reklama

Notatnik historyczny
23 lipca 2017 13:16

Czarna karta - 10 lipca 1941

22 czerwca 1941r. wybucha wojna niemiecko – sowiecka. Armia Czerwona prawie bez oporu wycofuje się na wschód a wraz z nią przestaje istnieć administracja, która próbowała wprowadzać od końca września 1939r. sowiecki komunizm po przekształceniu tych terenów w część Republiki Sowieckiej Zachodniej Białorusi.

W tym czasie trwają represje i wywózki głównie Polaków. Siemiatycze i okolice znajdowały się bezpośrednio w strefie przygranicznej, kilka kilometrów do granicy między III Rzeszą i Związkiem Sowieckim na Bugu. Ostatni transport wywiezionych na Syberię odjechał ze stacji Siemiatycze, przez Wołkowysk, 21 czerwca, na godziny przed niemieckim nocnym atakiem. 23 czerwca do miasta wkraczają wojska niemieckie. Jeszcze tego samego dnia wycofujący się żołnierze NKWD zabijają w Judziance pod Hajnówką 15 z 16 prowadzonych przez siebie uwięzionych 21 czerwca mieszkańców Siemiatycz i okolic.

Nastaje okres niemieckiej okupacji, który będzie trwał do 1944r. Po rządach Sowietów Niemcy witani są przychylnie, jako ci, którzy wybawili nas wreszcie od Sowietów. Wybuch wojny uratował wiele rodzin przed wywózką na Sybir. Potem ten stosunek powoli będzie się zmieniał, ale nie w 1941r. W miejscowym społeczeństwie panuje sięgająca jeszcze okresu przedwojennego - wzmocniona doświadczeniem z września 1939r. i z okresu sowieckiego - duża niechęć do Żydów. Wielu obwinia ich o nielojalność w okresie wojny, kolaborację z Sowietami na szkodę miejscowych i komunizowanie. Dużą rolę odgrywa poszukiwanie zemsty. Takie są nastroje. Niemcy we własnym interesie je podsycają, starając się utożsamić Żydów z komunistami. Trafia to na dobry grunt. Oczywiście nie u wszystkich, może nawet nie u większości, ale część z różnych pobudek, również dla skorzystania z możliwości bezkarnego a wręcz nagradzanego rabunku i przemocy wobec słabszych, sięga po nią. Inni, nawet gdyby chcieli się przeciwstawić, nie mają jak, stłamszeni przez okupanta. Mogą tylko biernie obserwować i w ciszy domowej ubolewać, że dzieją się rzeczy, których nie akceptują.

Jak pisze portal internetowy http://www.kirkuty.xip.pl/siemiatycze_zaglada.htm: „Wkraczające w ślad za Wehrmachtem grupy operacyjne organizowały pogromy Żydów, posługując się miejscowymi elementami chuligańskimi. 29 czerwca Żydów spędzono na siemiatycki rynek, gdzie odbyła się publiczna egzekucja 7 mężczyzn oskarżonych o działalność komunistyczną. Byli wśród nich Szymon Grunberg z synem, Izrael Sołoński z synem Mosze Bosz, Józef Fisz i inni. Na początku lipca przez kilka dni miejscowi chuligani plądrowali żydowskie sklepy, mieszkania, napadali i okradali Żydów”.

Relację o tym złożył w 1946r. Wojewódzkiej Komisji Historycznej w Białymstoku Joszua Kejles, który do okupacji niemieckiej żył w Siemiatyczach (przeżył tam ukrywany przez jednego z jego polskich mieszkańców). Zeznał on również, że:

4 lipca Lejbla Marmara z synem Chaimem, związawszy im ręce z tyłu, wrzucono żywcem do dołu i zasypano. (po wojnie, w 1944 r., wykopano ich i pogrzebano na cmentarzu żydowskim). Koło polskiej szkoły w taki sam bestialski sposób pogrzebano wielu innych, nieznanych Żydów (…). Polacy: Janek M-ski, szofer Józek i inni zabili kijami żydowskiego szewca o imieniu Michał”.

