reklama

Notatnik historyczny
14 lipca 2017 22:19

Grupa Szpryngwalda - Bojownicy Socjalizmu

Uczniowie szkół siemiatyckich próbowali, jeszcze w postaci niezorganizowanej, działać już w 1947 r., a pierwsze inicjatywy przeciwstawiania się komunistycznej władzy były odnotowywane na terenie szkoły w 1946 r. Część uczniów współpracowała z ciągle aktywną partyzantką antykomunistyczną.

Atmosferę w tamtym okresie oddaje fragment wspomnień Celiny Kochańskiej, ówczesnej uczennicy siemiatyckiej szkoły ogólnokształcącej: ”Koledzy do szkoły przychodzili z bronią pod płaszczem, kilku kolegów pewnej nocy zostało zamordowanych. Tak zginęli bracia Szymańscy z ulicy Kościuszki, Wójcik - syn młynarza ze Słowiczyna. Był to cień, który kładł się na nasze jakby się zdawało beztroskie życie. Nikt nie czuł się bezpiecznie. (…). Takie to były czasy”.

W 1948 r. w szkole ogólnokształcącej w Siemiatyczach powstała grupa nazwana przez jej założycieli „Polscy Bojownicy Socjalizmu”. Inicjatorem był uczeń kl. 9 Ryszard Tadeusz Szpryngwald ps. „Wicher” (harcerz, który w 1941r. jako dziecko - dziewięcioletni chłopiec - został wywieziony z rodzicami na Syberię; wrócili, jak wielu Siemiatyczan, którym udało się przeżyć - w 1946r.).

Na jej temat przez lata, nawet po 1989 r., utrzymywało się trudne do wytłumaczenia milczenie. Tym większe pragnienie przypomnienia jej historii na łamach naszego tygodnika, w ślad za wcześniejszą opowieścią o ich trochę tylko młodszych kolegach z „Młodych Orłów” czy „Młodych Duchów”.

W zachowanych w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej i udostępnionych redakcji odtajnionych materiałach SB organizacja ta jeszcze w 1971r., kiedy na polecenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych została sporządzona jej szczegółowa tajna analiza - była charakteryzowana jako „reakcyjna” albo „organizacja charakteru terrorystyczno - propagandowego o podłożu endecko – klerykalnym i rewizjonistycznym”.

Wojskowy Sąd Rejonowy w Białymstoku, który 20 grudnia 1950r. osądził jej członków, skazując na kary wieloletniego więzienia, stwierdził w uzasadnieniu, że w jego ocenie podjęli tę działalność „pod wpływem przeczytanych książek”. Sędziowie wskazali też, że Ryszard Szpryngwald i Michał Puzan „wypracowali cele polityczne tej organizacji, tj. ustalili, że ideologią założonej organizacji będzie socjalizm chrześcijański oparty o religię katolicką i działalność związku będzie zmierzać do walki ze Związkiem Radzieckim i ustrojem w Polsce opartym o zasady socjalizmu marksistowskiego”.

Jeden z założycieli, Michał Puzan, w rozmowie z reportażu radiowego „Bojownicy”, przygotowanym przez red. Agnieszkę Czarkowską i wyemitowanym przez Radio Białystok w marcu 2016r. (drugim z bohaterów reportażu jest inny z członków - Edmund Kosiński; reportaż jest dostępny w dwóch częściach w internecie na stronie Radia Białystok), twierdzi jednak, że nazwa „Bojownicy Socjalizmu” została inteligentnie wymyślona przez Szpryngwalda, aby - w razie wpadki - pomóc w wytłumaczeniu się, że działali w istocie na rzecz socjalizmu. w rzeczywistości nie miała nic wspólnego z celem, jaki zadeklarowali.

