Aktualności - Mielnik
11 kwietnia 2017 13:52

Jajka jak malowane

O wielkanocnych pisankach, wykonywanych tradycyjną metodą batikową, opowiedziała nam pani Olga Adamiuk z Pawłowicz.

Wielkanoc tuż, tuż. Sklepowe półki uginają się od świątecznych ozdób. Wśród nich królują wszelkiej maści zajączki, baranki, kurczęta i oczywiście pisanki. Plastikowe, drewniane, ze styropianu. Pokryte kolorowymi wstążkami, cekinami, papierami. Z roku na rok obserwujemy coraz nowsze trendy wielkanocnego zdobienia jaj. Pisanki robione na szydełku, haftowane czy chociażby ozdobione makaronem. Nasza kreatywność w tej kwestii zdaje się nie mieć granic. Warto jednak zwrócić uwagę, że wszystkie te mody są chwilowe. I choć trudno czasami oprzeć się wrażeniu, że współcześnie komercja wygrywa, to jednak na szczęście wokół nas wciąż są ludzie, którzy nie wyobrażają sobie Wielkanocy bez jajka tradycyjnie zdobionego, czyli klasycznej pisanki, wykonanej metodą batikową. Do takich osób z pewnością należy pani Olga Adamiuk z Pawłowicz w gm. Mielnik. Tradycyjnemu zamiłowaniu do pisania jajek gorącym woskiem pszczelim pani Olga oddaje się już ponad 40 lat. Jak sama mówi, zajęcia tego nauczyła się od swojej dobrej sąsiadki, pani Niny Posławskiej.

- Mąż pracował kiedyś u Posławskich. Dobrze z nimi żyliśmy, jeszcze nawet i kumą jest. Kiedyś mówię do Posławskiej, że ja bym chyba tak nie umiała. A ona do mnie: „to przychodź i pisz”. Ale to nie takie proste - pomyślałam, trzeba mieć czym, na czym. Wszystko mi dała. To przy niej zaczynałam malować i od niej się tego nauczyłam. Na początku to siedziałyśmy razem, przy jednej lampie naftowej. Kiedy pierwszy raz usiadłam do tych jajek, napisałam ich wtedy 700 sztuk. To było ponad 40 lat temu, miałam wtedy ze 20 lat. Wtedy Posławska jeździła w różne miejsca z tymi pisankami i ja razem z nią. Ona sprzedawała swoje, ja swoje. Przyjeżdżamy do domu, a ona mówi do mnie tak: „jak ty zaczęłaś pisać, to ja ci nic nie mówiłam, ale myślałam, że ty ich nie sprzedasz”. Takie były nierówne i krzywe. Nawet i teraz, choć już mam tyle lat doświadczenia, zdarza się czasami, że coś krzywo się zrobi, ale wtedy to naprawdę było krzywo. Kolory jednak były ładne i to bardziej przyciągnęło klientów niż jakieś nierówności.

Wosk i farba

Każdego roku pani Olga tworzy ponad 1000 pisanek. Ponieważ pokrycie takiego jajka różnymi wzorami roślinnymi, geometrycznymi, poddanie go 3 lub 4-krotnemu farbowaniu, a na końcu polakierowanie, wymaga czasu, więc żeby ze wszystkim zdążyć, pani Olga zaczyna malować już w styczniu. W jajka, o wyjątkowo białej skorupce, zaopatruje się pod Warszawą.

- Pisze się po bardzo białym jajku, wkłada się w żółtą farbę. Następnie znowu nakłada się wosk, zanurzając jajko w kolejnych farbach. Po ostatnim farbowaniu jajko delikatnie wycieram z wosku, a następnie je lakieruję. Takie jajka mogą poleżeć i 10-15 lat. Zrobią się jak wydmuszka, leciusieńkie. Oby nie pękło. Jak dobrze twardo ugotowane, to wyschnie, a jak niedogotowane to zdarzyć się może, że pęknie. Pewna nie jestem, ale dotąd nikt mi nigdy nie powiedział, że kupił u mnie pisankę i ona pękła.

Klientów nie brakuje

Za taką tradycyjną pisankę trzeba zapłacić około 5 zł. I choć nie jest to mało, to jednak na brak klientów, świadomych tego jak pracochłonne jest wykonanie takiego jajka, moja rozmówczyni nie narzeka.

- Już miałam w tym roku nie pisać, ale ciągnie człowieka do tego. Najlepiej to się pisze wieczorem, jak nikogo nie ma, cichutko. To się tak człowieka przy tym odpręża. Ale teraz taki mam charakter, że od razu w głowie sto pytań: a gdzie je sprzedam, a kto mi je zabierze. W tym roku miałam tych jajek mniej niż zwykle, trochę ponad 500, ale właściwie mogę powiedzieć, że już się sprzedały.

Pani Olga ma stałych klientów. Jej pisanki trafiają też do Belgii. Kiedyś znacznie częściej jeździła na różnego rodzaju kiermasze, wystawy, w odległe miejsca. Dziś skupia się głównie na lokalnym rynku. Czwartkowe targi w Siemiatyczach, czasem też pod większymi sklepami. Stali klienci przyjeżdżają prosto do domu pisankarki.

- Dziś do domu przyjechało dwóch klientów, którzy kupili większe ilości. I jutro jeszcze zamierzam jeszcze być w Siemiatyczach na kiermaszu w ośrodku kultury, ale to już właściwie koniec mojego towaru.

Po co nam właściwie te jajka na Wielkanoc? Ich malowanie jest najprawdopodobniej jednym ze starosłowiańskich obrzędów, jajko było bowiem powszechnym darem składanym bogom. I choć pierwotnie samo jajo (tym bardziej zwyczaj jego malowania) nie miało nic wspólnego z chrześcijaństwem, przyjęło się go łączyć z Wielkanocą - jajka symbolizują nowe życie, czyli zmartwychwstanie, nadzieję i radość z wygranej walki Chrystusa ze śmiercią.

Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. emi

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

patronat

patronat

patronat

reklama

reklama

Do góry strony