Aktualności - Siemiatycze
15 lutego 2017 23:56

Wygaszanie gimnazjum na Świętojańskiej

15 lutego (środa) radni z Siemiatycz obradować będą między innymi nad projektem dostosowania sieci szkół podstawowych i gimnazjów do nowego ustroju szkolnego. W projekcie uchwały czytamy, że Gimnazjum Publiczne Nr 1 im. Ignacego Gilewskiego w Siemiatyczach z siedzibą przy ul. Świętojańskiej 25 będzie funkcjonowało do czasu wygaszenia kształcenia, do 31 sierpnia 2019 r. Czyli do czasu, kiedy obecne I klasy zakończą edukację.

W piątek 10 lutego w sali konferencyjnej urzędu spotkali się nauczyciele z gimnazjum, przedstawiciele rady rodziców, dyrektorzy miejskich szkół, inspektor ds. oświaty, burmistrzowie, skarbniczka i sekretarz miasta, przedstawiciele związków zawodowych. Spotkanie miało na celu zaprezentowanie najlepszego wg burmistrza i urzędników rozwiązania dostosowania szkół w Siemiatyczach do nowej ustawy oświatowej. Niektórym puszczały nerwy. Pozostaje pytanie w imię czego te emocje? Chodziło o dobro dzieci, dobro miasta czy dobro prywatne?

- Przepisy dopuszczają różne możliwości – rozpoczęła Barbara Anasińska, inspektor ds. oświaty w siemiatyckim urzędzie. - Żadna nie zadowoli wszystkich. W naszej propozycji braliśmy pod uwagę, żeby szkoły były dostępne i nieprzepełnione, i żeby zachować ciągłość pracy nauczycieli, pracowników administracji czy personelu pomocniczego. W przypadku wygaszania gimnazjum zyskamy na czasie. Mielibyśmy czas na zagospodarowanie miejsc pracy dla państwa, np. w innych placówkach, w zamian za pracowników odchodzących na emeryturę. Po naprawdę głębokiej analizie, popartej audytem firmy zewnętrznej, proponujemy w szkole podstawowej nr 1 stworzyć szkołę ośmioletnią, podobnie w obecnym zespole szkół, który funkcjonowałby z ośmioletnią szkołą podstawową i klasami dotychczasowego gimnazjum, aż do jego wygaśnięcia. Wygaszamy gimnazjum nr 1, kiedy obecni pierwszoklasiści zakończą III klasę. Uchwała będzie konsultowana z kuratorium i związkami zawodowymi. Obie instytucje mają 21 dni na wydanie swoich opinii.

- Przeanalizowaliśmy wszystkie przypadki, które były możliwe do rozpatrzenia. Jedynym naszym wrogiem jest demografia i to, że mamy mało uczniów. A wiem, że szacunki mówią, że za rok będziemy mieli o kolejnych 70 uczniów mniej. Podjęliśmy decyzję, niekoniecznie najlepszą ekonomicznie, bo najekonomiczniej byłoby po prostu połączyć te dwie szkoły (czyli gimnazjalistów ze Świętojańskiej przenieść do SP1 na Ogrodową– AK), ale kierowaliśmy się dobrem dzieci i też nauczycieli. Stąd ta decyzja najbardziej chroniąca wszystkich. Pracownicy obsługi, cokolwiek by w budynku szkoły nie powstało, będą mieli pracę, bo nadal ten metraż trzeba będzie posprzątać, utrzymać. Panie kucharki – mamy kilka innych miejskich jednostek, jest żłobek, są przedszkola, inne szkoły. Rozmawialiśmy z dyrektorami, którzy mają nas informować o każdym wolnym etacie, wiemy też, że niektórym zbliża się emerytura.

Zdaniem burmistrza, co potwierdził dyrektor "jedynki" Radosław Kondraciuk, część nauczycieli znajdzie pracę w podstawówce: - Trudno mówić o czymś, co jest w sferze planowania, natomiast ze wstępnych moich wyliczeń wynika, i jeśli moje szacunki się potwierdzą, to na przestrzeni 2 lat jestem w stanie jakąś część etatów zagospodarować. To może być 12-14 osób, ale podkreślam, w zależności od sytuacji, od arkusza, konkretnych ilości godzin. Oczywiście już wiadomo, że nie można mówić o pełnych etatach np. w przypadku chemika, który będzie miał 6 godzin, ale ta osoba będzie potrzebna.

