reklama

Notatnik historyczny
19 sierpnia 2017 10:56

/Nie/zapomniane miejsca – Siemiatyckie „Skóry”

Obok POM-u czy Hortexu jednym z miejsc „pracy marzeń” w Siemiatyczach były Siemiatyckie Zakłady Obuwia. Powstały w 1957 r., a w ich skład pierwotnie wchodziły zakłady w Siemiatyczach, Drohiczynie i Ciechanowcu. Rok 1973 to rozpoczęcie produkcji w Żytkiejmach, a trzy lata później zakład przyjmuje nazwę: Łukowskie Zakłady Przemysłu Skórzanego Zakład Obuwia w Siemiatyczach. W 1976 r. zakład w Żytkiejmach został oddany Augustowskim Zakładom Obuwia, w zamian za to przejęto budowę zakładu w Mońkach.

Do kolejnej zmiany nazwy dochodzi w 1980 r., kiedy zakład w Łukowie odłącza się, a przejęta zostaje była białostocka Spółdzielnia Przemysłu Skórzanego „Współpraca”. Zakład przyjął nazwę Siemiatyckie Zakłady Obuwia, a trzy lata później nastąpiło ich rozdzielenie. Oddziały SZO znajdowały się również w Mielniku, Nurcu, Tonkielach i Bielsku Podlaskim.

Dyrektorzy, POP i związkowcy

Pierwszym dyrektorem SZO był Stanisław Błoński (1957-1960), następnie Michał Sutyniec (1960-1964), Stefan Pytel (1964-1972), a ostatni funkcję tę pełnił, aż do upadku zakładów, Stanisław Mazurek (1972-1995).

Oprócz pracy na terenie zakładów, możemy też wyróżnić trzy formy aktywności pracowników, w strukturach politycznych, samorządowych i związkowych.

Pierwszymi sekretarzami Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR, charakterystycznej wówczas dla każdego zakładu pracy w PRL, byli: Antoni Oleksiuk, Jan Szelest, Henryka Kondraciuk, Kazimierz Pietrzak, Stanisław Mazurek, Marian Raczyński, Tadeusz Mitura, Katarzyna Malinowska, Zofia Fleks, Barbara Dolińska, Aleksander Gołubkiewicz, Lucyna Rychlik.

Pierwsze wybory do Rady Robotniczej odbyły się w styczniu 1959 r. Na przewodniczącego wybrano Czesława Pawłata. Następnie funkcję tę obejmowali: Kazimierz Pietrzak, Karol Sroczyński, Janusz Tatarczuk, Mieczysław Maksimiuk, Antoni Oleksiuk.

W 1981 r. działalność Samorządu zawieszono. Wznowienie jego działalności następuje dwa lata później. Wtedy też odbywają się wybory do Rady Pracowniczej, a kolejne mają miejsce w 1985 r. Przewodniczącym rady na dwie kolejne kadencje zostaje Tadeusz Mitura.

Pierwszym oficjalnym związkiem zawodowym był Związek Zawodowy Pracowników Przemysłu Terenowego powstały w 1958 r. Jego przewodniczącym został wówczas Antoni Osowski, a po nim kolejno: Piotr Sobolewski, Antoni Oleksiuk, ponownie Piotr Sobolewski oraz Mikołaj Piotrowski.

Z końcem 1980 r. w SZO pojawiły się NSZZ „Solidarność” i NSZZ „Branżowy”. I choć związki w SZO powstawały od końca lat 50., to jednak realny i największy wpływ na poprawę jakości funkcjonowania pracowników w zakładach miał Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Pracowników SZO, powstały w 1983 r, po delegalizacji „Solidarności”. Jego inicjatorką była Katarzyna Malinowska.

W biuletynie wydanym z okazji 30-lecia funkcjonowania Siemiatyckich Zakładów Obuwia pojawiło się kilka słów oceny każdej ze wspomnianej powyżej organizacji i jej działalności. I tak kolejno czytamy, że:

(…) Przez wszystkie lata swej działalności organizacja partyjna w zakładach brała czynny udział w wytyczaniu i realizacji kierunków rozwoju przedsiębiorstwa, podnoszenia poziomu technicznego produkcji i poprawy warunków pracy. (…) Samorząd [Rady Robotniczej] autentycznie przyczynia się do rozwoju młodego przedsiębiorstwa. Bierze czynny udział w inicjowaniu współzawodnictwa pracy, ustalaniu i realizowaniu planów produkcji. (…) Z perspektywy 30-lecia działalności związków [zawodowych] w naszym zakładzie, nasuwa się spostrzeżenie, że działalność ta ograniczała się do obrony pracowników bez liczenia się z interesem przedsiębiorstwa, jego działalnością i rozwojem.”

