reklama

Aktualności - Milejczyce
14 marca 2014 17:24

Milejczyce - Za dużo projektów?

„Superprzedszkole”, „Przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu” oraz „Siłownia na powietrzu” to tytuły projektów zakwalifikowanych do dofinansowania dla gminy Milejczyce z pieniędzy unijnych.

Pierwszy wiąże się z kwotą 87.270 zł oraz wyposażeniem punktu przedszkolnego w Milejczycach w pomoce dydaktyczne i meble. Drugi z zakupem komputerów z oprogramowaniem i dostępem do internetu dla 180 mieszkańców gminy oraz jednostek podległych samorządowi (koszt ok. 2,53 mln zł), trzeci z możliwością utworzenia punktu rekreacyjnego. Niestety projekty spotkały się również i z negatywną opinią radnych. Oczywiście okazji takiej nie przepuścił przede wszystkim radny Sołyszko, podczas sesji 24 lutego, poddając w wątpliwość wydrukowanie ulotek informacyjnych o projekcie związanym z bezpłatnymi komputerami.

- Ile kosztowało gminę wyprodukowanie takiego blankietu? – pytał.

To nie wszystko. Tym razem zaatakowała również wójt Grażyna Jaszczuk: - Szanowni państwo, pan radny Mikołaj Koczuk postawił wniosek o nierealizowanie projektu związanego z siłownią. Na posiedzeniu komisji członkowie doszli do wniosku, że to mieszkańcom nie jest potrzebne. Ja uważam, że to projekt warty realizacji. To utworzenie ciekawego miejsca do rekreacji. Nasz wniosek poszedł do LGD, otrzymał akceptację i dofinansowanie, ok. 10 tys. zł. Dofinansowanie jest w 80 procentach. Jeśli rada uważa, że wójt niepotrzebnie zabiega o wnioski i dodatkowe pieniądze, to można tego nie robić. Stanowisko rady uważam za niezrozumiałe i bezpodstawne. A co najważniejsze, radny Koczuk nie umiał swojej decyzji uzasadnić.

Radny Koczuk: - Ten projekt wyrzuciliśmy rok temu. Pani wprowadziła to w tym roku, nawet nie wiedzieliśmy kiedy. Cisza. Dopiero się dowiadujemy, że to jest wprowadzone i trzeba zatwierdzić. Dlaczego to pani drugi raz wprowadza, jeżeli radni zadecydowali żeby tego nie wprowadzać?

Radny Sołyszko: - Nie wiem czemu pani wójt tak się obraża. To jest wola radnych. Radni ubolewają nad innymi pani decyzjami (…) Pani decyzje radni muszą zatwierdzić i znaleźć na nie pieniądze, a na postulaty radnych już nie ma pieniędzy. Radny kieruje się potrzebą mieszkańców. Nie wiem czy ta siłownia jest taką pilną sprawą. Nie ma darmowych projektów. Za wszystko trzeba w części zapłacić z kieszeni podatnika. Dobrze, żeby pani jeszcze wyjaśniła sprawę tego wykluczenia cyfrowego i tych komputerów. Co to jest? Na czym to ma funkcjonować? 2 miliony? Pani mówi, że ktoś nam daje pieniądze i że to są darmowe komputery i internet. Nie wiem o co w tym temacie chodzi. I może ktoś uwierzy, że to mieszkańca, podatnika nic nie kosztuje. Ja nie wierzę.

Wójt Grażyna Jaszczuk: - To sukces, że gmina została zakwalifikowana do projektu z komputerami, a jest to projekt w stu procentach płatny ze środków zewnętrznych. Nie ma żadnej obawy, że gmina będzie musiała za coś płacić. Nie trzeba brać na to kredytu. Niedawno złożyliśmy wniosek o zaliczkę, bo tak można. Wybraliśmy już koordynatora projektu, osobę do księgowości, informatyka. Ogłosiliśmy zapytanie ofertowe na wydruk plakatów i ulotek – to też jest płatne ze środków unijnych. To nie są pieniądze gminne, to są pieniądze dane gminie. Nie każdy projekt powinien kojarzyć się wyłącznie z dofinansowaniem. Ani w projekt związany z wykluczeniem cyfrowym, ani w projekt „Superprzedszkole” nie wkładamy swoich pieniędzy. Kto umie czytać te ulotki, to wie o tym.

Radny Sołyszko: - Nie w pełni to jasne. Pani mówi, że to jest za darmo, że Unia finansuje, że coś tam, ale to jest program załóżmy na 3 lata. A po tych 3 latach za ten internet, czy te różne rzeczy ktoś będzie musiał ponosić koszty. I tego pani nie przedstawiła. Bo nie sądzę, żeby Unia czy budżet gminy dały na wieczność komputery. Po iluś latach przyjdzie obciążenie dla tego mieszkańca. I mieszkaniec powie – jak to, miało być za darmo, a teraz każecie mi płacić? I to jest to. Trzeba takie skutki przeanalizować.

Wójta Grażyna Jaszczuk: - Jeśli chodzi o małe projekty, na które gmina uzyskała akceptację, to na żaden nie jest jeszcze podpisana umowa. Wnioski trafiły z „Tygla” do urzędu marszałkowskiego. Żadna umowa nas nie wiąże. Możecie więc państwo wszystkie wnioski z budżetu powyrzucać (…). Wójt czasami nie ma pola manewru, wójt wyrywa pieniądze na co się da i gdzie się da. Na chodnik czy drogę pieniędzy nie wyrwę, bo trzeba dołożyć połowę nakładów. Czasami jest ogłoszony nabór i trzeba szybko złożyć wniosek. Nie ma czasu tego konsultować.

W tamtym roku panie radny Sołyszko mówił pan, że chodniki nie są potrzebne (…).

Powyższa polemika to tylko jeden z wielu przykładów na zatargi przeniesione na grunt publiczny. A przed wyborami z pewnością będzie tego jeszcze więcej.

Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

reklama

patronat

reklama

Do góry strony