reklama

Notatnik historyczny
09 sierpnia 2015 22:52

Sto lat temu, czyli sierpień 1915

W sierpniu mija okrągła rocznica 100 lat od chwili, kiedy wojska rosyjskie opuściły Siemiatycze po około 100 latach okupacji. Oto kilka dat z tego czasu:

16 - 17 sierpnia 1915 r. – przez Siemiatycze i okolice wycofywała się w walce na wschód 55 dywizja piechoty rosyjskiej pod dowództwem gen. Zacharowa, którego sztab kwaterował w dworze w Bacikach u hrabiego Henryka Ciecierskiego.

17 sierpnia 1915 r. – Niemcy przekroczyli Bug kierując się na Siemiatycze, które zajęli jeszcze tego samego dnia. W rezultacie walk część domów została spalona.

23 sierpnia – 7 września 1915 r. - na froncie niemiecko - rosyjskim, który przetaczał się również przez Podlasie na wschód, w Siemiatyczach mieściła się kwatera główna niemieckiej 9 Armii wchodzącej w skład Ober – Ost, czyli Obszaru Głównodowodzącego Wschodniego, którego Naczelnym Dowódcą był feldmarszałek Leopold von Wittelsbach, książę Bawarski. Sam książę odwiedził te tereny niedługo po zajęciu Siemiatycz, stacjonując w okresie swojej wizyty w dworze myśliwskim Henryka Ciecierskiego w Słowiczynie. Potem kwatera zostaje przeniesiona do Białowieży. Siemiatycze na ponad trzy lata znalazły się pod okupacją niemiecką.

 

Hrabia Henryk Ciecierski w swoich niezastąpionych pamiętnikach, z których nieraz już czerpaliśmy, obszernie opisuje ten czas /wyd. Arkana, Kraków/. Oddajmy więc głos świadkowi tamtych dni:

(…)„W lesie mym natomiast rojno było i gwarno. Folwark leśny Ossolin, wszystkie leśniczówki i las cały, zapełnione były tłumami przeróżnych uciekinierów (wraz z dobytkiem), z miasteczka Siemiatycz i z okolicznych nadbużnych wiosek, a także ćmą sołdatów i kozaków biwakujących i przesuwających się na wschód środkową, magistralną leśną drogą.

Zalękniona i umęczona ludność snuła się bezradnie po całym lesie lub siedziała i leżała u ognisk z tępą rezygnacją, pilnując przy wozach spędzonego inwentarza, wsłuchując się z lekiem w nieustający grzmot armat i suche, złowieszcze terkotanie karabinów maszynowych. Bojąc się rabunku i pożaru dworu, pochowałem po skrzynkach i pudłach co droższe dzieła sztuki i pamiątki, artystyczną porcelanę, zegary, broń itd. I ukryłem je w lesie, po strychach i szopach leśników, w mchem i gałęziami przykrytych dołach i gdzie się tylko dało.

 

(…) Weszło kilku oficerów, rozłożyli mapę i z troską zaczęli się w nią wpatrywać. Zapytałem generała czy pójdzie traktem na Tołwin – Boćki, czy też na Tołwin – Milejczyce.

- Nie, na Tołwin droga zamknięta, bo już Tołwin zajęty

- Więc pójdziecie gościńcem Baciki Bliższe – Kajanka – Moszczona Pańska?

- Tak, choć droga to niebezpieczna, bo Niemcy Bug w kilku miejscach już przeszli i mogą nas z marszu z południa z kilku punktów z flanki ostrzeliwać. Toć oni są już w Siemiatyczach, stąd o trzy i pół wiorst. Wypadnie cofać się walcząc.

- To czemu nie idziecie drogą leśną, środkiem całej długości mych lasów? Tą drogą moglibyście się cofać ciągle lasem kryci aż do miasteczka Milejczyc.?

Czarny brodaty kapitan, szef sztabu, spojrzawszy na plan, powiada: „kiedy takiej drogi nie ma wcale na planie”

- Możliwe, ale była ona już za mego ojca, i ja nią też dwadzieścia osiem lat jeżdżę i mogę ją panom dokładnie narysować.