- Wiemy, że w przedszkolach jest 6 pań nauczycielek, które za dwa lata osiągną wiek emerytalny – dodała Anasińska. - Poza tym nawet jakbyśmy chcieli od razu zamknąć gimnazjum, to nie jesteśmy w stanie wypłacić wszystkim odpraw. Jest to kosztowne, wtedy trzeba by było wstrzymać wszystkie inwestycje, by wypłacić odprawy.

By pomieścić wszystkie dzieci, planowana jest też zmiana obwodów, dzieląca miasto na „do rzeki” i „od rzeki”:

- W najlepszych czasach zespół szkół z oddziałami integracyjnymi miał ponad 1300 uczniów, teraz ok. 430. W przyszłości, po zmianie obwodów planujemy, że będzie to ok. 500. Myślę, że spokojnie się wszyscy zmieszczą. Druga szkoła, jedynka, w czasach świetności – miała ok. 650 uczniów, teraz po zmianach planujemy, że będzie ok. 550, góra 600 - mówiła Anasińska.

Tadeusz Nazarewicz, przewodniczący organizacji międzyzakładowej NSZZ Solidarność pracowników oświaty i wychowania w Siemiatyczach, dopytywał o tzw. drugą zmianę w jedynce. Odpowiadał dyrektor Kondraciuk:

- II klasy mają drugą zmianę. Ale wszyscy, i pierwsza zmiana, i druga zmiana, najpóźniej kończą lekcje o 14.30. Druga zmiana zaczyna lekcje o 10.35 czy 9.40. Czy jest to uciążliwe? Nie docierały do mnie takie sygnały. Mam trzy sale, które miały być przeznaczone na inne cele, spokojnie te 100 dzieci więcej pomieścimy. Świetlica jest przygotowana na 114 osób. Jeżeli mówimy o stołówce i możliwości korzystania z obiadów, można dostosować długość przerw, zrobić dodatkową obiadową. Baza sportowa? Letnią mamy doskonałą, zimowa jest u mnie najsłabsza. Ale to zadanie moje i moich nauczycieli wychowania fizycznego zrobić tak, by dzieci miały jak najlepiej.

Na pytanie czy rozważana była opcja podzielenie szkół na trzy podstawówki, burmistrz odpowiadał: - Tak, ale wtedy musiałyby być zwolnienia i w jedynce, i w trójce, jak też w szkole, która powstałaby zamiast gimnazjum. Nas determinuje liczba uczniów. Ona się nie zwiększy przez to, że będzie więcej szkół.

Wiktor Wolszczuk zapytał o możliwość stworzenia szkoły nr 1 w dwóch budynkach i warunki do przeprowadzenia lekcji wychowania fizycznego w obecnych warunkach.

Radosław Kondraciuk odpowiedział pytaniem: – Ale dbamy o dobro ucznia czy kadry? Na pewno problem w tym jak zarządzać placówką w dwóch miejscach, bo nadal będzie to jedna szkoła. Ale nic nie jest niemożliwe. W zależności jaka będzie ostateczna decyzja, tak będziemy ustalać godziny wychowania fizycznego. Za zgodą burmistrza czy dyrektora MOSiRu część zajęć możemy przeprowadzać na obiektach miasta.

- Chcę podkreślić – mówił burmistrz, - że z hali mogą korzystać wszystkie jednostki, to nie jest hala gimnazjum. Tak samo mogą na nią przyjść uczniowie z innych szkół, przedszkolaki. Tak samo będzie z basenem. Może na początku będzie trudno, ale da się to zrobić, dyrektorzy na pewno sobie poradzą.

Tadeusza Nazarewicza interesowała też kwestia co będzie w budynku po gimnazjum.

