reklama

Kultura
08 sierpnia 2016 23:26

Powinniśmy iść w górę

Rozmowa z Jolantą Sidorowicz, dyrektorką Siemiatyckiego Ośrodka Kultury.

Czym jest dla Pani kultura?

Kultura jest tym wszystkim, co pozwala nam żyć, rozwijać się w szerokim tego słowa znaczeniu. Dla mnie kultura jest sensem życia. Możemy mieć pokarm dla ciała, ale jeśli nie mamy pokarmu dla duszy, nie funkcjonujemy prawidłowo.

Kiedy zaczęła Pani pracować w Siemiatyckim Ośrodku Kultury?

Ośrodek kultury istnieje od dawna, ma ponad pięćdziesięcioletnią tradycję. Może zmieniał swoje nazwy przez te lata, bo był Powiatowym Domem Kultury, Miejskim Ośrodkiem Kultury, a teraz jest od wielu lat Siemiatyckim Ośrodkiem Kultury. Rozpoczęłam pracę 18 lipca 1988 r., więc akurat minęło dwadzieścia osiem lat.

I jak wspomina Pani początki swojej pracy?

Bardzo dobrze. Dwadzieścia osiem lat… Bardzo szybko przeleciało, to kawał czasu. Zmieniała się rzeczywistość Polski, zmieniały się instytucje, zmieniały się wydarzenia kulturalne. Niemniej jednak większość imprez pozostała, tak jak kiedyś były Dni Miasta, teraz są Dni Siemiatycz. Niektóre imprezy są podobne, aczkolwiek jest bardzo dużo nowych inicjatyw.

Zatem część dawnych imprez jest kontynuowana obecnie.

Tak, bo wszystko to, co było dobre oczywiście kontynuujemy. Pewne rzeczy są też trochę bardziej rozszerzane, czy bardziej wychodzimy naprzeciw temu, co nas spotyka teraz wg tych nowych rzeczywistości. Nasza działalność polega na tym, żebyśmy wychodzili naprzeciw oczekiwaniom społeczeństwa, czyli dzieci, młodzieży, dorosłych. Zapewniamy spędzanie wolnego czasu, ale przede wszystkim rozwijamy ich pasje i marzenia. Warsztaty, konkursy, to wszystko po to, żeby rozwijać naszą społeczność.

Co robiła Pani, kiedy zaczynała pracę w ośrodku kultury?

Przyszłam tutaj jako instruktorka do organizacji imprez i różnych wydarzeń kulturalnych. Od tego zaczynałam. Przez wiele lat zajmowałam się konkursami recytatorskimi, zajęciami dla dzieci, organizowałam różne imprezy, prowadziłam je. Praca w kulturze polega na tym, że nie ma działki takiej, że ktoś zajmuje się tylko „tym”. Mamy swoje obowiązki, ale też przy organizacji imprez robimy wiele innych rzeczy. Jak np. pani plastyk, wykonuje scenografię, dekoracje, prowadzi też zajęcia z dziećmi. Musimy być wszechstronni i, że tak powiem, w kulturze trzeba umieć robić wszystko.

Mamy zajęcia szachowe, mamy balet dla tych młodszych dzieci…

Zajęcia dotyczą różnych grup wiekowych. Natomiast jakie grupy zawiążą się, zależy od zainteresowania. Jeśli zapiszą się tylko dzieci, nie otwieramy już grupy dla młodzieży czy dorosłych. Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie wszyscy mogą korzystać z naszych zajęć. W związku z tym robimy warsztaty. Np. dziennikarskie, plastyczne czy rzeźbiarskie. Dla tych osób, które nie mogą chodzić do nas na cykliczne zajęcia. Rozmawiamy z rodzicami dzieci, które przychodzą albo tych, które chcą przychodzić. Czasem wysuwają nam swoje propozycje…

Dużo jest takich zgłoszeń?

Troszeczkę jest. Stąd była np. dodatkowa grupa zajęć z robotyki, bo było zainteresowanie wśród starszych dzieci. Jeśli jest zainteresowanie społeczeństwa, jesteśmy otwarci na to i wychodzimy naprzeciw takim oczekiwaniom. Oczywiście kiedy zapiszą się dwie osoby, jest to niemożliwe, bo to duże koszty.

Dla osób starszych zorganizowano Klub Seniora, Uniwersytet Trzeciego Wieku, dla młodszych dzieci mamy balet, zajęcia plastyczne… A co z osobami w wieku powiedzmy 20-40 lat?

Właśnie dla nich są organizowane warsztaty. Były warsztaty rękodzielnictwa, decoupage. Nie jest to widowiskowe, bo warsztat jest dla zamkniętej grupy i w ośrodku kultury. Panie uczą się czegoś, robią, swoje prace zabierają ze sobą. Natomiast zimą były zorganizowane grupy tańca towarzyskiego. Mamy Dyskusyjny Klub Filmowy „Kameleon”, bardzo prężnie działający. Młodzież i tacy 30+ przychodzą, więc będziemy iść w tym kierunku.

Z „Kameleonem” to jest tak, że tamta młodzież to głównie liceum i technikum.

Ale każdy ma prawo przyjść, jeśli nie jest zainteresowany, my nie mamy na to wpływu. 2 sierpnia będzie spotkanie z odtwórcą głównej roli w filmie „Miasto 44”, Józefem Pawłowskim. Na pewno od września będziemy kontynuować spotkania z roku 2015/16, organizowane razem z IPN-em i Civitas Christiana. Na to też dużo osób nie przychodzi. To nie jest impreza plenerowa, a niszowa. To są spotkania, które zmuszają do myślenia, refleksji.