Związani byli z harcerstwem, które w pierwszych latach po wojnie nawiązywało jeszcze do tradycji przedwojennych. Potem szybko to się zaczęło zmieniać. Harcerstwo zaczęło upadać, a zaczął całkowicie dominować Związek Młodzieży Polskiej (ZMP), odpowiednik sowieckiego Komsomołu. Na uroczystościach szkolnych i na ścianach pojawiły się hasła wiecznej przyjaźni ze Związkiem Sowieckim, budowy komunizmu, portrety Stalina i ody na jego cześć na szkolnych apelach. Jak stwierdził w reportażu „Bojownicy” Kosiński, w służbie nowej władzy, zwłaszcza w okolicznych wsiach, było dużo tajniaków, „ubowców” i ormowców. Część młodzieży, zwłaszcza ta patriotyczna, religijna i pochodząca z rodzin ciężko doświadczonych przez Sowietów albo zwyczajnie myśląca, nie potrafiła się z pogodzić z tą narzuconą rzeczywistością. Zaczęli się zbierać, dyskutować jak walczyć z nowym ustrojem, czytać ważne książki pozostałe w domach jeszcze sprzed wojny.

Przygotowana po latach analiza SB wskazywała, że „nielegalna organizacja powstała i działała w okresie złożonej sytuacji politycznej w kraju i na arenie międzynarodowej. w tym czasie na terenie gminy Siemiatycze grasowała banda „Młota”, „Jaskółki” oraz inne klerykalno – endeckie ugrupowania. Wrogie ośrodki zagraniczne, rozgłośnie radiowe, wrogo ustosunkowane do obozu socjalistycznego i przemian zachodzących w naszym kraju, wpajały psychozę niepewności, tymczasowości, nieuchronność wybuchu III wojny światowej i przewrócenia stosunków kapitalistycznych naszym kraju. Miało to znaczny wpływ na nastroje i psychikę młodzieży”.

Zdaniem analityków SB grupa założycieli była czteroosobowa: Ryszard Szpryngwald, Jan Benes, Michał Puzan i Ludwik Rudnicki, którzy po wcześniejszych rozmowach jesienią 1949r. zebrali się w lesie koło Słowiczyna i tam złożyli przysięgę na krzyż: „Przysięgam Panu Bogu, że oddziału nie zdradzę i będę spełniał obowiązki sumiennie, będę walczył o wolną Polskę i sprawiedliwą”. Najpierw uczynił to sam Szpryngwald jako komendant, a potem w jego obecności trzej pozostali. Jego zastępcą został Jan Benes.

Stopniowo skład grupy rozrósł się do trzynastu członków, z których łącznie jedenastu złożyło przysięgę. Byli to: Ryszard Tadeusz Szpryngwald, ps. „Wicher”; Jan Benes, ps. „Grom”, Michał Mieczysław Puzan, ps. „Czech”; Ludwik Rudnicki, ps. „Ryś”, Franciszek Bombało, ps. „Lis”; Michał Filipiuk, ps. „Orzeł”, Zbigniew Kołtuniak ps. „Groźny”, Edmund Kosiński, ps. „Burza”; Ryszard Mazurkiewicz ps. „Rus”, Stanisław Niemyjski ps. „Lew”, Zdzisław Szulc ps. „Piorun”. Oprócz nich było dwóch członków – pomocników, którzy formalnie nie złożyli przysięgi i nie mieli pseudonimów (Czesław Dawidziuk i Jan Lubowicki).

Zbierali się, czytali książki, dyskutowali jak walczyć z komunizmem, ZMP, itp. Podejmowali również bardziej czynne działania.