- Potrzeby są bardzo duże – odpowiadał Siniakowicz, - ale nie w tym celu się spotkaliśmy. Poza tym gimnazjum jeszcze będzie przez 2 lata funkcjonowało. Zapewniam pana, że jeszcze trzy takie szkoły byśmy zagospodarowali. Szkoła muzyczna ma bardzo słabe warunki, MOPS, organizacje pozarządowe nie mają gdzie się spotkać, MOSiR mieści się w urągających warunkach. Mogę przytaczać takie przykłady i to najmniejszy problem, by budynek był zagospodarowany, stąd to co powiedziałem wcześniej - panie sprzątaczki na pewno będą miały gdzie pracować.

I w tym momencie zakończyła się ta przyjemniejsza część spotkania.

Elżbieta Jakubiuk: – Jestem pedagogiem, mój etat kończy się za 2 lata. Nie osiągam jeszcze praw emerytalnych. Jakie są rozwiązania dla mnie? Chcę wiedzieć już, nie za 2 lata, by już teraz szukać dla siebie rozwiązań. Pani minister mówi o specjalistach, doradcach zawodowych, że będą potrzebni. Czy zaplanowaliście państwo coś takiego? Ja podjęłam doskonalenie zawodowe, chcę się dokształcić, przekwalifikować i myślę, że wielu nauczycieli tak by chciało, ale nie wiedzą, czy to będzie potrzebne, czy to w ogóle ma sens. Czy macie w planach zatrudnianie takich ludzi? Czy macie pomysły na zagospodarowanie takich etatów, dla których nawet cząstki etatu nie będzie, typu chemia, fizyka, języki obce. Mają powstać etaty dla metodyków, czy u nas to jest prawdopodobne, tak byśmy mieli czas na dokształcanie, przekwalifikowanie się. Czy sami szukamy pomysłu na siebie, czy mamy jakąś pomoc od państwa? Samorządy ościenne, Białystok, już wiedzą jak zagospodarują swoich pracowników. My nic nie wiemy i państwo nie wiecie, co z nami będzie. A to bardzo ważne kwestie, które będą rzutowały na funkcjonowanie edukacji przez najbliższe 2 lata.

- Pani minister ma masę pomysłów na zagospodarowanie wszystkich nauczycieli. Wręcz zapewnia, że będzie za mało nauczycieli na pomysły, które ma. W jakiś sposób pomagamy wam przejść przez tą zmianę, ale nie wymagajcie państwo od nas, byśmy mieli złote rozwiązania na to, co będzie, bo po prostu tak samo jak wy - nie wiemy co dalej będzie, jakie będą pomysły i posunięcia. Mam nadzieje, że przez te 2-3 lata, które zyskamy podczas wygaszania gimnazjum, będziemy nad tym pracować i dostosowywać się do nowego prawa oświatowego – odpowiadała Barbara Anasińska. - Odpowiadając na pani pytania - mamy w planach to, by zyskać na czasie i dostosować się do nowego prawa oświatowego. Wszystkie nowe pomysły pani minister będziemy wdrażać, nad tym pracować. Dlatego nie likwidujemy od razu waszej szkoły, tylko wydłużyliśmy ten czas, by zaplanować pewne rzeczy.

- Jeżeli chciałbym byście liczyli wyłącznie na siebie, wybralibyśmy pierwszą wersję, że już teraz zamykamy szkołę. Dajemy wam szansę zaplanowania rozwoju, zapewniając też pracę przez te 2-3 lata - podsumował burmistrz.

Inspektor Anasińska zwróciła uwagę na finanse: - Musimy brać pod uwagę koszty utrzymania szkoły, w tym roku gimnazjum nr 1 będzie nas kosztowało 2.460.468 zł, z tego 1.542.284 zł subwencji, reszta 918.183 zł to środki z budżetu miasta. W tym roku MEN zrobiło też tak, że w listopadzie poinformowało nas, że sześciolatki dostaną subwencję. Do tej pory tych pieniędzy nie dostaliśmy.

Joanna Gołubkiewicz zapytała czy nie można w wygaszanym gimnazjum powołać szkoły średniej, technikum.

