reklama

Aktualności - Milejczyce
14 sierpnia 2017 20:42

Dorobek życia stracony w 15 minut

Trudno znaleźć właściwe słowa, by opisać tragedię, która przydarzyła się państwu Małgorzacie i Józefowi Karolczukom ze wsi Wałki w gm. Milejczyce. W piątek, 11 sierpnia, w pożarze domu stracili cały swój dobytek.

45-letnia pani Małgorzata i 48-letni pan Józef mieszkali w domu wraz z czwórką dzieci (dwaj synowie 19- i 12-letni oraz dwie córki 15- i 8-letnia). Dwie najstarsze córki mają już swoje rodziny. Pan Józef przejął ojcowiznę i wspólnie z żoną prowadzi gospodarstwo rolne nastawione na produkcję mleka. Kiedy kilka godzin po pożarze odwiedziliśmy poszkodowaną rodzinę, trwały akurat prace zmierzające do przywrócenia prądu, ponieważ pilnie trzeba było wydoić kilkadziesiąt krów.

Dom składał się z dwóch części – jedna była stara i drewniana, jeszcze po rodzicach pana Józefa, do której gospodarze dobudowali nową, murowaną część. W nowym domu mieszkali od niespełna 10 lat. Drewnianą część planowali wkrótce odremontować. Jak mówi pani Małgorzata, pożar wybuchł w starym domu:

- Nie mamy nic. To cały nasz dobytek – wskazuje na pogorzelisko płacząca kobieta. – Nie wiem co to teraz będzie. Zostaliśmy praktycznie z tym, co mieliśmy na sobie. Parę szmatek zdążyliśmy wynieść i kuchenkę gazową. Mąż złapał jeszcze telewizor, ale raczej też do niczego się on nie nadaje. Byłam w domu, właśnie mieszałam ser do naleśników. Mąż z najstarszym synem i sąsiadem pracowali przy oborniku. Przybiegła moja 8-letnia córka i krzyczy „mamo, pali się!”. Wybiegłam na zewnątrz, jeszcze próbowałam szlauchem polewać, ale to nic nie dało, bo dym i ogień wydostawał się już ze wszystkich okien. Starsza cześć domu była drewniana, kryta eternitem, eternit zaczął strzelać, a od dachu już ogień objął i nowy dom. Zaczął się palić również stojący w odległości kilku metrów od domu drewniany garaż, ale ten zdołano uratować. Człowiek myślał, że wreszcie dzieci odchowane, wszystko jakoś zaczyna się układać. Niedawno nawet ogrzewanie centralne założyliśmy. I nagle nie mamy nic.

Było pięknie…

- Niech pani popatrzy. Zostałem w gumofilcach i spodenkach. A tak się cieszyłem jak postawiliśmy ten dom. Człowiek się cieszył, że wreszcie ma. Nie dojadałem, żeby postawić, dobudować, mieć swoją łazienkę. Parę godzin temu się kąpałem, pięknie tu było. Wszystko tu zrobiłem sam, własnymi rękami i w ciągu 15 minut nie mam nic. Czemu Bóg tak karze? Za co? Od małego człowieku harujesz jak dziki osioł, na wszystko musiałem zapracować i teraz jeszcze to. I weź tu się podnieś człowieku – łamiącym się głosem mówi pan Józef.

- Już pokosiliśmy, zostało tylko słomę zebrać. Mąż wczoraj pobrał niemałą kwotę pieniędzy, miał opłacić kombajny. Ja też wzięłam pieniądze, miałam zacząć kupować dzieciom rzeczy do szkoły. Nigdy nie wyciągałam pieniędzy z portfela, nigdy, a tym razem coś mnie podkusiło i włożyłam je do kuchennej szafki. Wszystko poszło z dymem. Nie mogę nadal w to uwierzyć – dopowiada pani Małgorzata.

Ciężko patrzeć na cierpienie dorosłych, ale jeszcze trudniejsze jest do zaakceptowania cierpienie dzieci. 12-letni Kuba poił krowy na łące, kiedy zauważył dym. Jak przybiegł na podwórko, jego dom stał już w płomieniach. Kilka godzin po zajściu wciąż miał łzy w oczach, był smutny i jakby w letargu. Co chwila wchodził do wnętrza spalonego domu, próbując jeszcze coś wynieść z nadpalonych, zalanych wodą rzeczy. Z niedowierzaniem patrzył na szkielet pozostały po quadzie, a kiedy go ruszył i spod zgliszcz wydostała się odrobina dymu, natychmiast pobiegł po szlauch i zalał wodą to miejsce.

