Notatnik historyczny
14 marca 2014 15:59

„Łupaszko” mieszkał w moim domu.

Marian Kiersnowski ps. „Dziedzic” 1913 – 2011. W 1917 roku zmarł jego ojciec, a trzy lata później matka. Wychowywał się u obcych ludzi, pozbawiony ciepła matczynego serca i ojcowskiego wsparcia. Życie wystawiało go na wiele prób i niebezpieczeństw, ale jednocześnie uświadamiało, że człowiek na tyle jest człowiekiem ile w nim jest człowieczeństwa.

Tekst ten powstał w 2005 roku. Miałem wówczas przyjemność rozmawiać z Marianem Kiersnowskim. Opowiedział mi ciekawą historię swojego życia z czasów trudnych, niebezpiecznych i tragicznych.

Pod dach zgodnie z sumieniem

- Pod koniec grudnia 1944 roku przyszedł do mojego domu partyzant „Bolek Biały” w towarzystwie Karola Kiersnowskiego z informacją, że na Podlasie przybyli ludzie z Wileńszczyzny, ponieważ tam panuje istne piekło. Uciekli przed prześladowaniami sowieckimi. Aresztują ich, wywożą w głąb Rosji lub mordują. Przeważnie są to byli żołnierze lub podlegający służbie wojskowej. Na nasze tereny dużo ich się przedostało. Zamieszkali w Koszewie, Pacach, Brześciance, Nowosadach i innych okolicznych wsiach. Kilka osób zamieszkało w Kiersnowie. Bardzo chętnie wyraziliśmy z żoną Anielą zgodę na to, aby zamieszkały u nas dwie osoby. Powiedzieli, że to małżeństwo, ona jest nauczycielką. W Kiersnowie nie było szkoły, a mój jedyny syn Tadeusz podlegał obowiązkowi szkolnemu. Będzie uczyć twego syna – powiedział Karol Kiersnowski. Dodali, że jest z nimi czternastoletni chłopak, który stracił rodziców. Następnego dnia nocą przybyli zapowiadani lokatorzy. Początkowo nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, kim są nasi goście. Po kilkunastu dniach zauważyłem, że coraz częściej przychodzą do nich różni ludzie. Kilka razy usłyszałem jak zwracają się do mieszkającego u mnie mężczyzny – panie komendancie. Szybko zorientowaliśmy się, że to nie są zwykli ludzie tylko zakonspirowane wojsko. Oni też wiedzieli, iż dłużej nie mogą się przed nami ukrywać. Po tygodniu od zdekonspirowania sprawa się wyjaśniła – opowiada Marian Kiersnowski.

Przysięga

- Pewnego dnia major Zygmunt Szendzielorz „Łupaszko” poprosił mnie i żonę o rozmowę. Usiedliśmy w kuchni, a on zaczął mówić. Powiedział kim są i dlaczego początkowo nie mówił prawdy. Obawiał się, że nie przyjmiemy ich pod swój dach jak dowiemy się, że są zakonspirowanym wojskiem. Opowiedział w skrócie historię swojego oddziału i sytuację panującą na Wileńszczyźnie. I co było powodem ich ucieczki, ich tułaczki. Później zażądał abyśmy złożyli przysięgę. Powiedziałem do żony: - Aniela przynieś krzyż. Major kazał powtarzać nam słowa przysięgi wojskowej. Po ceremonii powiedział „będę czuł się pewnie i bezpiecznie ufając teraz jak swoim żołnierzom” – przytaczał drżącym głosem słowa „Łupaszki” pan Marian. Po sąsiedzku mieszkał zaufany żołnierz „Łupaszki” por. Lech Beynar ps. „Nowina”. Późniejszy Paweł Jasienica. Bardzo często przychodził do nas i dużo rozmawiał z majorem. Poruszano przede wszystkim sprawy wojskowe. Przybywało wielu ochotników. Trzeba było organizować się, pozyskiwać broń itp. Beynar opowiadał dużo o Wileńszczyźnie. Jego relacje pełne były tęsknoty i nostalgii za tamtymi terenami. Nazywano go „chodzącą encyklopedią”.

Bezpieka miała nas na oku”.

