reklama

Notatnik historyczny
12 kwietnia 2014 22:52

Siemiatycze - Sfinks spod Grodziska

Obok starego budynku liceum w Siemiatyczach stoi rzeźba z granitu przypominająca egipskiego sfinksa. Znalazła się tam po II wojnie, przeniesiona z terenu obok dworu hrabiego Ciecierskiego w Bacikach. Ale jaka jest prawdziwa historia i czas jej powstania?

Oddajmy głos samemu hrabiemu, który w swoich pamiętnikach opowiada z właściwym sobie dowcipem o rzeźbie i jej twórcy.

W Grodzisku, wsi jarmarcznej, do dóbr rudzkich Ossolińskich ongi należącej, mieszkał jeszcze w 1900 roku stary, blisko osiemdziesięcioletni Rusin, Dawid, nazwiska jego już nie pomnę.

Kuł on nagrobki kamienne i krzyże a na granitowych płytach erratycznych wykonywał udatnie wydłużone, o bizantyjskim charakterze, sztywne postacie świętych prawosławnych, jako płaskorzeźby, jaskrawo potem wymalowane.

Ujrzawszy taką właśnie figurę jego roboty przy wiosce Drochlinie (również do Rudki należącej), zawiozłem Dawidowi gipsowy model sfinksa i prosiłem, by mi według niego takiego samego wykuł z możliwie wielkiego kamienia – jak się da i jak potrafi.

- Zrobicie?

- A dlaczego nie? Spróbuję, może się i zrobi.

Pojechałem i czekam na sfinksa daremnie dwa lata. Myślę sobie albo Fidiasz zapomniał o sfinksie albo umarł. Jadę i szczęśliwie zastaję go w domu.

- A jak tam robota?

- A cóż, leży tego już sztuk ze siedem po polach – odpowiada kwaśno.

- Dlaczego aż tyle, kiedy ja prosiłem tylko o jednego!

- A, bo pierwszy był już na ukończeniu, tylko mu chciałem odrobinę pysk ścienić. Stuknąłem trochę mocniej młotkiem – łeb odleciał. Drugiemu chciałem cokolwiek zad wygładzić. Ciupię, ciupię, a tu raptem zad pękł. I tak wszystkie kamienie tylko popsułem i leżą teraz te kaleki po polach, a ludzie się ze mnie śmieją i jeszcze mają pretensję żebym je uprzątnął.

- Słuchajcie Dawidzie, obróbcie mi koniecznie, choć z grubsza jeden jeszcze taki model, przywieźcie go do mnie i razem już w Bacikach go porządnie wygładzimy, a o cenę za niego i za zepsute kamienie do wójta na skargę nie pójdziemy.

W jakiś czas potem przywiózł i Dawid dość dużego sfinksa. Był on trochę przykrótki, ale się rzeźbiarz tłumaczył, że mu kamienia było za skąpo.

Dopilnowałem ostrożnego wykończenia, sam nieraz ze starym granit obstukując. Wreszcie postawiłem go na wymurowanym postumencie w parku na trawniku i przetrwał on Wielką Wojnę bolszewików (wojna polsko – bolszewicka 1920 – przyp red.) i do dziś – tak w dni upalne, słoneczne, jak i przy srebrnej poświacie księżyca – urok od niego promieniuje i nastrój.

Lud sfinksa mego nazwał „małpa na katafalku”.

Ponieważ jeszcze pragnąłem w parku fauna, więc płacąc rzeźbiarzowi za sfinksa powiadam: Dawidzie, wykujcie mi jeszcze diabła, tak jak go sobie wyobrażacie, jak on się wam wydaje.

Popatrzył na mnie stary spode łba i milczy.

- No cóż, ryzykujecie? Zrobicie?

- Nie! – warknął chmurnie.

- A dlaczego nie?

- Ja mogę wyrobić sołdatów (miał na myśli rycerzy), mogę wykuć piękne, święte panienki, ale diabła robić nie będę.

- Ale dlaczego nie?

- Bo jak diabła zrobię to i diabeł mnie zgranie. Nie chcę.

Uparł się stary i nie dał się ani namówić ani też obietnicą sutej zapłaty skusić. Odjechał i wkrótce potem umarł”.

Opr. Jerzy Nowicki, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot EMI

/na podst.: Henryk Ciecierski, Pamiętniki, Arcana, Kraków 2013/

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

patronat

patronat

patronat

reklama

Do góry strony