Za Sowietów, 7 listopada 1940r. na Rynku został odsłonięty pomnik Lenina. Stał tam, gdzie za czasów carskich istniała kaplica św. Aleksandra Newskiego, wzniesiona dla upamiętnienia zgniecenia powstania styczniowego. Po wejściu Niemców było oczywiste, że musiał zostać szybko zburzony. Niemcy wykorzystali to oczywiście jako okazję wymierzoną przeciw Żydom. Miało się to dokonać rękami miejscowych. Nadszedł dzień 10 lipca.

Oddajmy w tej sprawie głos ponownie J. Kejlesowi: „10 lipca Polacy z własnej inicjatywy zebrali wszystkich Żydów przy pomniku Leni­na. Na czele zebranych Żydów polscy mordercy postawili dyrektora szkoły hebrajskiej Tarbut, nauczyciela Koguta. Ubrali go i wszystkich pozostałych Żydów w tałesy, dali im w ręce młoty i siekiery i kazali rozbić pomnik Lenina. Zdjęte części zburzonego pomnika Żydzi musieli owinąć w prześcieradła i przenieść na cmentarz. Niosąc je, Żydzi musieli głośno płakać. Droga na cmentarz prowadziła przez rzekę, w trakcie przechodzenia przez nią wrzucano Żydów do rzeki, przy czym na skutek uderzenia o słup mostu został zabity Żyd nazwiskiem Kusidowicz, szklarz; pozostali wyszli z tego żywi”

A oto inna relacja żydowskiego świadka tamtego wydarzenia, siemiatyckiej Żydówki Miriam Grodzickiej (później Kuperhand): -Plakaty ogłaszały masową imprezę obywatelską w ramach upiększania miasta polegającą na zgromadzeniu, podczas którego miał być zburzony duży pomnik Lenina, komunistycznego lidera. Obecność była obowiązkowa, wiedzieliśmy więc, że ceremonia ta będzie kolejnym pokazem władzy niemieckiej i żydowskiej bezradności. Niemcy i Polacy przybyli w swoich najlepszych odświętnych ubraniach, jakby mieli pójść na operę. Wiedząc o ich gustowaniu w „kulturalnej” rozrywce, obawialiśmy się masowych okrucieństw.

Ku uciesze nieżydowskiego tłumu Niemcy polecili mężczyznom żydowskim z miasta wykonać trudne zadanie zniszczenia masywnego granitowego posągu. Otoczeni przez Niemców i Polaków, którzy bili ich i ponaglali okrzykami, nasi mężczyźni wreszcie zdołali przy pomocy narzędzi rozbić posąg na części. (…) Oczywiście, większość polskich Żydów oponowała albo była obojętna wobec komunizmu, i to tylko niemiecka propaganda widziała w nich wyznawców Marksa i Lenina.

Źle wymyślony spektakl był jednak zaaranżowany przez Niemców z największą precyzją. Nasi mężczyźni musieli załadować wozy pogrzebowe granitowymi fragmentami i ciągnąć je na cmentarz żydowski ubrani w swoje szale modlitewne. Każdy krok na tej drodze pogrzebu żydowskiego Lenina Niemcy przerywali razami, przekleństwami oraz błyskami aparatów fotograficznych. Rozentuzjazmowany tłum Polaków przyłączył się do tego sadyzmu. Dla nich był to radosne rodzinne wyjście na miasto. Zmuszeni do śpiewania po hebrajsku podczas marszu mężczyźni żydowscy śpiewali o Bogu mszczącym swoich wrogów.

Śmiejący się chrześcijański tłum, pijący z niezliczonych butelek wino, piwo i wódkę, stał się odrażający. Makabryczna procesja zbliżyła się do wąskiego mostu przez rzekę. W tym niebezpiecznym miejscu można było pofolgować sobie w zabijaniu Żydów. Gestapo i ich poplecznicy chwycili kilku Żydów i wrzucili z mostu do rzeki. Przynajmniej jedna ofiara utonęła, ale na tym ta wesoła procesja się nie zakończyła. Na cmentarzu kazano Żydom wykopać duży dół jako grób dla „żydowskiego” komunistycznego boga. Bicie nadal trwało przy każdej nowej czynności, a krzyki zakrwawionych mężczyzn raniły serca przerażonych żydowskich świadków, takich jak ja. Po zakończeniu uroczystości pogrzebowej pobiegliśmy do naszych rannych i błagaliśmy Boga o koniec naszej niedoli.

