Aktualności - Nurzec-Stacja
09 października 2016 21:46

Ćwierć wieku za organami

Tuż po maturze, latem 1990 r. zagrał po raz pierwszy oprawę muzyczną mszy w nurzeckim kościele i tak zostało na kolejne ćwierć wieku. Krzysztof Wawrzyniak niedawno obchodził 25-lecie swojej organistowskiej pracy w kościele parafialnym w Nurcu Stacji.

Jak sam mówi, to właściwie trochę przypadkiem zajął się posługą organistowską.

- Kiedy jeszcze byłem w podstawówce, może 6 – 7 klasa, śp. ksiądz Zenon Pietrzuczak podarował mi śpiewnik Siedleckiego. Powiedział żebym się z nim zaznajomił, może kiedyś mi się to przyda. Ale wtedy jakoś nie bardzo się garnąłem do tego. Śpiewnik odłożyłem na półkę. Później gdy byłem w szkole średniej, z kolegami założyliśmy zespół muzyczny – „Bajer”. Dwie gitary, perkusja i instrument klawiszowy. Ja grałem na gitarze basowej. Czasami zdarzało się, że trochę dla zabawy zamienialiśmy się instrumentami. Na jednej z takich imprez grałem więc na klawiszach. Ktoś z parafii to zobaczył i przekazał ówczesnemu proboszczowi, śp. księdzu Romanowi Trusiakowi, że Wawrzyniak potrafi trochę grać. A był to czas, kiedy w parafii już od kilku lat nie było organisty. Ostatnim organistą był Stanisław Markiewicz i jeśli dobrze pamiętam, to przestał pracować ok. 1982 r. – wspomina Krzysztof Wawrzyniak.

- Na krótko przed maturą ksiądz Trusiak zapytał mnie, czy nie mógłbym pograć w kościele. A że byłem ministrantem, ksiądz dobrze mnie znał, z liturgią również byłem zaznajomiony, to postanowiłem spróbować. Przyszedłem na mszę w dzień powszedni, to było już w czasie wakacji – sierpień 1990 r., po maturze, i zagrałem. Wielkich umiejętności wtedy nie miałem, jestem tego świadomy, ale podjąłem się tego jako pewnego rodzaju wyzwania dla mnie – dodaje Wawrzyniak.

Jak wspomina pan Krzysztof, na początku jego organistowskiej posługi sporo pomagał mu ówczesny proboszcz parafii, śp. ks. Roman Trusiak. Ponieważ sam znał podstawy gry na organach, to udzielał wskazówek, dużo rozmawiał. Po kilku latach grania na organach pan Krzysztof zadbał o formalne uprawnienia do wykonywania tego zajęcia, kończąc w latach 90. Diecezjalne Studium Organistowskie w Drohiczynie.

Zapytany o wady tej pracy nurzecki organista odpowiada:

- Na pewno nietypowy czas pracy. Większość czeka na piątkowe popołudnie, bo wtedy zaczyna weekend. Ja czekam na niedzielne południe, bo mój weekend zaczyna się właśnie w niedzielę po sumie i trwa do poniedziałku popołudnia. Bywa, że trzeba wstać od stołu, zostawić gości i jechać na nabożeństwo. A przecież bywają też zupełnie nieplanowane wydarzenia, jak np. pogrzeby, i one też wymagają dyspozycyjności. Moja rodzina już się do tego przyzwyczaiła.

Wynagrodzenie za swoją posługę Wawrzyniak otrzymuje raz w roku. Od lat w okresie przedświątecznym roznosi po domach nurzeckich parafian opłatek. To, co parafianie złożą jako ofiarę, jest jego wynagrodzeniem (plus gratyfikacja za oprawę podczas ślubów czy pogrzebów). Czy wypłata raz w roku nie jest minusem?

- Trudno to nazwać pracą. To jest raczej posługa. W takich małych parafiach nie można utrzymać się wyłącznie z grania. Zajmuję się rolnictwem, w tej dziedzinie też nie ma stałych, miesięcznych dochodów, więc trzeba tak zarządzać, by wystarczyło na cały rok – odpowiada Krzysztof Wawrzyniak.

A zalety bycia organistą?

- W ciągu dnia jest dużo wolnego czasu, który można poświęcić na inne zajęcia. Tak naprawdę organistą jestem przez 10-12 godzin w tygodniu, to nie jest dużo. Na pewno też zaletą jest obcowanie w takiej formie z Bogiem, z modlącą się wspólnotą, z muzyką liturgiczną, która jest piękna.

Pan Krzysztof współpracował z trzema proboszczami. Swoją organistowską posługę rozpoczynał za czasów śp. ks. Romana Trusiaka, później przez ponad 18 lat pracował z ks. Jerzym Olszewskim. Od ponad roku współpracuje z obecnym proboszczem nurzeckiej parafii, ks. Piotrem Klejzerowiczem. Podczas sierpniowej mszy niedzielnej proboszcz w imieniu całej wspólnoty parafialnej złożył panu Krzysztofowi życzenia z okazji jubileuszu i wręczył pamiątkową ikonę. Wcześniej błogosławieństwa na dalsze lata organistowskiej posługi udzielił biskup drohiczyński, Tadeusz Pikus.

Panu Krzysztofowi życzymy sukcesów i zdrowia na następne lata pracy.

Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. emi

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

patronat

patronat

reklama

reklama

Do góry strony