reklama

Aktualności - Nurzec-Stacja
25 listopada 2017 19:12

Złote i diamentowe gody

W niedzielę, 19 listopada, w nurzeckiej remizie odbyła się uroczystość złotych oraz diamentowych godów par małżeńskich z terenu gminy. W tym roku jubileusz 50 rocznicy ślubu obchodzi 10 par, jedna zaś świętuje 60 lat wspólnego życia.

Głównym punktem uroczystości było wręczenie jubilatom „Medali za długoletnie pożycie małżeńskie” nadanym przez Prezydenta RP. W pozostałej części jubileuszu był marsz weselny, tradycyjna lampka szampana, życzenia od wójta gminy Piotra Jaszczuka i kierownika Urzędu Stanu Cywilnego Wioletty Liany, kwiaty, upominki, poczęstunek i występ „Niezabudek”. Jak akordeon gra, to przecież i tańca nie mogło zabraknąć, dlatego niemal wszystkie pary znalazły się na parkiecie.

Diamentowe gody świętowali Lidia i Mieczysław Bonisławscy z Nurca-Stacji, zaś złoty jubileusz obchodzili: Zofia i Jan Borysiukowie z Moszczony Pańskiej, Maria i Jerzy Grygorukowie z Klukowicz, Krystyna i Józef Jaszczukowie z Nurca-Stacji, Waleria i Marian Klimczukowie z Nurca-Stacji, Tatiana i Michał Kulgawczukowie z Wólki Nurzeckiej, Halina i Stefan Mielniczukowie z Werpola, Nina i Mikołaj Pyzowscy z Moszczony Pańskiej, Nina i Antoni Szwecowie z Tymianki, Zinaida i Piotr Terebunowie z Klukowicz oraz Lidia i Aleksander Weremczukowie z Tymianki.

Pani Tatiana Kulgawczuk z Wólki Nurzeckiej zapytana o to, co by dziś zmieniła po tych 50 latach wspólnego życia, mówi:

- Różnie było, ale było dobrze. Tylko trochę za szybko to przeleciało. Oboje jesteśmy z Wólki, ja wychowałam jego, a on mnie. Na pracy życie zeszło. Po tych 50 latach to zmieniłabym tylko to, żeby życie było trochę bardziej wesołe. Ale jak to zrobić? Zajmowaliśmy się gospodarstwem. Dziś wieś to zabytek, ludzi nie ma, tylko w chacie i telewizor na okrągło. Kłóciliśmy się nieraz, ale nigdy na długo. To ja zawsze wyciągałam rękę na zgodę, bo stale zaczepiałam czy prosiłam, a to do jedzenia, a to do czegoś innego.

Ze swoich młodych lat państwo Kulgawczukowie miło wspominają zabawy taneczne, na brak których dziś narzekają.

- Pierwsza była ze mnie tańcownica. Byle tylko zagrali, gdzieś zaśpiewali, moje nogi już same się rwały. Dziś tego brakuje. Człowiek chce do ludzi, patrzy gdzie tylko jakie wesele, impreza. Dziś jak panie zaśpiewały, to ja razem z nimi i jakoś od razu lepiej na duszy się zrobiło – mówiła pani Tatiana.

Redakcja „Kuriera Podlaskiego – Głosu Siemiatycz” życzy jubilatom kolejnych pięknych rocznic.

Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. emi

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

reklama

patronat

Do góry strony