reklama

Aktualności - Sarnaki
19 lipca 2017 22:59

Kultura w jednym pomieszczeniu

Od 1 czerwca Gminnym Ośrodkiem Kultury w Sarnakach zarządza nowa dyrektor. Stanowisko dotąd zajmowane przez Teresę Jakubińską, która przeszła na emeryturę, powierzono Magdalenie Rudnik.

Ma 36 lat, z wykształcenia jest filologiem klasycznym (absolwentka KUL), ale również dyplomowanym instruktorem tańca jazzowego i muzykoterapeutą.

- Pracę w zawodzie filologa klasycznego trudno było znaleźć. W międzyczasie zainteresowałam się kulturą, przyszłam tu na staż i dalej jakoś się to potoczyło. A że lubię pracować z ludźmi, lubię jak coś się dzieje, lubię organizować imprezy, dlatego zostałam tu – mówi Magdalena Rudnik.

Przed konkursem na dyrektora pracowała w GOK-u na jedną czwartą etatu jako instruktor tańca.

- Co spowodowało, że zdecydowała się pani ubiegać o stanowisko dyrektora tej placówki?

- To wyszło w sposób naturalny. Mam tyle pomysłów, tyle rzeczy chciałabym tu zrobić, że nawet nie wyobrażałam sobie, że mogłabym nie spróbować. Dobrze się tu czułam, czułam, że to moje miejsce. A że pojawiła się szansa, więc spróbowałam.

- Z tego co wiem, w konkursie startowały jeszcze dwie inne osoby. Co było Pani atutem?

- Myślę, że przede wszystkim doświadczenie i to, że jestem stąd. Tutaj pracowałam, znam możliwości tego ośrodka, tego środowiska i zdaję sobie sprawę z możliwości i ograniczeń. Realnie patrzę na to co można a czego się nie da. Pomysły miałam adekwatne do sytuacji – takie, które można będzie wykonać i nie zostaną one tylko na papierze. Znam tu wszystkich – to na pewno duże ułatwienie.

- Jak ocenia pani stan kultury w gminie Sarnaki?

- Nie jest łatwo i nie będzie łatwo. Skromne warunki lokalowe, brak sali widowiskowej. Gdyby próbować coś organizować, to w grę wchodzi tylko plener. A wiadomo, że pogoda bywa kapryśna i całą pracę może zniweczyć. Wszystkie imprezy, które robimy oraz wszelkie formy działalności przy GOK-u w tym jednym pomieszczeniu. Mamy jeszcze do dyspozycji świetlicę wiejską, która jest w budynku OSP, ale jak coś trzeba zorganizować, to wszystko musimy przenieść, nagłośnienie, dekorację. W GOK-u mamy dwa etaty, w tym cały mój i jeszcze dwie inne panie na części etatu. Nie mamy żadnego mężczyzny. Nie możemy tam też tego zostawić, ponieważ do budynku mają dostęp różne osoby i instytucje. Liczę na to, że w ciągu tych trzech lat warunki lokalowe się jakoś zmienią. Może uda się zdobyć pieniądze na remont i zagospodarowanie tej starej części za ścianą, w której dawniej znajdowało się kino.

- No dobrze, ale stan kultury to nie tylko warunki lokalowe, to również potencjał w ludziach.

- Potencjał w ludziach jest i nie ma. Osób regularnie przychodzących jest garstka. Nie wiem z czego to wynika – może wstyd, może brak czasu. Na ostatnim Dniu Sarnak robiłam ankiety, które posłużą do przeprowadzenia diagnozy potrzeb kulturalnych w gminie.

- Jakie formy działalności w tej chwili funkcjonują w GOK-u?

- Mamy kilka zespołów: zespół śpiewaczy „Aura”, mandolinowo-gitarowy, zespół sezonowy kolędniczy Herody. Działa też kabaret „Łzy sołtysa”, teatr lalkowy oraz zespół młodzieżowy „Siódma rano”. Prowadzimy naukę gry na instrumentach (keyboard i gitara). Odbywają się zajęcia taneczne, z którymi teraz mamy przerwę do września. Wszystkie te formacje mają do dyspozycji tylko to jedno pomieszczenie. Ja zajęcia taneczne prowadzę w sali gimnastycznej w szkole, co ma też swoje plusy. Po pierwsze są lustra, a po drugie mam bezpośredni dostęp do dzieci. Idę na świetlicę i zabieram dzieci, które się zapisały na tańce, a dzięki temu mam w miarę sporą grupę. Gdybym tak miała liczyć na to, że rodzice przyprowadzą, to byłoby może z 5 osób. Nie zależy ludziom za bardzo.

- Co zamierza Pani zrobić, żeby to życie kulturalne w gminie trochę ożywić?

- Stawiam w tym roku na kobiety. Po raz drugi zorganizowałam dla kobiet warsztaty taneczne z okazji Międzynarodowego Dnia Tańca, w tym roku było jeszcze więcej osób i wszystko wskazuje na to, że to się przyjmie i będzie rozwijać.

- A jak pani werbuje te kobiety?

- Są ogłoszenia, plakaty, ulotki. Jest informacja na Facebook’u.

- Jaka była średnia wieku tych pań?

- Były i osoby młodsze i starsze, średnia myślę jakieś 32. Zamierzam zrobić oddzielne zajęcia 50+, gimnastyka połączona z tańcem. Tak naprawdę stawiam w tym momencie na kobiety i na dzieci. Do tych grup akurat mam największy dostęp.

- Dopytywałam o ten sposób docierania do mieszkańców i średnią wieku nie przez przypadek. Spotkałam się bowiem z opiniami mieszkańców z terenu gminy Sarnaki, którzy mówili, że ich zdaniem w tym GOK-u nic się nie dzieje, a jeśli już, to zajęcia są albo dla seniorów, albo dla dzieci, a środek wiekowy jest jakby zupełnie pomijany.

