reklama

Notatnik historyczny
19 lutego 2015 14:13

Procesy pokazowe 1946

Zbliża się 1 marca – Dzień Żołnierzy Wyklętych. To okazja do powrotu na naszych łamach do dramatycznych lat kończącej się na naszych terenach II wojny światowej i instalowania się tu, jak się później okazało na kilka pokoleń, systemu komunistycznego (w ostatnim okresie jego istnienia, w wersji bardziej soft, zwanego realnym socjalizmem).

Nasza ziemia była wtedy pełna krwawych starć między ugrupowaniami niepodległościowymi i narodowymi oraz nową komunistyczną władzą „lubelską”, wspieraną wojskami sowieckiego NKWD.

Panował terror wobec podziemia niepodległościowego - ludzi, którzy aktywnie sprzeciwiali się nowej władzy albo mogli stanowić dla niej - choćby potencjalne - zagrożenie. Wystarczy przypomnieć, że w skali kraju w okresie 1944-1946 zginęły tysiące osób, zatrzymanych zostało ok. 100 tysięcy, z których ok. 25 tysięcy wywieziono na Syberię albo do kopalń.

Rok 1946. Na Białostocczyźnie trwają realizowane na szeroką skalę operacje przeciwko podziemiu. Wielu jego żołnierzy ginie, inni zostają aresztowani i stają przed sądami. Od stycznia 1946 r. ich „sądzeniem” zajmują się powołane przy sądach okręgowych specjalne wydziały do spraw doraźnych, istniejące w województwach uznanych przez władze komunistyczne za obszary szczególnej aktywności podziemia, w tym białostockim, gdzie zostały powołane dwa takie wydziały: w Białymstoku i Łomży.

Stosowanie trybu doraźnego było przewidziane wobec sprawców przestępstw ujętych w szczególności w dekrecie z 16 listopada 1945 r. O przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa. Wyroki tych sądów nie podlegały zaskarżeniu. O każdym przypadku wykonania kary śmierci, dla zastraszenia społeczeństwa, ukazywało się obwieszczenie w prasie lub w inny sposób z wymienieniem osoby skazanej oraz informacją, za co spotkał ją ten los. Orzekali wyłącznie oddelegowani do tej roli oficerowie sądownictwa wojskowego pozostającego pod nadzorem oficerów sowieckich.

W lipcu 1946 r. sądy doraźne, zwane niekiedy „sądami na kółkach” (ze względu na to, że przemieszczały się z miejscowości do miejscowości sądząc często w procesach pokazowych odbywających się, w zależności od oczekiwanego rezonansu społecznego, w salach teatrów, kin, klubów, w fabrykach), przybrały nową postać. Powodem były zmiany w prawie będące wynikiem negatywnej opinii władzy o sądownictwie, które – w jej ocenie – nie było dostatecznie skuteczne.

Prof. Krzysztof Szwagrzyk w opracowaniu „Sędzia – śmierć. Działalność sędziego Włodzimierza Ostapowicza na Białostocczyźnie (1946 –1947)” (Biuletyn IPN 12/2005) cytuje fragment narady z 3 czerwca 1946 r., podczas której szef Sądu Wojskowego Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego sowiecki ppłk K. Lasota mówił: „Sądownictwo powszechne zbyt jest zaskorupiałe w formalizmie i zbyt niewolniczo przywiązane do suchego i ścisłego trzymania się litery prawa w oderwaniu od wymogów życia, by mogło podjąć zadania stojące przed sądami doraźnymi. Mało tego, że do tego rodzaju pracy nie jest zdolnym, lecz nie jest zdolnym do należytego zrozumienia i objęcia całokształtu zagadnień związanych z naszą obecną rzeczywistością i z walką z naszym wewnętrznym wrogiem”.

W rezultacie w trybie doraźnym w sprawach przeciwko podziemiu niepodległościowemu zaczęły orzekać sądy wojskowe. Rolę dotychczas istniejących wydziałów do spraw doraźnych przy sądach okręgowych przejęły Wojskowe Sądy Rejonowe i Wojskowe Sądy Okręgowe.

 

Jesienią 1946 r. Wojskowy Sąd Rejonowy na czele z kpt. Włodzimierzem Ostapowiczem podjął swój proceder na ziemi bielskiej i siemiatyckiej.

18 listopada w Brańsku na karę śmierci zostali skazani za przynależność do WiN (Ruch Oporu bez Wojny i Dywersji „Wolność i Niezawisłość”- cywilno – wojskowa organizacja antykomunistyczna): Zygmunt Truszkowski i Józef Falkowski. Wykonano ją 13 grudnia.