Na początku czerwca 1949r. wieczorem Szpryngwald, Benes, Bombało i Filipiuk zerwali wywieszone na rynku afisze propagandowe Zarządu Miejskiego w Siemiatyczach. Dwa tygodnie później Szpryngwald powybijał kamieniami szyby w oknach świetlicy Komitetu Miejskiego PZPR. Byli z nim Benes i Bombało.

w 1950r. postanowili uczcić w szczególny sposób święto narodowe 11 listopada, którego oficjalnie nie można było obchodzić. Jak opisali to w reportażu Agnieszki Czarkowskiej jego bohaterowie, 10 listopada, przed zamknięciem budynku szkolnego przy ul. Koszarowej (dziś: Kościuszki) zdołali zostawić otwarte jedno z okien na parterze. Wieczorem Szpryngwald i Kosiński dostali się przez to okno do wnętrza szkoły (analiza SB stwierdza, że Puzan ich ubezpieczał). Tam pozrywali wszystkie afisze i gazetki propagandowe na cześć Związku Radzieckiego. Napisali na ścianie: „Precz z Sowietami!” i „Polska musi być niepodległa!”. Zniszczyli wiszące na ścianach portrety Stalina, Bieruta, gazetki i plakaty propagandowe - wszystko, co było w ich zasięgu a wiązało się z nowym ustrojem. Następnego dnia w Siemiatyczach zrobiło się wielkie poruszenie. w szkole zwołano nadzwyczajne spotkania i narady a młodzież i nauczyciele zostali zmuszeni do oficjalnego potępienia tego, co się wydarzyło.

Potem jeszcze kilka razy umieścili hasła „antyustrojowe” jak np. „Nie bądź głupi, nie bądź czerwony” ; oblewali fekaliami drzwi pomieszczenia Związku Młodzieży Polskiej.

Z ustaleń sądu zawartych w wyroku wynikało, że Puzan dowiedział się, że jego kolega Mazurkiewicz z Tołwina posiada broń: dwa karabiny Mauser, pepeszę i amunicję. Czesław Dawidziuk i Jan Lubowicki przenieśli tę broń najpierw do domu Puzana, który wraz z Szpryngwaldem dorobił do niej kolby i inne brakujące elementy; kilkakrotnie przy jej pomocy ćwiczyli się w strzelaniu do celu i jej obsłudze. Po oczyszczeniu i naoliwieniu schowali ją w lesie na zimę 1948/49. Po pewnym czasie broń ta została przeniesiona do zabudowań Bombały w Czartajewie i tam znaleziona przez UBP. Mausera Kosiński ukrył w lesie słowiczyńskim.

Ryszard Szpryngwald, który zdaniem Kosińskiego i Puzana cały czas twierdził, że nie będą walczyć bronią ale ideą, przetrzymywał u siebie zamki, co dawało pewność, że bez niego broń rzeczywiście nie zostanie użyta. z materiałów UBP i akt sądowych wynikało, że w sumie grupa miała trzy karabiny: Mauser, pepeszę, pistolet Nagan i ponad trzysta sztuk amunicji.

Edmund Kosiński, bez porozumienia z resztą grupy i bez ich zgody postanowił „porozmawiać” z komendantem ORMO (o nazwisku Mikołaj Karpiuk), który codziennie dojeżdżał rowerem z Moszczony Pańskiej do posterunku UBP w Siemiatyczach. Zgodnie z jego relacją od 9 maja czatował na niego codziennie rano między 5.00 a 7.00 w lesie na skraju drogi prowadzącej z Milejczyc do Siemiatycz, ok. 1 km do miasta. Miał ze sobą gruby kij. 13 maja ok. godz. 7 zobaczył jadącego ormowca. w reportażu Czarkowskiej Kosiński opisuje, że po tym jak uniemożliwił mu dalszą jazdę rowerem, M. Karpiuk wymierzył do niego z pistoletu. Kosiński chwycił za lufę tego pistoletu, wtedy padł strzał. Kula przestrzeliła rękę na wylot. Zdołał jednak odebrać ormowcowi pistolet. Ormowiec, który w rezultacie tego incydentu miał rozciętą skórę na głowie, zaczął uciekać w kierunku Siemiatycz, a Kosiński w przeciwną stronę, do lasu. Tam ukrył pistolet w mrowisku. Według opisu zawartego w wyroku sądu Kosiński „rzucił się z tyłu na niego (Karpiuka – przyp. MAN), uderzył go kijem w głowę, a gdy ten stracił przytomność i upadł, oskarżony usiłował mu odebrać pistolet. Karpiuk odzyskawszy świadomość chwycił ręką posiadany przy sobie rewolwer Nagan i oddał strzał do oskarżonego Kosińskiego, który w tym czasie chwytał za ten rewolwer. Pocisk ranił oskarżonego w rękę.