Siatki dla Wietnamu i ZSRR

W 1957 r. SZO zatrudniały 265 osób, wyprodukowano 76,4 tys. par butów o wartości 11.976 zł, a średnia płaca pracownika wynosiła 750 zł. Największą liczbę pracowników, bo aż 823 zatrudniano w 1987 r., zakłady wyprodukowały wtedy 1.012,6 tys. par butów o wartości 1.526,6 tys. zł, a pracownikom płacono średnio 26.373 zł. W czasach, kiedy zakłady chyliły się ku upadkowi w 1993 r., w czasach szalejącej inflacji zatrudniano 203 osoby, produkowano 136,5 tys. par butów, a średnie wynagrodzenie pracownicze wynosiło… 2.749.400 zł.

- Buty trafiały do Związku Radzieckiego, NRD, Czechosłowacji, Węgier, Wietnamu. Ok. 600 tys. par butów szło na wschód. Wzory co pół roku przygotowywali konstruktorzy. Były one pokazywane na targach m.in. w Poznaniu i Düsseldorfie. Przyznawano im znaki jakości, które zwiększały na nie popyt. Najbardziej poszukiwanym obuwiem były damskie czółenka, ale nowością na rynku polskim były tzw. siatki. – opowiada były dyrektor zakładów, Stanisław Mazurek.

Do 1964 r. podstawowymi wytwarzanymi produktami były odzież skórzana i galanteria. Choć i w późniejszym okresie zakłady świadczyły usługi kuśniersko-krawieckie, a w 1984 r. pojawił się w mieście sklep firmowy. Czy poprawiło to sytuację dostępu mieszkańców do obuwia? Zdaniem moich rozmówców owszem, choć wiadomo, że w początkowej fazie funkcjonowania sklepu łatwiej zdobyć buty mogli pracownicy zakładów. Jak czytamy w biuletynie: „Często pracownicy świadomie ukrywali, że są pracownikami zakładu, gdyż w przeciwnym wypadku nieunikniona była pomoc w zakupie popularnych siatek”.

Zdarzały się jednak i kradzieże.

- Nie było ich wiele. Jeśli już coś ginęło, to całe buty, kawałki skóry, kleje. Zgodnie z tradycją zwalniało się takich pracowników – opowiada Stanisław Mazurek.

A tak okres ten wspomina jeden z byłych pracowników „Skór”:

- W latach 80., kiedy brakowało w sklepach wszystkiego, również i butów, można było kupić buty w naszym sklepie zakładowym. Buty nie tylko z naszego zakładu, ale też z innych, w ramach takiej wymiany międzyzakładowej. Ale to też nie było proste dla zwykłych roboli. Buty w sprzedaży były rzadko i nieraz trzeba było już w nocy ustawić się w kolejce do zakładowego sklepu, by coś kupić.

W ostatnich latach, kiedy zakład chylił się do upadku, dużo tam rozkradano. Kto chciał mógł sporo zarobić, wiadomo było że nic już z tego nie będzie i łatwo było wpisywać różne rzeczy w straty – opowiada pan Andrzej.

180 tuczników rocznie

Pod koniec lat 60. w Siemiatyczach powstaje Zasadnicza Szkoła Zawodowa „Obuwnik” (druga pojawiła się w 1985 r. w Mońkach). Średnio każdego roku opuszcza jej mury 20 absolwentów, gotowych do pracy w „Skórach”.

W początkowych latach funkcjonowania zakładu warunki socjalne nie były korzystne, sytuacja ulegała jednak poprawie w miarę rozwoju zakładów.

