reklama

Festiwal im. Okudżawy odbywa się pod Patronatem Honorowym Olgi Okudżawy i Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich. Głównym organizatorem jest Stowarzyszenie Społeczno – Kulturalne "Granie bez granic" z Anatolem Borowikiem na czele, przy współpracy marszałka województwa Podlaskiego, burmistrza Hajnówki, starosty hajnowskiego, prezydentów Białegostoku, Warszawy i Lublina.

Wyniki tegorocznych wokalnych zmagań kilkudziesięciu wykonawców ogłosiła Joanna Rawik, przewodnicząca jury.

- I miejsce zajęła Izabela Szafrańska, która śpiewa z towarzyszeniem Pawła Sokołowskiego, II miejsce Emilia Rutkowska z towarzyszeniem Michała Wojtusika, III miejsce Małgorzata Nakonieczna oraz cztery wyróżnienia – z Hajnówki Julita Wawreszuk, Alex Fidelczyk, Agata Gregorczyk i Weronika Świder.

Tradycją jest, iż koncert laureatów festiwalu Okudżawy rozpoczyna piosenka Balonik, a nad hajnowskim amfiteatrem, w niebo lecą dziesiątki błękitnych baloników.

Izabela Szafrańska, w ubiegłym roku zajęła drugie miejsce, w tym wygrała.

Co spowodowało, że zdecydowała się pani drugi raz wystąpić na festiwalu?

- Bardzo dobre przedsięwzięcie, festiwal znakomity. Kocham Bułata Okudżawę, kocham jego poezję. Przekazuje wspaniałe wartości, piękną melodię, muzykę, dlatego bardzo chciałam jeszcze raz wziąć udział w festiwalu, znowu przeżyć wspaniałą przygodę.

Co bardziej się pani podoba u Okudżawy? Muzyka czy słowa?

- Muzyka też jest piękna, ale przede wszystkim słowa. Niosą przekaz.

Co jest tym przekazem?

- Miłość, wiara, nadzieja. Tak jak się nazywa festiwal.

Liczyła pani na pierwsze miejsce?

- Każdy, kto bierze udział w konkursie liczy na nagrodę, na wygraną. Ale nie patrzyłam w ten sposób, bo bardzo chciałam przeżyć jeszcze tę swoją przygodę i to mnie zmotywowało do ponownego wzięcia udziału.

Z panem Pawłem Sokołowskim…

- To mój narzeczony. Tworzymy duet od dwóch lat. Również razem wykonujemy muzykę żydowską, sefardyjską, czyli połączenie muzyki żydowskiej, hiszpańskiej. W języku ladino, czyli dialekcie hiszpańskim.

Skąd u pani taki język w wykonywanych utworach?

- Mieszkam w Lipnicy Wielkiej, jest to mała wieś położona na Pogórzu Ciężkowicko-Rożnowskim, okolice Zakopanego. Tam poznałam wspaniałą wokalistkę żydowską Yasmin Levy i od tego zaczęła się moja pasja. Zakochałam się w tej muzyce. Uczyłam się tekstów razem z siostrami, bo mam trzy siostry. Postanowiłyśmy założyć zespół El Saffron. Byłyśmy też finalistkami VI edycji Must be The Music.

Pierwszy utwór Okudżawy, który pani zaśpiewała?

„Modlitwa”. Tekst bardzo głęboki, niosący nadzieję. Po raz pierwszy zaśpiewałam ją rok temu, gdy specjalnie na ten festiwal się przygotowywałam. Wcześniej nigdy nie śpiewałam Bułata Okudżawy. Rok temu dowiedziałam się z portalu społecznościowego, że w Hajnówce jest festiwal Bułata i stwierdziłam, że „Modlitwa” jest piękna, czemu by jej nie zaśpiewać, zaaranżować.

Koncert laureatów i zaproszonych bardów prowadził Anatol Borowik. Nie mogło się obyć bez dobrego ducha festiwalu, Olgi Okudżawy z Moskwy, wdowy po Bułacie Okudżawie.

- To trzeci festiwal pieśni poetyckiej „Wiara, nadzieja, miłość” – zwróciła się do zebranych Olga Okudżawa. - Ten festiwal ma ojca i matkę. Ojciec to oczywiście Anatol Borowik, a mama to jego piękna żona Iwonna. Przyjechałam tu na kolejne urodziny festiwalu. Mam prezent urodzinowy, malutki i bardzo śmieszny. Chodzi o to, że zwróciła się do mnie organizacja, która projektuje dolary dla Nowej Zelandii. Nie wiem dlaczego, ale ten dolar zrobili w Polsce. Zamówienie było z Nowej Zelandii. Na jednej stronie królowa Elżbieta, a na drugiej Bułat Okudżawa. Zdumiewające dlaczego Nowa Zelandia, królowa Elżbieta, Okudżawa? Duża, srebrna moneta, dolar nowozelandzki. Bułat Okudżawa na nim i królowa angielska.

Festiwal im. Bułata Okudżawy odbył się wespół z dorocznym Jarmarkiem Żubra, czyli ludowymi specjałami niemal z całej Polski (i nie tylko) prezentowanymi w parku miejskim. „Wiara, Nadzieja, Miłość” to nie tylko tytuł, ale też działanie.

- Zdecydowaliśmy się nie pobierać pieniędzy za bilety we wszystkich miastach, gdzie jesteśmy, ale za to znaleźliśmy kogoś, kto bardziej niż my potrzebowała pomocy – powiedział Anatol Borowik. - Jest nim doktor Paweł Grabowski, który przyjechał z Krakowa i założył na Podlasiu fundację onkologiczną. W Nowej Woli zbudował od zera hospicjum onkologiczne i mozolnie buduje tę placówkę. Nasza pomoc nie pomoże wyjść im z tego stanu, w którym są, ale na pewno pomoże godnie żegnać się z tym życiem. Paweł Grabowski i jego przyjaciele będą zbierali do puszek drobne datki dla fundacji onkologicznej.

Krystyna Kościewicz, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot KK

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

reklama

patronat

reklama

Do góry strony