Aktualności - Milejczyce
05 grudnia 2013 19:34

Milejczyce - Po ryby do Pokaniewa

Mgła unosząca się nad stawami, żwirowa droga, malownicze widoki i głosy zadowolonych klientów wracających z siatką świeżych ryb – taki jesienny krajobraz wita gości w gospodarstwie rybackim w Pokaniewie. Stawy rybne z każdym rokiem przyciągają coraz więcej nie tylko wędkarzy, ale indywidualnych klientów. Tutaj ryba pachnie rybą.

Urodzony w łódce

Grzegorz Kowalski z żoną Dorotą prowadzą wspólnie gospodarstwo rybackie w Pokaniewie. Pan Grzegorz pochodzi z Prażmowa, miejscowości położonej na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich między Giżyckiem a Mikołajkami.

- Całe życie spędziłem nad wodą, mogę stwierdzić, że urodziłem się w łódce. Ryby to moja wielka pasja, skończyłem technikum rybackie w Giżycku, a także studia specjalistyczne z tego zakresu w Olsztynie. Przez większą część życia zajmuję się rybactwem, hodowlą ryb. Wraz z wiekiem czuję coraz większy szacunek i pokorę do ryb, przyrody, wody tej dużej i tej malutkiej, jaką tu mamy. W 2005 roku przyjechałem na Podlasie do pracy. Od ponad czterech lat mieszkam i prowadzę gospodarstwo rybne w Pokaniewie – mówi pan Grzegorz. Gospodarstwo ,,Stawy Pokaniewo” są obiektem o ponad 100-letniej tradycji w hodowli ryb. Ich całkowita powierzchnia wynosi 125 ha, z czego około 90 ha stanowią stawy rybackie, na które składają się dwa kompleksy wodne. Jeden zbiornik wodny o powierzchni 15 ha znajduje się przy gorzelni, a drugi 75 ha tutaj, gdzie mieszkam - dodaje ichtiolog.

 

Stawy pełne ryb

W gospodarstwie rybackim jest 20 stawów różnego rodzaju: narybkowe, kroczkowe, towarowe o powierzchni od 1 do 11 ha. Pracy nigdy tutaj nie brakuje. Sam pan Grzegorz mówi o sobie, że jest tutaj ichtiologiem, kierownikiem oraz robotnikiem. Aby hodowla była dochodowa, gospodarstwo posiada w sprzedaży narybek, kroczek, oraz ryby konsumpcyjne takich gatunków jak: karp, amur, tołpyga, lin, szczupak, karaś, sum, szczupak, okoń, sandacz.

- W następnym roku myślimy o powiększeniu hodowli o jesiotra – mówi hodowca. - Ryby hodowane są w polikulturze, co oznacza, że obsada w stawach składa się z wielu gatunków. Gatunkiem wiodącym jest karp, który zajmuje 80 proc masy obsady. Cykl produkcyjny w gospodarstwie jest pełny, to znaczy od wylęgu do sprzedaży. W przypadku karpia cykl trwa 3 lata, gdzie rybę towarową otrzymuje się w 3 roku z dwuletnich kroczków. Do konsumpcji trafia ryba handlowa o masie 1,2-2 kg i więcej. Chów ryb dodatkowych posiada wiele zalet takich jak: uzyskiwanie dodatkowej produkcji bez ujemnego wpływu na przyrosty karpi, lepsze wykorzystanie pokarmu naturalnego, możliwość dodatkowej produkcji materiału zarybieniowego cennych, rodzimych gatunków ryb: szczupak, sandacz, sum, lin. O wszystkie ryby dbamy jednakowo, czasem lepiej niż o siebie, jednak największych nakładów pracy wymaga wyhodowanie narybku - podkreśla pan Grzegorz. - Ryby karmione są 3-4 razy w tygodniu zbożem ekologicznym, zakupionym od okolicznych rolników. Częstotliwość dokarmiania uzależniona jest od temperatury wody, przy czym najlepsze żerowanie następuje w temperaturze 25-28°C, ale też wtedy występuje największe ryzyko śnięć i zachorowań. W gospodarstwie chów jest niskointensywny, prawdopodobnie jedyny taki na skalę światową, gdzie jedna ryba jednokilogramowa przypada na 10 m.kw. Woda w stawach posiada wysoką klasę czystości, nie mamy żadnych problemów z chorobami. Rybki są zdrowe i w świetnej kondycji, a gospodarstwo jest pod stałym nadzorem weterynaryjnym – podkreśla gospodarz.

 

Jesienne odłowy

Po wielu miesiącach dokarmiania, doglądania ryb przychodzi czas na zebranie owoców ciężkiej pracy. W stawie o powierzchni 11 ha, tzw. „czwórce”, który podczas mojej obecności w gospodarstwie był odławiany, ryby zjadły ok 30 ton zboża.