Następnej nocy Kosiński obudził się i zorientował, że dom jest pełen wojska i UB. Został aresztowany. Był to dzień 17 maja 1950r. Przed wyjściem, jak opowiadał w reportażu radiowym, ukląkł i odmówił modlitwę „Pod Twoją obronę…”. Wojskowi w milczeniu czekali. Wiedział bowiem, że na pewno szybko do domu nie wróci albo wcale. Przewieźli go do jednostki UBP w Siemiatyczach przy ul. Pałacowej (róg Zaszkolnej), gdzie był w rozmaity sposób bity, torturowany, m.in. metalowym prętem w stopy. Wrzucili go do piwnicy. Zobaczyli, że ma przestrzeloną rękę. Musiał więc przyznać się, że to on był sprawcą ataku na ormowca.

Kilka dni później ubowcy weszli do domów innych kolegów. 19 maja do Mazurkiewicza, a 22 maja do pozostałych. M.in. u Michała Puzana w kominie znaleźli ukrywaną tam pisaną przez niego kronikę.

Na Pałacowej dotkliwie bili wszystkich zatrzymanych a po 1–2 dniach wywieźli do Bielska Podlaskiego. Tam w siedzibie PUBP znajdującej się w byłym klasztorze karmelitów zamienionym już w XIX w. na więzienie (dzisiaj: Państwowa Szkoła Muzyczna), znęcanie się i tortury były jeszcze bardziej wyrafinowane i dotkliwe. Zmuszano ich nie tylko do przyznania się, ale również informacji, kto z dorosłych inspirował albo kierował ich działaniami, czy byli w to zamieszani księża. Nie wierzyli, że działali sami. Wieczorami byli wyprowadzani z cel i bici – pistoletem, prętami żelaznymi, kopani itp. Jedną z takich „sesji” nazwali „nocą św. Bartłomieja”. Rano wracali do cel zmasakrowani, pokrwawieni. w areszcie w Bielsku Podlaskim była specjalna wnęka w ścianie, tzw. słupek, w której aresztant był zamykany metalowymi drzwiami w pozycji na stojąco i musiał tak stać przez kilka a czasami kilkanaście dni, do utraty przytomności. Innym miejscem „rozmiękczania” aresztantów był tzw. piec – murowany piec chlebowy, pomieszczenie wielkości ok. 80 cm na 80 cm, z kibelkiem w rogu, prawie bez powietrza, ciemne, nagrzane słońcem, bez wody do picia, w którym można było siedzieć wyłącznie w kucki bez możliwości zrobienia jakiegokolwiek ruchu, o czarnej kawie i kromce suchego chleba. Tortura ta była podobna do umieszczenia w karcerze, tylko bardziej okrutna.

Michał Puzan przebywał w ten sposób w „piecu” przez miesiąc. Nie miał siły wyjść na własnych nogach. Inni więźniowie go musieli wynieść. Był w takim stanie, że walczył o życie i nie dawano mu wiele szans. w jego przypadku był to również odwet oficera przesłuchującego, którego ze względu na akcent mowy Puzan uznał za Żyda. Na pytanie: „Powiedz bandyto, co wam się nie podoba w Polsce Ludowej…”, Puzan, stojąc w pozycji z rękami trzymanymi nad głową, odpowiedział: „że w Polsce nie rządzą Polacy a Żyd i Rus”. Myślał, że po tych słowach ubek go zwyczajnie zabije. Skończyło się „piecem”, który mógł przypłacić życiem. Jak wielu wcześniej w tym areszcie. Funkcjonariusze PUBP w Bielsku Podlaskim słynęli z wyjątkowej samowoli i okrucieństwa.