(Miriam Kuperhand w książce: M. Kuperhand, S. Kuperhand „Shadows of Treblinka”, University of Illinois Press, 1998, s. 25 – 27., tłum. Marek Antoni Nowicki).

Mamy również relacje z „drugiej” strony, polskich mieszkańców Siemiatycz spisane przez autora po latach, w 1990r.:

Relacja Antoniego Nowickiego:

Grupa miejscowej młodzieży, takiej chuliganowatej, wchodziła do każdego domu, gdzie mieszkali Żydzi, głównie na Rynku i wyciągała ich pod pomnik Lenina. Bez przymusu nikt by nie poszedł. Bili gonionych Żydów i poganiali kijami. Żołnierze niemieccy stali przy pomniku i przyglądali się. Starego krawca Jelenia, człowieka kulturalnego i poważnego, jeden ze znajomych gonił przed sobą z kijem. Było to coś przerażającego. Jankiela z kolei wsadzili na podwyższenie, kazali mu się modlić w stroju liturgicznym, coś mówić, odmawiać jakieś modlitwy pogrzebowe, nie wiem. Żydzi rozbili młotami pomnik Lenina. Było ich ok. dwustu. Potem uformowali pochód, szeregami po kilku, a wokół nich szli ci nasi z kijami. Szczątki pomnika owinięte w szmaty nieśli na nosiłkach. Kazano im śpiewać pieśni pogrzebowe. Jak przycichali, to ich bili. Boże, zwierzęta by tak nie postępowały wobec swego gatunku. Szli w kierunku cmentarza żydowskiego, przez most na Grodzieńskiej. Tam wrzucili jednego z Żydów – szklarza Korydowicza (lub Kosidowicza – przyp. MAN) do wody. Utopił się”.

Relacja Wacława Szyszko:

„Było to ok. godz. 14. Żydzi byli w tych chałatach, w których chodzili do bożnicy – tałesy, mycki. Ludzie bili, gnali tych Żydów. Coraz to nowe grupy wybranych przez Niemców. Byli wśród nich tacy, którym Żydzi zaleźli za Sowietów za skórę. Bo pchali się wszędzie, na stanowiska. Były też bójki. Robili z Polakami co chcieli. Bardzo dobrze się wtedy czuli. I potem niektórzy z naszych chcieli się odegrać. Znęcali się nad tymi Żydami, bili kijami, po głowie, po karku. Niemcy fotografowali tę nędzę Żydów. Ci rozbijali pomnik młotami. Ciężko było, bo był masywny. Bili ich poganiając, aby to robili prędzej. Żydów było do pięćdziesięciu. Inni, więcej winni za Sowietów, pochowali się. Padło na niewinnych. Sześciu albo siedmiu Żydów niosło Lenina ulicą Grodzieńską do mostu i stawu. Kazali wrzucić go do wody, a potem Żydów. Byli bici, poganiani, zmieniali się przy niesieniu. Wylazły najniższe instynkty, bandziory, złodzieje. Niemcy tylko asystowali. Rzucali Żydów do rzeki. Jedni wypłynęli, ale 1 lub 2 utonęło. Zaczął się ruch, rejwach, Żydzi zaczęli uciekać. Wtedy ich łapali, bili, rozpędzili tłum i tak się to skończyło. Nie mogłem na to patrzeć”.

 

Opisane tu przez czterech świadków wydarzenia sprzed 76 lat powinny być obowiązkowym tematem lekcji historii w siemiatyckich szkołach, jako część historii miasta, oprócz Sapiehów, Jabłonowskiej, powstania styczniowego, zagłady getta czy żołnierzy wyklętych.

Marek Antoni Nowicki , Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot: - 1942. Rynek w Siemiatyczach rok po opisywanych wydarzeniach. Widać cokół po pomniku Lenina, oraz gruz, pozostałości po ratuszu. - fot Antoni Nowicki

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

reklama

patronat

Do góry strony