- Decyzję na utworzenie takiej szkoły wydaje starostwo. Nie wierzę, by wydało nam decyzje pozytywną, samemu mając problemy ze swoimi szkołami, w których też jest za mało uczniów. W trójce był pomysł powołania liceum katolickiego. Pomysł nie upadł, ale czy to dojdzie do skutku – nie wiadomo – odpowiadał burmistrz.

Burmistrz zapewniał też, że nie będą w siemiatyckich szkołach zatrudniani ludzie spoza miasta, że pierwszeństwo w zatrudnieniu będą mieli ci z gimnazjum.

Przedstawicielka rodziców stwierdziła, że rodzice nie wiedzą o tej reformie, nie są poinformowani o tym, która szkoła zostaje. - Po pierwsze co mieli wiedzieć, kiedy dopiero teraz uchwałę radni będą podejmowali... Druga kwestia - co to zmienia dla rodziców? Teraz wysyłają dzieci do jednej z dwóch szkół i tak będzie po reformie. A o reformie jako takiej to chyba każdy słyszał.

– Mówimy o pieniądzach, że oświata kosztuje. Szkołę przy Świętojańskiej zamykamy od 20 lat, bo była za droga. Ale wszystko kosztuje. Oświetlenie kosztuje, kultura kosztuje (...) - mówiła Elżbieta Jakubiuk.

- No właśnie, nam to się musi opłacać. Państwo zwracacie uwagę wyłącznie na własne dobro, my patrzymy na dobro całego miasta – odpowiadał burmistrz.

- Panie burmistrzu niech pan mi pokaże człowieka, który nie widzi i nie dba o własny interes. Byłby to głupiec, tak to nazwę – kontynuowała Jakubiukowa.

Na tę wypowiedź obruszył się i burmistrz i Tadeusz Nazarewicz.

- Może zostałam źle zrozumiana, może powiem inaczej. Żebym nie dbała o swój własny interes, o moją przyszłość, to byłabym po prostu głupcem. Gdybym powiedziała, że tylko ten interes szkoły i dziecka jest ważny, to bym była głupcem.

- Pani podsumowała całe spotkanie – że pani dba o własny interes. My staramy się dbać o interes miasta, dzieci, pozostałych nauczycieli. Nie dojdziemy do porozumienia, bo te interesy się rozjeżdżają

- Ja powiedziałam, że dbam również o swój interes. Złotówka przez nas zarobiona, to 50 groszy dopłacane. Nie dbamy o czas, angażujemy się, przynosimy pomoce naukowe. Dla nas to misja. Upominamy się o swoje miejsce pracy, o swoje interesy, jak można o tym nie pamiętać, jak można deprecjonować, że o to walczymy.

- Nikt absolutnie nie deprecjonuje państwa pracy i zaangażowania - odpowiadała inspektor Anasińska. - Nie sądziłam, że będę to czytała, ale chciałabym państwu zacytować fragment z audytu niezależnej firmy zewnętrznej, która przeanalizowała naszą sytuację, wszystkie dokumenty. Wniosek jest jeden. Wydatki na oświatę rosną, a grupa nauczycieli jest zbyt wysoka w stosunku do potrzeb. Budżet miasta musi wypłacać dodatki uzupełniające. Zmiany w organizacji oświaty powinny doprowadzić do redukcji zatrudnienia. Proszę państwa, robiliśmy wszystko, by was potraktować po ludzku.

Niejako na ostudzenie atmosfery głos zabrała Małgorzata Godebska, prezes oddziału ZNP:

– Jesteśmy ludźmi około pięćdziesiątki, my się tak normalnie, po ludzku boimy co z nami będzie. (...) Mówi pani, że 6 nauczycieli odejdzie prawdopodobnie na emeryturę. Prawdopodobnie, bo to jest prawo, nie obowiązek. Tu ważne, by dyrektorzy, czy my jako związki, byśmy "pracowali", żeby te osoby miały świadomość, że mogą "uratować" jedną czy dwie osoby.

Anna Kondraciuk, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. AK

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

reklama

ślubna
scena

reklama

patronat

patronat

Do góry strony