Imprezy takie jak Dni Siemiatycz czy Flow Festiwal odbywają się co roku, ale cykliczność po pewnym czasie staje się przewidywalna. Czy nie lepiej zrezygnować z niej, żeby organizować wydarzenia może jednorazowe, ale przy tym bardziej intrygujące?

Uważam, że nie ma co kończyć imprez, które są dobre i które cieszą się zainteresowaniem. Ludzie czekają, pytają np. kto będzie gwiazdą wieczoru. Jak są np. dni miasta, ludzie z nami rozmawiają i słyszymy, że chcą żeby w przyszłym roku była ta i ta gwiazda, więc wszystkie zespoły, które do nas przyjeżdżają to wychodzi od społeczeństwa. Flow Festiwal wybiera Młodzieżowa Rada Miasta. Tu nie ma żadnej interwencji z naszej strony. To jest propozycja młodzieży, która się tym zajmuje. Oni zbierają też oczekiwania od swoich koleżanek i kolegów. Mamy dużo propozycji od mieszkańców. Czasem jest tak, że zespół jest zajęty w danym terminie. Wtedy bierzemy inny, ale to zawsze wychodzi od społeczeństwa. Poza tym mamy też stałych fanów z Polski. Ludzi, których twarze znamy, oni nas znają. Wielokrotnie do nas przyjeżdżają, więc dlaczego mamy to kończyć? Cieszymy się z naszych mieszkańców, że uczestniczą, że są. To też potwierdza, że te imprezy powinniśmy kontynuować. Jestem świadoma tego, że powinniśmy je zmieniać, podwyższać rangę imprez. Wychodzić naprzeciw różnym zespołom, które są na topie. Powinniśmy iść w górę i tak też robimy. Jeśli nam to wychodzi, to się cieszymy, jeśli nie, to będziemy podwyższać poprzeczkę.

Zespoły zapraszane na Dni Siemiatycz czy Targi Pogranicza są bardzo dopasowane do gustu ogółu.

Każda impreza ma swoją rangę, ale też i swój klimat. Na takiej imprezie jak Targi Pogranicza zespoły muszą być w tym klimacie, tak samo jest z dniami miasta. Sobotę zawsze robimy pod ludzi młodych, niedzielę właściwie pod wszystkich. pod rodziny, żeby każdy coś dla siebie znalazł. W dzień chcemy pokazać zespoły działające przy ośrodku kultury, w szkołach, w różnych instytucjach podległych miastu, a potem są gwiazdy wieczoru.

Od kilku lat organizowano Siemiatycki Przegląd Kapel, w tym roku go nie było.

Nie było tylko dlatego, że każdego roku ogłaszamy na to konkurs, tak jak na Blues Festiwal. W tym roku żadna kapela nie zgłosiła się do nas. Być może dlatego, że w okolicy było dużo imprez podobnego typu.

Jeśli jest tak, że nie tylko u nas w mieście jest wiele imprez o charakterze ludowym, ale też w okolicznych wsiach, mniejszych miasteczkach, może pójść w inną stronę?

Tak, ale kiedy organizowaliśmy Przegląd Kapel, okoliczne miejscowości nie robiły takich imprez. Teraz jest na to moda. I cieszymy się. Bardzo dobrze, że każda społeczność gminna czy wiejska robi święto swojej miejscowości. Bardzo dobrze, że jest ktoś, kto tego oczekuje, że jest ktoś kto chce to organizować. Mogę powiedzieć, że Przegląd Kapel powróci.

A co z tymi ambitniejszymi koncertami, jak Muzyczna Strona Siemiatycz?

Będą.

Może więcej?

Jeśli będzie większe zainteresowanie.

Właśnie, co z tym zainteresowaniem, czyli jednak ludzie wolą prostsze imprezy?

Może bardziej wolą masowe, bo to jest darmowe. Chociaż, jeśli są bilety, to ceny i tak są symboliczne. Nasze miasto pokrywa w większości koszty. Zainteresowanie… nie powiem, że nie jest. Jeśli chodzi o imprezy plenerowe, mieszkańców jest bardzo dużo. Natomiast imprezy biletowe, mamy świadomość tego, że nie wszystkich może na nie stać.

Jak widzi Pani przyszłość ośrodka kultury, w którą stronę pójdzie jego funkcjonowanie? W dalszym ciągu będzie to organizowanie corocznych koncertów czy może promowanie talentów?

Bardzo dużo młodych ludzi bierze u nas udział w konkursach recytatorskich czy konkursach piosenki. Wysyłamy ich do Białegostoku, każdego roku mamy sukcesy. Prace plastyczne wysyłamy na konkursy ogólnopolskie. Jak widzimy jakieś talenty podpowiadamy, co dalej mogą ze sobą robić, natomiast co oni dalej z tym zrobią, to zależy od rodziców, młodzieży, dzieci.

Na zakończenie. Była Pani jedną z tych mieszkanek, które gościły u siebie pielgrzymów w związku ze Światowymi Dniami Młodzieży, jak to było od tej drugiej strony – gospodyni?

Były to dwie Włoszki w wieku 24, 27 lat. Młodzież bardzo otwarta, wesoła. Dla mnie było o tyle łatwiej, że mam synów, którzy dobrze posługują się angielskim. To było świetne doświadczenie, spotkanie z tymi ludźmi z Włoch, z Ukrainy i z Rosji. Włosi w Polsce byli po raz pierwszy. Bardzo podobało im się Podlasie. Chcieliśmy pokazać im nasze miasto, tradycję, kuchnię. Pielgrzymi nie byli wymagający, chcieli poznać wszystko to, co polskie, lokalne. Zaskoczyła ich gościnność, którą tu napotkali. Kiedy wyjeżdżali i oni płakali, i my płakaliśmy.

Eleni Kryńska, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot EK

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

reklama

ślubna
scena

reklama

patronat

patronat

reklama

Do góry strony