reklama

Notatnik historyczny
30 grudnia 2014 21:51

Grodzisk - Ostatni partyzanci

Między wsiami Krynki Jarki a Żery Bystre w gminie Grodzisk, ponad 200 metrów od drogi, na skraju lasu, stoi kilkumetrowy krzyż. Jest nowy, z metalową podstawą, bez tabliczki. Pod nim kwiaty i wypalone znicze. Wokoło wykarczowane krzaki. Poświęcony „Orlikowi” i „Głuszcowi”.

- To był rok 1953. 8 września. Dokładnie pamiętam tę datę. Miałem 19 lat. Krasowski "Głuszec" i Michalak "Orlik" byli w okolicy. W sumie to oni bywali u nas często. Raz przebywali przez kilka dni, innym razem przez kilka godzin. Dlaczego? Bo cały czas uciekali, chowali się, ukrywali, musieli być w ruchu, bo władza na nich czyhała. Władza wydała na nich wyrok. Chcąc przeżyć - musieli tak robić. Dzień, godzina albo chwila pozostania gdzieś dłużej mogła ich drogo kosztować. 8 września byli koło Krynek Jarek. Na skraju lasu mieli schron. To była typowa ziemianka - wykop w ziemi, jakieś zadaszenie z gałęzi, wąskie wejście. Niewielu ludzi z okolicy wiedziało, że tam są. Ja wiedziałem, drugi kolega łącznik, i trzeci. I wiedział on. Nie podam jego nazwiska, nie powiem kto to. Ludzie stąd pewnie wiedzą o kogo chodzi. Wprawdzie już nie żyje, ale nie wskażę go z imienia. Był z Jarek. Normalny chłop. Postąpił jak postąpił. Miał za coś więzienie. Jak wydał "Głuszca" i Orlika", to tym samym kupił sobie wolność. 8 września do tego schronu zjechało KBW (korpus bezpieczeństwa wewnętrznego - specjalna formacja wojskowa podporządkowana ministrowi bezpieczeństwa publicznego, a następnie ministrowi spraw wewnętrznych, funkcjonująca w latach 1945 - 1965, główny cel - walka z podziemiem reakcyjnym - przyp. red.). Otoczyli miejsce. „Orlik” i „Głuszec” byli w środku. Zaskoczeni. Sporo było tych żołnierzy. Partyzanci nie mieli szans. Ale nie wyszli na wezwanie. Wtedy do środka wrzucono gaz. "Orlik" wyrzucił gaz na zewnątrz. Wychylił się, chciał rzucić granatem w stronę żołnierzy i wtedy jeden z nich strzelił z erkaemu, raniąc go śmiertelnie. Nie wiem co wtedy pomyślał Kazik "Głuszec". Może chciał też zginąć? A może w ostatniej chwili zmienił zdanie? Poddał się. Zabrali go na gazika i powieźli – mówi nasz rozmówca, mieszkaniec wsi Krynki Jarki, naoczny świadek tamtych wydarzeń, chcący pozostać anonimowym.

- Co się z nim stało?

- Został zastrzelony. Podobno w Białymstoku. W więzieniu. Po około roku śledztwa. Może śledztwo się zakończyło i wydali na niego wyrok śmierci? A może zamęczyli go w trakcie śledztwa. Inaczej jego sprawa chyba nie mogła się zakończyć.

- Jak pan wspomina "Głuszca" i "Orlika"? Jak dobrze ich pan znał?

- Jak kolegów. To niejako moi rówieśnicy. Mieli wtedy po 20 kilka lat. Krasowski był wcześniej w wojsku. Służył na pograniczu. Pochodził z Jaszczołtów (obecnie gmina Grodzisk - przyp. red.). Z kolei Michalak urodził się w Kłopotach Bańkach (gmina Siemiatycze - przyp. red.). Też był po służbie wojskowej. Ale zdezerterował - jak mówił - z niewoli wojskowej. Obaj inaczej myśleli, niż ówczesna władza. Poza tym mieli też na sumieniu więcej. Powiem tak - mieli inne spojrzenie na wolną Polskę i w związku z tym postarali się o to, by na tym terenie było kilku mniej z tych, którzy walczyli z takimi, jak oni. Wedle powiedzenia ząb za ząb. Takie były czasy. By przeżyć, trzeba było zdecydować się na przeróżne posunięcia. Czy to dobre rozwiązanie? Wtedy miało to zwolenników i przeciwników, teraz zapewne też. Chcieli żyć, wybrali taką drogę, otwarcie walczyli z władzą. Po prostu próbowali przeżyć. Doczekać wolnej Polski. Nie doczekali.