W Bielsku a potem w Białymstoku głodowali. Podstawą była kromka chleba i czarna kawa. w Białymstoku dostawali też zupę z brukwi i zastrzelonych przez strażników kawek.

Najmłodszy z nich miał 14 lat, dwóch najstarszych – po 20. w domach chłopców, już wtedy, kiedy siedzieli w areszcie, były rewizje, czasami wielokrotne, wyraźnie, aby zastraszyć rodziny. z aresztu przysyłane były też paczki z pokrwawionymi ubraniami. To wszystko psychicznie wykańczało rodziców i bliskich.

W lipcu 1950r. zostali przewiezieni do więzienia w Białymstoku. Do rozprawy przebywali tam w niewielkich 5 na 2,5 m jednoosobowych celach, które dzielili przeważnie z pięcioma innymi osobami, wśród których, zgodnie z ówczesnymi regułami, zawsze był jeden kapuś. Zakratowane i zablindowane okna, widoczny tylko mały skrawek nieba. Po wyroku przebywali w celi ogólnej, z ok. 40 osobami, mogli już wtedy wychodzić na „spacerniak”.

Aresztowana trzynastka została podzielona przez prokuraturę na dwie wyraźne grupy - „prowodyrów” i resztę.

20 grudnia 1950r. w Białymstoku odbyła się rozprawa przed Wojskowym Sądem Rejonowym (sprawa Sr 1064/50), który w tym czasie sądził w małym budyneczku gdzieś na peryferiach miasta. Zarzucano im dążenie do obalenia przemocą władzy ludowej. w ostatnim słowie żądali dla siebie najwyższego wymiaru kary i uwolnienia od niej innych kolegów. M. Puzan pytał sąd, w jaki sposób, dmuchając na wiatr (w rozumieniu historii – przyp. MAN) można myśleć, że da się skutecznie mu przeciwstawić? a więc w jaki sposób oni jako grupa mogli postawić się nowemu ustrojowi? Tłumaczyli, zgodnie z nazwą organizacji, że chodziło im o socjalizm, ale nie narzucony, obcy – ale polski. Bronią interesowali się z ciekawości, jak każdy chłopiec czy mężczyzna. Wyroki zostały jednak wcześniej ustalone w UBP, sędziowie mieli je tylko ogłosić. Na sali zdenerwowane i zrozpaczone czekały rodziny. Mogli dostać od nich coś do zjedzenia, zabronione były natomiast jakiekolwiek rozmowy.

Prowodyrzy

W sprawie głównej, dotyczącej „prowodyrów”, Wojskowy Sąd Rejonowy w Białymstoku pod przew. kpt. Juliana Nytko 20 grudnia 1950 r. z udziałem prokuratora Sylwestra Stockera skazał: Szpryngwalda i Bombało na kary łączne po 8 lat więzienia, Kosińskiego, Benesa i Puzana - po 7 lat więzienia i Mazurkiewicza – na 3 lata więzienia. Wszyscy zostali pozbawieni praw publicznych i obywatelskich na kilka lat. Sąd orzekł również przepadek całości majątku. Podstawą skazania głównych oskarżonych był art. 86 ust.2 kodeksu karnego Wojska Polskiego i art. 4 ust.1 dekretu z 16 czerwca 1946r. o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa, że „usiłowali przemocą zmienić ustrój Państwa Polskiego przez działanie w przestępczym związku” oraz gromadzili i przechowywali bez zezwolenia broń i amunicję. Wobec innych sąd zastosował kwalifikację łagodniejszą.

w osobnej sprawie, tego samego dnia, Ludwik Rudnicki został skazany na 6 lat, Stanisław Niemyjski – na 3 lata a Zdzisław Szulc i Zbigniew Kołtuniak – na 2 lata więzienia (zwolniony 22 grudnia 1950r.).