- Jedno jest pewne - mówi pan Grzegorz, - wiem jakimi gatunkami, ilościami ryb został staw obsadzony, ale co my odłowimy, to się okaże. Pogoda w tym roku nas nie oszczędzała. Długa zima, krótka wiosna, letnie upały, a we wrześniu pierwsze przymrozki. Sezon wegetacyjny skrócony został do minimum. Rok dla rybactwa stawowego był ciężki – kontynuuje ichtiolog. - Karpie oraz pozostałe ryby słodkowodne mają swój okres wzrostu praktycznie od kwietnia do końca października. Żerowanie ryby towarowej staje się najmniej efektywne, gdy temperatura wody spada poniżej 8°C. Przełom października i listopada to czas przygotowań do odłowów. Ryby w tym czasie przestają być karmione. Odłowy w gospodarstwie odbywają się metodą „za mnichem”, tzn. ryby przy opuszczonej wodzie samowolnie spływają do odłówki zrobionej z sieci za mnichem. Ta metoda odłowu jest najmniej stresogenna, mało inwazyjna dla ryb, a zarazem najmniej pracochłonna - mówi prowadzący gospodarstwo. Ryby są tam odławiane i transportowane w basenach z wodą i tlenem na płuczkę. Płuczka są to specjalne baseny, w których przez cały czas przepływa świeża, czysta woda, przepłukująca skrzela, ciało z wszelkiej zawiesiny, tak, aby ryby były w dobrej kondycji na czas sprzedaży. Ryby młode przeznaczone do zarybienia trafiają do tzw. zimochowów, gdzie spędzą zimę pod lodem do następnych odłowów, tym razem wiosennych. Większe, konsumpcyjne okazy są przenoszone do stawu-magazynu, który zostanie odłowiony tydzień przed świętami Bożego Narodzenia - wyjaśnia pan Grzegorz.

Stawy produkcyjne po odłowieniu zostają puste aż do wiosny. W tym czasie wykonuje się prace melioracyjne, wapnowanie, konserwację oraz naprawę grobli stawowych zniszczonych przez bobry. W tym roku odłowiono około 90 ton ryb różnego gatunku. Odławiany staw jest zarazem ulubioną restauracją pary orła bielika, która gniazduje nieopodal.

Kłody pod nogi

Koszty utrzymania gospodarstwa rybackiego są bardzo wysokie.

- Wielkość produkcji zależna jest od warunków środowiskowych, presji szkodników rybackich, takich jak kormorany, wydry, norki, rybitwy czy czaple, które zjadają dziennie więcej ryb niż same ważą. Wydra potrafi zabijać ryby dla samej radości zabijania. Nie brakuje nam również złodziei, co prawda jest ich coraz mniej, a my radzimy sobie jak możemy poprzez codzienne kontrole, objazdy obiektu, monitoring, fotopułapki – wyjaśnia gospodarz. - Opłacalność produkcji rybackiej w dużej mierze zależy od ceny hurtowej sprzedaży karpia w okresie przedświątecznym. W tym roku cena w hurcie balansuje w granicach 8,5-10zł/kg netto. Wartość ta sprawia, że produkcja staje się wręcz nieopłacalna. Tak niska cena, praktycznie niezmienna od 6-7 lat sprawia, że polski rynek zalewany jest zagranicznym karpiem. Dodać do tego trzeba również spadek popytu, który jest spowodowany między innymi negatywną kampanią pseudoekologów w okresie przedświątecznym. Może to doprowadzić do zniknięcia z rynku ekologicznego produktu, zniszczenia bogatych ekosystemów wodnych oraz zakazu sprzedaży żywego karpia. Pozostanie nam filet karpia made in China – mówi pan Grzegorz Kowalski.

Raj dla wędkarzy

Wędkarzom udostępniany jest jeden staw o powierzchni 1 ha. Opłata za wstęp wynosi 10 zł, a ryba rozliczana jest od wagi. Łowisko jest czynne od świtu do nocy.

- Jeśli rybki nie biorą na łowisku, można spróbować na innym stawie, pytając uprzednio o zgodę szefową, a gdy zmiana łowiska nie przyniesie efektu, można zakupić żywą rybę. Nasi stali klienci kupią też taniej – zachęca gospodarz.

Mimo ciągle rosnących kosztów produkcji, cena sprzedaży ryb od czterech lat utrzymuje się na tym samym poziomie: karp, amur – 11 zł (za kg), sum – 12 zł, szczupak, lin – 16 zł, sandacz – 30 zł, tołpyga – 8 zł, karaś - 7zł.

 

Świąteczna ryba

Temperatury za oknem spadają, a w gospodarstwie rybnym zaczyna się gorący okres sprzedaży ryb, szczególnie karpia, który w okresie Świąt Bożego Narodzenia nabiera symbolicznego znaczenia.

- W okresie świątecznym sprzedaż detaliczna na terenie gospodarstwa rokrocznie stale rośnie. Poza sezonem świątecznym też nie możemy narzekać, karp stał się rybą nie tylko wigilijną. Stawy położone są na żyznej glebie wokół samych lasów i nieużytków rolnych co sprawia, że wyhodowana ryba jest zdrowa i smaczna. Świeże ryby sprzedawane są do sklepów, gdzie później ich los nie zależy ode mnie - mówi hodowca. To trud i praca włożona w to gospodarstwo, pozwalają na wyhodowanie wielu pięknych okazów. Największe karpie 6-8 kg jakie udało mi się tu wyhodować powędrowały na łowisko wędkarskie, a reszta trafi na wigilijny stół - dodaje Grzegorz Kowalski. A ja zapraszam do Pokaniewa po świeże, smaczne ryby.

Katarzyna Nieroda, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot KN

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

patronat

patronat

reklama

Do góry strony