- Kim był łącznik, jak pan?

- Nasza rola była taka, żeby informować ich o milicji, KBW, UB, żołnierzach. Jak ubecy jechali tutaj, to dawaliśmy im znać, gdzie jest milicja, ilu milicjantów czy żołnierzy, w którą stronę pojechali.

- Pamięta pan jakieś szczególne spotkanie z nimi? Coś najbardziej utkwiło w pamięci?

- Np. pewnego wieczoru Krasowski szedł do naszej wsi i naszedł na wartownika. Żołnierz stał na skraju wsi, z karabinem. Krasowski miał ze sobą grabie. Zwykłe, do grabienia siana lub słomy. Wartownik nic nie zrobił. Albo nie wiedział, jak wygląda "Głuszec" i wziął go za rolnika, albo przestraszył się i nic nie zrobił, czując że źle to może się dla niego skończyć. Innego razu patrol milicji zgubił się na tym terenie. Noc już była. Nie znali dróg. Podjechali pod jakiś dom, gdzie paliło się światło. Weszli i chcieli zapytać o drogę. Ale zauważyli, jak ktoś czmychnął z jednej izby do drugiej. Zapytali kto to, co tam robi. Gospodarz mówił, że nikogo tam nie ma. Wtedy "Głuszec" wybiegł z tej z izby i strzelił. Ranił milicjanta i uciekł. Noc pomogła mu uciec. Niestety gospodarz marnie skończył. Zamęczyli go.

- A kolegach łącznikach.

- To moi rówieśnicy. Z okolicy. Obaj żyją. Nie podam ich personaliów, tak się umówiliśmy.

- Proszę opowiedzieć o krzyżu.

- Stoi ze 20-30 metrów od tamtego miejsca - ziemianki. Gdybyśmy postawili go w miejscu ziemianki, byłby na środku obszernego zagajnika, w lesie. Postanowiliśmy więc postawić go na skraju lasu, by był widoczny. Zrobił go znajomy z okolicy. Miejscem opiekuje się leśniczy z Pobikier. On też zna tę historię. Ten krzyż, to nasza inicjatywa - trzech tutejszych łączników. To taka pamięć. Symbol. Dla "Głuszca" i "Orlika".

 

Jak pisze historyk Tomasz Jaszczołt w książce „Gmina Grodzisk koło Siemiatycz. Dzieje ziemi i mieszkańców” – „…Krasowski był szefem PAS NZW powiatu Bielsk Podlaski. Dzięki mocno rozbudowanej siatce terenowej opartej głównie na mieszkańcach gmin Grodzisk i Drohiczyn utrzymywał się dosyć długo i z powodzeniem przeprowadzał akcje przeciwko funkcjonariuszom UB, MO. Pod koniec 1949 r. "Głuszec" połączył swe siły z oddziałem Czesława Pieleckiego "Jaskółki", który zginął 8 czerwca koło wsi Zaręby. Następnie współpracował z oddziałem kapitana Kazimierza Kamieńskiego "Huzara", a po rozbiciu tej siatki rozpoczął samodzielną działalność. 8 września 1953 r. został wzięty do niewoli koło wsi Krynki Jarki. Arkadiusz Michalak, "Orlik" był jego podkomendnym. W 1954 r. "Głuszec" został skazany na karę śmierci. Stracono go 16 grudnia 1954 r. w Białymstoku. Ostatni żołnierz jego oddziału zginął w walce z UB w sierpniu 1954 r.".

Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. CK

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

reklama

patronat

reklama

Do góry strony