- Poniekąd to prawda. Odbiorców pozyskuje się w bezpośrednim kontakcie. Na plakaty rzadko kto reaguje. Taki przykład – jakiś czas temu przeszedł nam projekt z Ministerstwa Kultury na bezpłatne wyjazdy do teatru. Każdy uczestnik miał możliwość jechać na trzy różne spektakle. Chodziło o to, żeby zobaczyć trzy różne budynki, miasta, ale też i formy teatralne, bo był balet, dramat itp. Weszłam we współpracę z pomocą społeczną, oni mieli do rozdysponowania ileś tam miejsc. W jeden dzień wszystko zdołali przydzielić, dlatego że podzwonili po ludziach bezpośrednio. A ogłoszeniem niewiele osób się zainteresowało. Poprzednia pani dyrektor z racji wieku miała większy kontakt z seniorami, więc się nimi zajęła. Ja miałam tylko kilka godzin, więc zajęłam się dziećmi. Teraz jestem na całym etacie, a ten środek jest rzeczywiście ważny, więc mam nadzieję, że jakoś uda się to zmienić. Dlatego też tak ważna jest dla mnie opinia mieszkańców Sarnak – chcę się dowiedzieć jakie mają potrzeby i oczekiwania.

- A wracając do nowych pomysłów?

- Chciałabym jeszcze w tym roku ruszyć tzw. rodzinnymi niedzielami w GOK-u. Byłaby to jedna niedziela w miesiącu, w której udział brałyby dzieci z rodzicami. I wtedy właśnie dorośli mogliby obejrzeć działalność swoich dzieci, np. w teatrzyku, ale też byłyby jakieś zajęcia angażujące. Mam zamiar również organizować nieduże imprezy przy okazji takich dni jak Światowy Dzień Muzyki, Międzynarodowy Dzień Tańca, tak, by powoli ściągać ludzi. Chciałabym nawiązać współpracę placówkami oświatowymi, z innymi okolicznymi ośrodkami kultury oraz stowarzyszeniami. Nasz budżet jest niewielki, ale jest. Nie mamy natomiast rąk do pracy. Są stowarzyszenia, które mają ręce do pracy, mają fajne pomysły, ale nie mają pieniędzy. Może jakoś udałoby się to połączyć. Z rozmów odczytuję, że ludzie mają oczekiwania wobec mnie i może nieskromnie to zabrzmi, ale mam nadzieję, że uda się to środowisko ożywić. Czas pokaże jak to wyjdzie. Z innymi pomysłami będzie gorzej, bo potrzebne są środki finansowe, a z tym nie jest najlepiej. Liczę też trochę na projekty, ale wiadomo jak to jest – przejdzie jeden na ileś.

- Chyba od tego m.in. jest dyrektor, nowy, kreatywny, z pomysłami, żeby zadbać o finanse, o sponsorów.

- Tak, już w tym roku na Dniu Sarnak było więcej sponsorów niż zazwyczaj.

- Jak się pani odnajduje w sytuacji dość nietypowej - dotąd była pani podwładną poprzedniej pani dyrektor, a teraz jest pani jej szefową.

- Poprosiłam panią Teresę, żeby została, bo to ona prowadzi zespół mandolinowy i kabaret „Łzy sołtysa”. Jestem tym stanowisku od 1 czerwca, a 9 lipca od razu był Dzień Sarnak, więc potrzebowałam i jej doświadczenia, i pomocy. Pierwsze dni może były trochę dziwne, ale z upływem czasu wszystko się poukładało.

- Jak ocenia Pani tegoroczny Dzień Sarnak?

- W pewnym sensie to był skok na głęboką wodę, ponieważ po miesiącu urzędowania musiałam sprostać zorganizowaniu takiej imprezy. Wydaje mi się, że wszystko się udało, choć mieliśmy w okolicy sporą konkurencję - w Siemiatyczach, w Konstantynowie, w Drohiczynie były przecież duże imprezy. Liczyliśmy się z tym, że frekwencja nie będzie duża, ale wg mnie do godz. 20.00 było więcej ludzi niż zazwyczaj.

- Było coś, co różniło tegoroczną edycję tej imprezy od poprzednich?

- W tym roku połączyliśmy Dzień Sarnak z otwartymi dniami OSP. Program się fajnie spinał i uzupełniał, bo w momencie, w którym na scenie instalował się zespół, strażacy zaproponowali swoje pokazy albo jakie konkursy i to się wszystko fajnie uzupełniło, nie było nudy. Uważam, że impreza się udała.

- GOK jest czynny od 14.00 do 19.00, ale są wakacje, więc wydaje się, że właśnie teraz powinien tętnić życiem?

- Tak zgadza się, ale nie ukrywam, że dotąd miałam na głowie Dzień Sarnak. Teraz już spokojnie, na dniach zaczniemy wprowadzać wakacyjne zajęcia dla dzieci – takie półkolonie. Jeszcze w lipcu jeden termin, drugi w sierpniu. Będą to zajęcia stacjonarne, dla każdego terminu przewidziana jest jedna wycieczka.

- Półkolonie w trzy osoby? Chyba że do pomocy jest jakiś wolontariat?

- Nie, same się tym zajmujemy. Z wolontariatem ruszymy, bo to też miałam zawarte w swoim programie, od września. Trzeba się z młodzieżą poznać i nawiązać kontakty, które się trochę urwały, ponieważ przez ostatni rok byłam na urlopie macierzyńskim.

- Dziękuję za poświęcony mi czas i rozmowę. A w nowej roli życzę wyłącznie sukcesów.

Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. emi

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

reklama

patronat

Do góry strony