reklama

Aktualności - Siemiatycze
11 stycznia 2015 19:58

Zabiorę Cię do Brukseli

Trochę ciasno zrobiło się w miejskiej bibliotece w Siemiatyczach wieczorem 29 grudnia, w czasie spotkania autorskiego z Agnieszką Korzeniewską, autorką nietypowego przewodnika po Brukseli zatytułowanego "Zabiorę Cię jesienią do Brukseli". Czy powodem była okazja do spotkania z koleżanką z dawnych lat, czy ciekawość poznania autorki - nie wiadomo, niemniej jednak spotkanie było sympatyczne.

Nakład praktycznie się wyczerpuje, są propozycje przetłumaczenia książki na język francuski i angielski.

- Szczerze mówiąc trochę mnie to zaskakuje, bo wszystko dzieje się poza mną - mówiła pani Agnieszka. - Jest mi strasznie miło, kiedy docierają do mnie sygnały, że ta moja pisanina się spodobała. I w sumie nie robiłam ani wielkich akcji promocyjnych, znajomi, rodzina przekazują sobie informacje.

Pani Agnieszka podkreślała kilkukrotnie, że nie czuje się pisarką, a książka to zasługa bliskich jej osób, przyjaciół, którzy znając blog, namawiali ja do opublikowania tego, co tworzyła albo w Internecie, albo po prostu do szuflady:

- Bo moja przygoda z pisaniem zaczęła się tak jakoś sama z siebie. Pewnie jak wiele dziewczynek pisałam dziennik, w grubym zeszycie, potem, w podobnym grubym zeszycie, "pisałam powieść" - jak to nazywałyśmy z koleżanką. A potem, już w dobie Internetu, dzięki młodszemu pokoleniu poznałam Internet. Wtedy właściwie poznałam reakcję na moje pisanie. Zaczęli do mnie pisać ci, którzy zaglądali na mój blog, komentowali, dziękowali za dobre słowo, za jakieś wsparcie, a nawet za opisanie ich historii, gdzie oczywiście to nie była ich historia, tylko że większość z nas na emigracji przeżywało to samo.

I stąd właściwie wziął się pomysł zaproszenia Czytelników do Brukseli: - Ja uwielbiam wychodzić wieczorem z psem. Wtedy lubię podpatrywać życie innych, zaglądać do okien. Nie ze wścibstwa, ale tak po prostu, jestem ciekawska. Lubię obserwować. Uważałam też, że trzeba napisać o nas, Polakach, którzy stanowią tam czwartą grupę etniczną. I poniekąd też w hołdzie tym, którzy tworzyli podwaliny naszego pobytu w Belgii, bo czym są obecne emigracje, a te z lat osiemdziesiątych. Kiedy nie ma wiz, kiedy znamy języki, dzieci jadą do rodziców, wnuki do dziadków. Książka to też taka trochę próba przełamania naszych kompleksów, że przecież tam też jesteśmy u siebie. Może nie w takim kontekście, jak to niektórzy będąc w Siemiatyczach mówią, że "tam u nas w Belgii", tylko podkreślając, że u siebie jestem i tu na Podlasiu i tam w Brukseli.

W czasie spotkania nie zabrakło żartów typu "Siemiatycze to stolica Polski" (jak myśleli niektórzy Belgowie), pytań (bez odpowiedzi) ile jeszcze Bruksela może wchłonąć emigrantów. Miłym akcentem było też wspomnienie męża pani Agnieszki, Dariusza Korzeniewskiego. Pan Darek jest autorem wielu zdjęć czy na blogu, czy opublikowanych w książce, ale nigdzie nie jest wymieniony. Jedna z uczestniczek spotkania zapytała właśnie o zdjęcia:

- No i spalił się mój pomysł na promocje książki - żartował Korzeniewski. - Bo myślałem, że złożę doniesienie o bezprawnym wykorzystaniu moich zdjęć w książce, bez podania źródła, czyli o naruszeniu praw autorskich i taki skandal spowoduje, że o książce zrobi się głośno...

Ale jak widać skandal nie jest potrzebny, byśmy chcieli czytać o sobie.

Anna Kondraciuk, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. AK

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

reklama

patronat

Do góry strony