16 października 1950r. Czesław Dawidziuk został skazany na 1 rok więzienia za udział w organizacji polegający na pomocy w przenoszeniu i czyszczeniu broni.

Dwaj członkowie organizacji zostali zwolnieni, Michał Filipiuk ze względu na „znikomą działalność” i młody wiek (16 lat) „po rozmowie ostrzegawczej” a Jan Lubowicki z powodu braku dowodów.

„Młode Orły” aresztowane w listopadzie 1952r. miały szczęście ze względu na amnestię w związku z uchwaleniem konstytucji PRL, ci tego szczęścia nie mieli. w rezultacie otrzymali wyjątkowo ciężkie kary.

Skazani do maja 1951r. przebywali w więzieniu w Białymstoku, a następnie wszyscy razem zostali przewiezieni do tzw. Progresywnego Więzienia dla Młodocianych Więźniów Politycznych w Jaworznie utworzonego w 1950r. na terenie Centralnego Obozu Pracy, powstałego w miejscu filii niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, gdzie ciężko pracowali na budowach i w kopalniach oraz byli poddawani komunistycznej „reedukacji”, izolowani od innych więźniów, aby „nie przeniknęli sanacyjną Polską” i „imperialistyczną propagandą”, przy trwałym niedożywieniu, dużej wypadkowości, znęcaniu się w rozmaity sposób. Otoczeni byli drutami pod wysokim napięciem. w ten sposób młodociani, za sprawą działań wychowawczych, mieli stać się zwolennikami ustroju i budowniczymi komunizmu, odznaczającymi się wysoką świadomością ideową. Potwierdzają to wspomnienia E. Kosińskiego i M. Puzana z reportażu A.Czarkowskiej.

Od maja 1951 do 1955r. przebywały tam tysiące młodych chłopców - więźniów politycznych, jak grupa siemiatycka, która była jedną z pierwszych tam skierowanych.

Niektóry zostali zwolnieni w 1953r. (jak Michał Puzan – w końcu lipca), inni nawet w czerwcu 1955r. po odbyciu ponad 5 lat kary (jak Edmund Kosiński, który wcześniej próbował ucieczki).

Skazani a potem zwolnieni niedługo cieszyli się wolnością. Przeważnie po 2-3 miesiącach byli zabierani do wojska, do kopalń, tym razem już jako przymusowi robotnicy w mundurach żołnierzy Ludowego Wojska. M. Puzan pracował w ten sposób niewolniczo 27 miesięcy.

Po powrocie niektórzy musieli wyjeżdżać z Siemiatycz, czasami w odległe strony, ze względu na prześladowania ich samych, rodzin i „wilczy bilet”. Np. Szpryngwald znalazł się w Szczecinie, Puzan w Jastrzębiu Zdroju (gdzie przez ponad 20 lat był górnikiem), Kosiński trafił do Sejn.

Starali się sobie jakoś ułożyć życie „po”, zawsze już jednak z piętnem wrogów ustroju czy nawet „bandytów” a co najmniej „elementów niepewnych”.

Jeden z bohaterów reportażu A. Czarkowskiej Michał Puzan m.in. w odpowiedzi na pytanie, czy żałuje, że tak się jego życie potoczyło, odpowiedział, że nie - bo wszyscy wtedy cierpieli. Przypomniał o cierpieniach rodzin na Sybirze.

Sąd Okręgowy w Białymstoku 11 marca 2005r. unieważnił na wniosek córki wyrok w części dotyczącej Ryszarda Szpryngwalda, uznając, że jego skazanie nastąpiło „w związku i z powodu jego działalności na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego”. Jest on moralnym zadośćuczynieniem również dla pozostałych, którzy z różnych powodów o to nie wystąpili lub nie mogli wystąpić.

Marek Antoni Nowicki, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz

Do góry strony