6 wozów

- Akcja trwała około 6,5 godziny. Brał w niej udział nasz ciężki samochód z 5-osobową załogą. W chwili kiedy zajechaliśmy na miejsce, okazało się, że ogień zajął już cały budynek, częściowo zawali się również dach, nie można było zatem wprowadzić do środka ratowników. Trzeba było rozebrać dach, dlatego dowódca akcji zarządził sprowadzenie drugiego samochodu z podnośnikiem. Na miejscu były również dwa zastępy z Milejczyc i 5 strażaków, zastęp z Nurca z 4 osobami oraz samochód z OSP Dziadkowice. Warunki pogodowe były bardzo trudne. 2 samochody zostały zadysponowane do dowożenia wody – o szczegółach akcji poinformował nas Tadeusz Bujno, dyżurny operacyjny z PSP w Siemiatyczach.

- Zgłoszenie dostaliśmy o 12.28 z Centrum Powiadomienia Ratowniczego, o 12.29 nasz samochód wyjeżdżał już do akcji, na miejscu był o 12.50. Pierwszy na miejscu, o godz. 12.42, był zastęp z Milejczyc – precyzował Tomasz Jaroć, dyżurny stanowiska kierowania z PSP w Siemiatyczach.

Jak pomóc?

Tym ludziom potrzebna jest każda pomoc, naprawdę zostali z niczym – z informacją o pożarze zadzwoniła do nas sołtys sąsiedniego Pokaniewa, Jadwiga Zimnoch. – Potrzebują wszystkiego, od skarpet począwszy. Dlatego apelujemy do wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób mogą pomóc. Ktoś może okna, ktoś deski, ktoś jakieś meble, ktoś jakiś sprzęt i razem uda się jeszcze przed zimą jakoś to wszystko odbudować. Zaraz po niedzieli zorganizuję zbiórkę w swojej wsi, może też sołtysi innych okolicznych miejscowości się jakoś zmobilizują. Józek jest sołtysem Wałek.

Pani Jadwiga jeszcze tego samego dnia pojechała do sklepu i zrobiła zakupy spożywcze, na najbliższe godziny. – Ta kobieta, żeby mogła, pokroiłaby swoje serce i oddała – mówi o zaangażowaniu w pomoc sołtyski Pokaniewa pani Małgorzata.

Realna pomoc od krewnych oraz dalszych i bliższych sąsiadów zaczęła spływać jeszcze tego samego dnia. W ciągu kilku godzin, w starej szkole pojawiło się kilka łóżek wraz z kompletami pościeli, stół, krzesła, naczynia, dywany, zamrażarka, szafa – wszystko po to, by na najbliższe dni stworzyć namiastkę dachu nad głową poszkodowanej rodzinie. W dniu pożaru na miejscu tragedii byli również przedstawiciele GOPS w Milejczycach.

- Gmina udzieli poszkodowanym pomocy. Zorganizujemy kwaterunek zastępczy. Szkoła, w której rodzina spędziła pierwsze noce nie nadaje się do dłuższego pobytu, ponieważ nie ma tam wody, toalety. Pomożemy w uprzątnięciu pogorzeliska, udzielimy również wsparcia finansowego. Zorganizujemy także zbiórkę pieniędzy na pomoc w odbudowie domu pana Józefa. W tej chwili pracujemy nad tym i prawdopodobnie już w poniedziałek zostanie uruchomione konto bankowe, na które będzie można wpłacać pieniądze dla poszkodowanych – deklarował w rozmowie telefonicznej z 12 sierpnia wójt gminy Milejczyce, Jerzy Iwanowiec.

Jeśli ktoś chce pomóc rodzinie poszkodowanej w pożarze domu w Wałkach, gm. Milejczyce, podajemy nr konta uruchomionego w poniedziałek przez wójta gminy Milejczyce.

Urząd Gminy Milejczyce, tytuł „POMOC KAROLCZUK”
nr konta 36 8092 0001 0021 0034 2000 0270 BS Siemiatycze oddział Milejczyce.

W przypadku pomocy w formie materiałów budowlanych można skontaktować się z poszkodowaną
rodziną pod nr tel. kontaktowego: 506 462 936

Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Glos Siematycz, fot. emi

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

reklama

patronat

Do góry strony