszawie, także narysowałam. W ostatnim katalogu z mojej wystawy, na rysunku jest Basia Kuzub – Samosiuk i Mirek Samosiuk.

Krystyna Kościewicz, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot KK

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

patronat

patronat

patronat

reklama

Do góry strony