reklama

Aktualności - Mielnik
24 lipca 2016 19:05

Zlot Citroenów

Przez kilka dni na drogach powiatu siemiatyckiego i łosickiego można było zobaczyć stare samochody marki Citroen. Były także miejsca, gdzie auta te zostały wystawione, można było je oglądać, poznać ich historię, porozmawiać z właścicielami. Wszystko w ramach VIII Ogólnopolskiego Zlotu Zabytkowych Citroenów, który trwał od 14 do 17 lipca.

Główne bazy uczestników tej imprezy znajdowały się w Mielniku i Drohiczynie, była też prezentacja pod pałacem w Korczewie. Przyjechały 32 citroeny z różnych zakątków kraju, m.in. modele BL, DS i 2CV, C11, młodsze CX, oraz rzadziej spotykane HY i GS.

- Wszystkie auta uczestniczące w zlocie nie są produkowane fabrycznie od co najmniej 25 lat – mówi Marcin Królikowski, wiceprezes Citroen Oldtimer Klub Polska. - Są też i takie, które zjechały z fabryk tuż po wojnie, zaś najstarszym na zlocie jest samochód z 1925 r., pana Magnuszewskiego z Białegostoku. Wszystkie sprawne i dziarsko jeszcze jeżdżące o własnych siłach. My, uczestnicy zlotu i w większości zrzeszeni w Citroen Oldtimer Klub Polska, nazywamy je leciwymi „cytrynami”. Zloty organizujemy od 2009 r., przy współpracy kilku partnerów, w tym roku ośrodków kultury z tego terenu. Poza tym bierzemy udział w wystawach i targach, jeździmy też za granicę. Wszyscy jesteśmy pasjonatami takich aut. Większość z nas ma jeszcze inne stare modele lub marki. Na takich spotkaniach odpoczywamy, fascynujemy się naszymi samochodami.

Podsumowanie zlotu było 16 lipca, na „Topolinie” w Mielniku, gdzie zaprezentowano wszystkie auta. Bez wątpienia w pierwszej kolejności w oko wpadał model B10, z 1925 r. Jego właściciel, Ireneusz Magnuszewski z Białegostoku, wygrał konkurs elegancji, w nagrodę odbierając obraz ufundowany przez GOKSiR.

- Byłem tym autem we Francji, na 24-godzinnym rajdzie citroenów. Zajechałem tam nim i wróciłem. Z Białegostoku. To auto niezawodne, mimo że ma prawie sto lat. Oczywiście trzeba przy nim trochę naskakać się, by jeździło i lśniło. Niewiele w kraju jest tych modeli na chodzie. W podlaskim chyba jedyny – powiedział Magnuszewski.

Dosyć licznie reprezentowane były modele C 11, z pierwszych lat powojennych.

- Inaczej to „gangster”. Ten model taki właśnie nosi przydomek. Nad swoim egzemplarzem pracowałem kilka lat. Jest z 1949 r. Trafił do mnie w skrzynkach, rozebrany na części. Nawet nie dało się ocenić, w jakim to wszystko jest stanie, czego brakuje. Sporo wtedy ryzykowałem, ale warto było. Efekt końcowy jest niesamowity. Nie znam jego całej historii. Do życia przywróciłem go po dwóch latach rekonstrukcji. Wiele rzeczy zrobiłem sam. Kosztowało mnie to kilkanaście tysięcy zł. Ma silnik mocy 1,9. Na prostej drodze wyciągam nim ponad sto km na godzinę. Pali 12 – 13 litrów. Jak przywracałem go do życia, w Polsce było około stu tych modeli jeżdżących i mniej więcej drugie tyle w renowacji. Dzisiejsza wartość rynkowa tego auta to ok. 25 tysięcy zł. Przez lata, aby było taniej i szybciej, mimo że do części tych modeli można dotrzeć, wiele aut zostało – że tak powiem – skundlonych. Montowano felgi od tarpanów, podzespoły od trabantów itp. – opowiada Janusz Kłunejko, który przyjechał C 11 z Koszalina.

Na pytanie czy miał prośby o udostępnienia swego auta filmowcom, mówi: - Tak, ale nie zgodziłem się. Filmowcy, aby uniknąć dodatkowych kosztów, nie zawsze podpisują umowy, że w razie zniszczeń ponoszą koszty napraw. Parę razy tylko poszedłem komuś na rękę i zawiozłem kilka par do ślubu. Chcę mieć to auto dla siebie. Większość z nas, pasjonatów, włożyła w te samochody mnóstwo czasu, pracy i pieniędzy. Nic nie wynagrodzi nam przede wszystkim tej pracy.

Współorganizatorzy zlotu – GOKSiR w Mielniku i M-GOK w Drohiczynie.

Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. jsw

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

reklama

patronat

Do góry strony