- Od chwili, gdy zamieszkał u nas „Łupaszko” narażeni byliśmy na wszelkiego rodzaju niebezpieczeństwa ze strony NKWD, UB i wszelkiego innego elementu pro komunistycznego. Major w obawie o bezpieczeństwo swojego oddziału postanowił zbudować na terenie mojej posesji dwie kryjówki. Jedna była w stodole, a druga w mieszkaniu pod podłogą. Dodatkowo moja żona miała przygotowaną zawsze wędlinę i samogonkę na wypadek wizyty związanej z rewizją wsi. Wcześniej wypijała kieliszek, aby zatuszować swój strach. Do żołnierzy (przeważnie byli to ruscy) mówiła „czego będzie tu szukać, lepiej wypijcie i coś zjedzcie” – zawsze skutkowało i odciągało ich uwagę od dalszych poszukiwań. Były to bardzo nerwowe sytuacje - relacjonuje Marian Kiersnowski.

Broń i dokumenty majora

- Kilka lat temu (2003 r.) dowiedziałem się, o losach dokumentów (archiwum) „Łupaszki”. W tamtym okresie major obawiając się, by jego dokumentacja nie wpadła w niepowołane ręce, poprosił nas o pomoc w jej ukryciu. Nasz dom nie był dobrym miejscem. Postanowiliśmy ukryć je w zabudowaniach moich teściów, na uboczu wsi w tzw. „Kątku”. Archiwum swoje major przechowywał w skórzanej teczce. Oprócz tego była tam duża czarna butelka z grubego szkła, zakorkowana i zalakowana. Co się w niej znajdowało, tego nie wiem. W 1948 roku aresztowano żonę, a rok później prowadzono dokładną rewizję i znaleziono te dokumenty. Łupaszko” jak odjeżdżał z Kiersnowa zostawił swoją broń, m.in. automat – M5, pistolet krótki z amunicją i dwa granaty. Jak to zostawiał, powiedział:- „Marian ja cię proszę ukryj to, może mi jeszcze się przyda. Pamiętaj każdą część broni chowaj oddzielnie”. Zapytałem ze zdziwieniem dlaczego? On mi odpowiedział. – „Jak nie daj Boże ciebie aresztują, to nie wytrzymasz, będziesz musiał coś im dać na odczepnego” – przewidywania jego się spełniły powiedział pan Marian.

Pistolet odpowiednio zaimpregnowany wrzuciłem do studni, ale później schowałem go w innym miejscu. Natomiast automat ukryłem na kolonii w polu przy drodze, a magazynki z amunicją oddzielnie. W 1949 roku w więzieniu dostałem taką lekcję lojalności wobec nowej władzy, że rzadko kiedy byłem przytomny. Pewnego dnia zwrócił się do mnie szef UB, ale nie pamiętam skąd, ponieważ było ich trzech z Bielska Podlaskiego, Ciechanowca i Siemiatycz. „Jeżeli sam siebie nie pożałujesz, my ciebie żałować nie będziemy”. Oni ciągle byli pijani, im bardziej pili, tym mocniej bili. Zacząłem obawiać się o własne życie. Przypomniałem wówczas słowa majora „Łupaszki”, który mnie ostrzegał przed tego typu sytuacją. Wskazałem im miejsce, gdzie schowany był automat. Cudem trafiłem w miejsce, gdzie leżał. Gdybym trafił na magazynki, to już bym z panem dzisiaj nie rozmawiał. Resztę po wojnie sprzątnął mój syn Tadeusz. Natomiast pistolet majora za pośrednictwem jednego z byłych podkomendnych majora trafił do muzeum AK, gdzie znajduje się obecnie – powiedział Marian Kiersznowski.

 

Postscriptum

W 1949 roku Marian Kiersnowski został skazany na sześć lat więzienia za „udzielenie gościnności” i współpracę z AK. Na mocy amnestii wyszedł po czterech latach. Zrehabilitowany w 1989 r. i dostrzeżony przez władze III RP. Od tamtej chwili przez prawie 20 lat w domu państwa Kiesnowskich spotykali się świadkowie i twórcy tamtej historii. Jednym z nich był Zygmunt Błażejewicz ps. „Zygmunt”, dowódca szwadronu w V Brygadzie Wileńskiej.

Jarosław Usakiewicz, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz fot. JU

/na zdjęciu Marian Kiersnowski, 2005 r./

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

patronat

patronat

patronat

reklama

reklama

Do góry strony