- Wiadomo, że w tamtych czasach były zakładowe fundusze socjalne, więc często jeździliśmy za darmo na wycieczki, dalsze i bliższe, były imprezy z różnych okazji, ogniska, zawody zakładów pracy. Dobrze zaopatrzony był tzw. magazynek sportowy, za darmo można było wypożyczać sprzęt sportowy, np. narty, łyżwy oraz sprzęt turystyczny. Obiady w stołówce zakładowej były za symboliczną cenę, można powiedzieć, że prawie darmo. Korzystałem też wraz z rodziną z naszych domków zakładowych w Wólce nad Bugiem. Nie pamiętam, czy coś się za nie płaciło, ale jeśli tak, to były grosze – wspomina pan Andrzej z Siemiatycz, były pracownik „Skór”.

Ponadto SZO dysponował zbiorem bibliotecznym liczącym 1227 książek, przyzakładową tuczarnią (średni chów wynosił 180 tuczników rocznie) w Klukowie, która zaopatrywała nie tylko kuchnię w POM-ie, skąd przywożono posiłki na stołówkę „Skór”, ale też zapewniała pracownikom i ich rodzinom dostęp do wyrobów wędliniarskich. Można było korzystać z funduszu mieszkaniowego. Wziąć pożyczkę na budowę domu, dofinansowanie wkładu na mieszkanie spółdzielcze lub remont mieszkania. Najbardziej potrzebujący, z reguły byli to młodzi absolwenci szkół rozpoczynający pracę w zakładach, mogli otrzymać jedno z 24 miejsc w mieszkaniach spółdzielczych przydzielonych zakładowi, które były przeznaczone na hotel.

Bardziej liczyli się z człowiekiem

Praca w oddziałach zrzeszonych pod szyldem Siemiatyckich Zakładów Obuwniczych wiązała się nie tylko z produkcją wyrobów skórzanych, ale też, a może i przede wszystkim, z zarządzaniem ludźmi, a tych zatrudniano sporo.

- Na początku funkcjonowania zakładu przestrzegano zasady, że administracja to koszty. W czasach najlepszego prosperowania pracownicy administracyjni stanowili maksymalnie 10% załogi. Konflikty bywają w każdym zakładzie pracy, ale nie powiedziałbym, że było to coś znaczącego - opowiada były dyrektor.

Tak natomiast przedstawia się sytuacja w „Skórach” z perspektywy byłego pracownika. - Przepracowałem tam dziesięć lat, aż do upadku zakładu. Pracowałem na różnych etapach produkcji, głównie na montażu. Człowiek był młody, cieszył się z pracy, chociaż na początku zarobki zwykłego robotnika należały do najniższej krajowej, ale wtedy różnice między zarobkami ludzi nie były tak wielkie jak teraz. Więcej zarabiali ludzie z doświadczeniem, fachowcy o dużym stażu. Różnie można oceniać dzisiaj rolę dyrektora Mazurka i całej kadry kierowniczej, biorąc pod uwagę to, że były to czasy tzw. komuny. Wiadomo, że każdy z nich pilnował swego interesu, ale stosunek do ludzi, do zwykłych pracowników był o wiele lepszy, niż dzisiaj jest to w zakładach prywatnych. Podejście było bardziej ludzkie, niestety ówcześni komunistyczni dyrektorzy bardziej liczyli się z człowiekiem niż dzisiejsi menadżerowie - opowiada pan Andrzej.

Do połowy lat 60. w siemiatyckim oddziale obowiązywał tryb jednozmianowy. Według planów produkowało się wtedy od 120 do 180 par butów dziennie. Było to jeszcze w czasach, kiedy SZO nie posiadały zaplecza magazynowego. Zakłady rozwijały się w kilku etapach. Początki mechanizacji produkcji to lata 1961-1963. Między 1965 a 1966 r. proces ten postępował, wtedy zadbano również o magazyny. W latach 1970-1973 ma miejsce przejęcie budynku po Białostockich Zakładach Galanteryjnych, oddano do użytku adaptowany oddział w Żytkiejmach, a w samych Siemiatyczach zaczęto używać nowej hali produkcyjnej i pomieszczeń magazynowych.

Łaska pańska…

Zakłady zwiększały swój potencjał produkcyjny, poprawiały się warunki pracy. Tak ten okres opisywany jest w jubileuszowym biuletynie: „Wraz z rozwojem zakładów rosła też ambicja załogi. Przejawem tego było podejmowanie wyższych zobowiązań produkcyjnych, realizacja zakładowych czynów społecznych oraz zbiórka środków pracowniczych na ufundowanie sztandaru, co stało się faktem w 1977 r.