19 listopada w Milejczycach zostali skazani na karę śmierci za „przynależność do nielegalnej organizacji i nielegalne posiadanie broni” działacze WiN (Ruch Oporu bez Wojny i Dywersji „Wolność i Niezawisłość” – cywilno-wojskowa organizacja antykomunistyczna): 36-letni Antoni Karpiński („Słowik”), zatrzymany 14 października w Zabłociu (zrehabilitowany w listopadzie 1994 r.) oraz 20-letni Józef Leszczyński („Krzak”) zatrzymany 3 listopada ( zrehabilitowany w styczniu 1992 r.). Obaj zostali straceni 13 grudnia.

21 listopada w Siemiatyczach, w sali kinowej w budynku nieistniejącego już dzisiaj tzw. klubu (później papuciarni) przy cerkwi odbył się pokazowy proces w trybie doraźnym 59-letniego Franciszka Kłopotowskiego („Żelazo”, w konspiracji również pod nazwiskiem Józef Malinowski), zatrzymanego 24 października 1946 r. w rodzinnej wsi Kłopoty Stanisławy przez funkcjonariuszy siedleckiego UBP. Franciszek Kłopotowski był komendantem ośrodka WiN w Siemiatyczach. Był wyznaczony przez Władysława Łukasiuka „Młota” do utworzenia w tym rejonie terenowej bazy rezerwy VI Brygady Wileńskiej AK. Został skazany na karę śmierci, którą wykonano 14 grudnia 1946 r. Został zrehabilitowany w sierpniu 1993 r.

Dwa dni później w Kleszczelach był „sądzony” za nielegalne posiadanie broni Tadeusz Olszewski, również skazany na śmierć. Wyrok wykonano 13 grudnia.

23 listopada w Drohiczynie, w sali gimnazjum odbył się kolejny proces pokazowy. Ten sam białostocki „sąd na kółkach” skazał na karę śmierci dowódcę brygady WiN 19-letniego Ludwika Tararuja („Sokół”) zatrzymanego 24 października w Runicach pod Drohiczynem) i komendanta miejscowego ośrodka WiN 35-letniego Edmunda Markiewicza („Sęp”, „Postrach”), zatrzymanego 16 października w Drohiczynie). Obaj byli wcześniej w AK. Wyrok na Tararuju został wykonany 18 grudnia, a na Markiewiczu cztery dni wcześniej - 14 grudnia. Obaj zostali zrehabilitowani w marcu 1991 r.

21 grudnia we wsi Wojtkowice Glinna koło Ciechanowca został zatrzymany żołnierz Narodowego Zjednoczenia Wojskowego 20–letni Lucjan Marchel. Cztery dni później, w pierwszy dzień świat Bożego Narodzenia, funkcjonariusze UBP zatrzymali jego starszego brata Zygmunta. 27 grudnia odbył się we wsi proces, na który spędzono około 500 okolicznych mieszkańców. Sąd wymierzył karę śmierci, która – aby dodatkowo zastraszyć ludność - została natychmiast wykonana, na miejscu we wsi. Obaj bracia zostali zastrzeleni.

 

Warto również wspomnieć o „procesie”, który miał miejsce kilka miesięcy wcześniej. Odbył się 24 września w Bielsku Podlaskim. Witold Orłowski („Sosna”) i Stanisław Kosz, z Kątów, zostali zatrzymani 18 lipca m.in. za „pomoc związkowi o nieustalonej nazwie” i pobicie gumami w Andryjankach kilku mieszkańców za ich „lojalny stosunek do władz” oraz głosowanie „3 x tak” w referendum przeprowadzonym z inicjatywy komunistów 30 czerwca. Obu skazano na karę śmierci. Zostali straceni 10 października.

To tylko niektóre sprawy przypominające ten straszny czas. „Procesy” przeciwko żołnierzom niepodległościowego podziemia były upiorną farsą z wymiaru sprawiedliwości, rozprawy trwały zwykle kilkadziesiąt minut, po czym był ogłaszany wyrok śmierci. Poza egzekucjami na miejscu, wyroki były wykonywane, przeważnie przez rozstrzelanie, w Więzieniu Karno – Śledczym w Białymstoku.

Żadna z ofiar, podobnie jak wielu innych, nie ma swojego grobu. W aktach IPN widnieje tylko adnotacja: miejsce pochówku nieznane. Ich kości leżą gdzieś w ziemi, rzucone tam przez oprawców z UBP. Prasa donosi, że na terenie więzienia przy ul. Kopernika w Białymstoku (dzisiejszy Areszt Śledczy) toczą się prace prowadzone przez białostocki IPN. Odnajdywane są kolejne szczątki ofiar egzekucji z lat 1944-1954. Może więc pewnego dnia odnajdą się również szczątki ofiar z ziemi siemiatyckiej, wymienionych w tym artykule i innych zamordowanych.

Marek Antoni Nowicki

/fot AN, na zdjęciu nie istniejący budynek w Siemiatyczach, w którym odbył się proces pokazowy/

Do góry strony