Podano mi papier i wziąłem się do pracy. (…)

 

Henryk Ciecierski w ten sposób pomógł 55 dywizji piechoty rosyjskiej, bezpiecznie wycofać się z naszych terenów. W kolejnych akapitach usprawiedliwia się i tłumaczy swoje postępowanie wobec wycofujących się zaborców:

(…) Rosjanie cofając się nie dawali nam Polski, lecz opróżniali tylko miejsce dla najgorszego dla nas i wszystkich Słowian wroga. Oczywiście uważałem Rosjan za bliższych (krwią i językiem) niż Niemców i wcale nie pragnąłem by niemieckie karabiny maszynowe kosiły a pociski armatnie rozszarpywały wracających wreszcie do siebie pobratymców i , daj Boże, w przyszłości przyjaciół.

Pamięć o wyrządzonych przez Rosję krzywdach – czas zatrze. Zresztą i myśmy bywali u nich zbrojno w Moskwie, a oni u nas w Warszawie, tylko że dłużej niż my u nich. Jak najdłuższa niezgoda polsko – rosyjska to ideał, myśl przewodnia i idee fixe wszystkich Germanów. Cenię wielką kulturę, naukę, literaturę, sztukę, pracowitość niemiecką i niemiecki zmysł organizacyjny, ale, jako Słowianin, wolę Rosjan, zwłaszcza tych lepszych.

Myślę, że po tym moim credo, nie będę niesprawiedliwie sądzony, żem ową jedyną bezpieczną dla Rosjan drogę odwrotu jenerałowi Zacharowowi narysował. Rysunek uzupełniłem ustnym wyjaśnieniem: do ostatniej mej stróżówki na Maziach droga jest jasna, lecz stamtąd już nie droga i nie drużka, lecz ślad snuć się będzie między leśnymi bagnami i łatwo będzie zabłądzić. Dlatego też u tej straży trzeba zawołać mego leśnika Franciszka, który panów przez tą dziką knieję przeprowadzi.

Zostało jeszcze do wyjazdu parę godzin, więc jenerał i niektórzy oficerowie położyli się. Gdy wkrótce ze snu się zerwali, kazałem podać na odjezdnym herbatę i chleba z wędliną. Jedli wszyscy w ciężkim milczeniu. (…)

Moment był poważny. Rozumieliśmy wszyscy, że żegnamy się na zawsze. Wróg opuszczając nie osobiście, a przez przodków zagarnięte ziemie i to bez nadziei powrotu – przestaje być wrogiem. Wojskowi ci, mogąc nam dużo złego zrobić, a nawet nas zniszczyć, zachowywali się w Bacikach więcej niż poprawnie.

Jenerał pierwszy podszedł i mocno uścisnąwszy mi rękę, serdecznie dziękował „za wsio, za wsio!” i przepraszał za wszelkie nieuniknione podczas wojny przykrości, jakich mogliśmy od wojska doznać. Życzył nam w końcu szczęśliwego przetrzymania wojny. Po nim tak samo pożegnali się z nami po kolei wszyscy oficerowie

Zacharow jeszcze raz odwrócił się i spojrzał na nas z litosnym współczuciem, kiwając głową powiedział „biednyje wy biednyje”. Niepokoił się widocznie jak z nami Niemcy postąpią.

Ruszyli stępa z ganku i rozpłynęli się w mroku”.

 

To nie były zupełnie ostatnie oddziały rosyjskie w majątku Baciki przed nadejściem Niemców. Po odejściu generała Zacharowa nadeszły jeszcze niebezpieczne grupy maruderów, przepędzone w końcu przez odziały kozaków i Buriatów, którzy nadjechali, by powstrzymywać jak najdłużej Niemców nadciągających od strony Siemiatycz oraz Czartajewa i umożliwić piechocie 55 dywizji gen. Zacharowa bezpieczne wycofanie się.

Aby dowiedzieć się więcej i bardziej szczegółowo o tych wydarzeniach sprzed stu lat, warto sięgnąć po „Pamiętniki” Henryka Ciecierskiego

Opr. Jerzy Nowicki, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz

Zdjęcie z sierpnia 1915 roku. Jeńcy rosyjscy po eskortą na siemiatyckim Rynku.

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

patronat

patronat

patronat

reklama

Do góry strony