Miarą naszych osiągnięć mogą być uzyskane w trzech kolejnych latach listy pochwalne Biura Politycznego KC PZPR i Prezydium Rządu. (…) W latach osiemdziesiątych pomimo burzliwego okresu w kraju załoga naszych zakładów pracowała sumiennie i bez większych zakłóceń. Załoga nasza chętnie poparła inicjatywę władz miasta w sprawie budowy pomnika T. Kościuszki, dając ogromny wkład finansowy.”

Tzw. wyższe zobowiązania produkcyjne narzucane były przez komitet PZPR, a zakładowe czyny społeczne były sposobem wymuszania na pracownikach pracy za darmo. Wtedy dyrekcja mogła pochwalić się tym w partii i otrzymać kolejny medal, a może też talon na fiata 125p albo nawet poloneza?

Przypomnijmy, że eufemizm "burzliwy okres", użyty w tej partyjnej broszurze, dotyczy sierpnia 1980. Początek zmian w Europie Wschodniej, wyzwalanie się krajów spod dominacji ZSRR. W zakładach obuwia powstała Komisja Zakładowa NSZZ Solidarność. Budowa pomnika Kościuszki nie budziła kontrowersji politycznych i wpisywała się w klimat zmian.

A listy pochwalne z KC PZPR? Cóż… Chwalenie się nimi, zaledwie rok przed początkiem definitywnego upadku systemu socjalistycznego, brzmi dość komicznie. Jednak wówczas dla wielu był to wciąż powód do dumy. A może pieniądze na tę broszurę otrzymano z PZPR i takie stwierdzenia były jednym z warunków uzyskania zgody na jego druk?

Co po „Skórach”?

Kłopoty SZO zaczęły się na początku 1990 r. w wyniku podniesienia oprocentowania zaciągniętych kredytów i zażądania przez bank PKO natychmiastowej spłaty kredytu zaciągniętego przez SZO. Organ założycielski, którym był Wojewoda Białostocki, nie był zbytnio zainteresowany ratowaniem zakładu. Dyrekcja zakładu oczekiwała poręczenia kredytu przez miasto. Głosy przedstawicieli w radzie miejskiej były podzielone, a dyskusje w tej sprawie podczas obrad były pełne emocji. Dowodem tego jest list radnej Haliny Strębskiej, opublikowany na łamach Głosu Siemiatycz 25 lutego 1994 r., w którym zarzuciła dyrektorowi zakładów, że jego wystąpienie do rady miasta o poręczenie 3 miliardów kredytu było „pozorowaniem działań ratunkowych”. Ostatecznie jednak rada podjęła decyzję o poręczeniu kredytu. Na niewiele się to zdało, gdyż SZO zbankrutowały tego samego roku. Wartość upadłego przedsiębiorstwa oceniono na 14 mld zł.

- Zaczynałem od butów dziecięcych, potem próbowałem trochę damskich, męskich, ale trzeba było skupić się na jednym rodzaju, żeby robić go dobrze. Tutaj działam od 1997 r. – mówi Mirosław Mazurek, współwłaściciel jednej z funkcjonujących na terenie byłych SZO firm. - Wtedy zakłady robiły 1 mln par rocznie, a my robimy ok. 20 tys. par butów dziecięcych. 10-15% rozprowadzamy za granicą. Zdarza się, że kiedy jest taka potrzeba, zatrudniamy ludzi z ulicy, którzy nie mieli wcześniej nic wspólnego z produkcją obuwia.

Dziś na terenie byłych już „Skór” funkcjonują cztery inne firmy. Galeria Mebli Ardej, Eko-But, PPH Bootman i Spółka cywilna „Mazurek”.

Eleni Kryńska, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot EK i arch /na fot. Stanisław Mazurek i Mirosław Mazurek, oraz zdjęcia z SZO z lat 70. XXw./

 

Z tej serii zobacz jeszcze:

http://siemiatycze.com.pl/siemiatycze/6301-nie-zapomniane-miejsca-siemiatycki-pom-kuznia-kadr.html

http://siemiatycze.com.pl/siemiatycze/6043-hortex-jak-mrozonki-zmienily-siemiatycze.html

http://siemiatycze.com.pl/siemiatycze/5818-kmicic-siemiatycka-legenda-prl-u.html

http://siemiatycze.com.pl/siemiatycze/5304-40-lat-zalewu.html

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

reklama

patronat

Do góry strony