reklama

Aktualności - Siemiatycze
10 marca 2017 22:52

Hortex – jak mrożonki zmieniły Siemiatycze

Hortex wybudowano w Siemiatyczach pod koniec lat 70. Jego pojawienie się bezpowrotnie zmieniło oblicze miasta.

Wybudowanie w Siemiatyczach Zakładu Przetwórstwa Owocowo-Warzywnego „Hortex” dawało miastu możliwość zmian. Zmiany te dotyczyły nie tylko sposobu przetwarzania owoców i warzyw (Siemiatycze były jednym z dwóch pierwszych zakładów, w których wprowadzono komory chłodnicze z kontrolowaną atmosferą, drugi taki zakład działał w Przysusze.) Funkcjonowanie Hortexu ogromnie wpłynęło też na jakość życia mieszkańców miasta oraz okolicznych wsi.

 

Pracownik potrzebny na gwałt

Była to pierwsza firma produkująca w Polsce mrożonki oraz zajmująca się przetwórstwem, głównie jabłek. Nic więc dziwnego, że odniosła sukces. Po powstaniu pierwszego zakładu w Górze Kalwarii, otworzono kolejne: w Płońsku, Rykach i Leżajsku. Z uwagi na powodzenie, jakim cieszyły się produkty w latach 70., władze wydały decyzję o budowie kolejnych zakładów. Między 1977 a 1982 rokiem wybudowano je w Siemiatyczach, Środzie Wielkopolskiej, Skierniewicach. Rozbudowano zakłady w Przysusze i Leżajsku. Jednocześnie w Górze Kalwarii powstał tzw. kombinat Spółdzielni Ogrodniczo-Pszczelarskiej, do którego dołączyły zakłady w Płońsku, Leżajsku i Rykach. Większość towaru eksportowano do Europy Zachodniej: Niemiec, Anglii, Francji, Austrii. Mimo, że firma przeniosła część swoich pracowników do nowopowstałych zakładów, brak wyspecjalizowanej kadry był poważnym problemem. Szukano specjalistów od technologii żywienia, mechaniki, elektryki, ale też zwykłych pracowników linii produkcyjnych.

- Wtedy w zakładzie w Siemiatyczach, kiedy dyrektorem był Stefan Kamiński z Ciechanowca, szukano ludzi, którzy mogliby pracować w Hortexie. Znaleziono ich na okolicznych terenach. Z reguły byli młodzi, byli w stanie przenieść się. Dostawali mieszkanie i przychodzili do pracy w Siemiatyczach. Pensje były podobne. W czasach naszego „demoludu” pracownik, który był niezłym fachowcem zarabiał podobnie jak jego kierownik. W tym czasie, w 1979 r. ok. 5600 zł. Stawki dla słabego pracownika to 3000 zł. Wszyscy zarabiali mniej więcej podobnie i wszyscy byli skumplowani, bo nikt się nie wywyższał - opowiada Włodzimierz Brzozowski, wieloletni pracownik zakładu, dyrektor Hortexu w latach 90.

Truskawki na zamówienie

W związku z nowymi miejscami pracy i możliwością otrzymania mieszkania do Siemiatycz przyjeżdżało coraz więcej ludzi. Specjalistów technicznych sprowadzano z całej Polski, pracowników linii produkcyjnych przywożono i odwożono każdego dnia, z terenów w odległości ok. 50 km. Oprócz pracowników zakładu grupą również korzystającą z faktu istnienia Hortexu byli rolnicy.

- Surowce dostarczano na dwa sposoby. Dostawaliśmy towar ze spółdzielni ogrodniczo-pszczelarskich, które znajdowały się w najbliższych miastach wojewódzkich: Białymstoku, Lublinie, Olsztynie lub z własnych punktów skupu. Zakład organizował własny punkt we wsi. Robiono kontraktację i ludzie sadzili to, co było potrzebne i potem warzywa, owoce trafiały do zakładu. Rolnik nie musiał tego wozić, za odbiór towaru odpowiadał zakład – mówi Włodzimierz Brzozowski.

(…) W tym czasie na własne M czekało się kilkanaście lat, nic więc dziwnego, że szybko skompletowano potrzebną kadrę. Lista oczekujących na spółdzielcze mieszkanie rdzennych mieszkańców ziemi siemiatyckiej wydłużyła się o kilka lat, co budziło rozgoryczenie i zazdrość, ale co tam, ważne, że był piękny zakład, chociaż bez zaplecza surowcowego. Ożywiła się wieś, między zagonami zboża i ziemniaków pojawiły się poletka truskawek, porzeczek, fasolki, szpinaku i kalafiora. Z natury nieufni do wszelkich nowinek rolnicy, zwietrzyli szybko dobry interes, zwłaszcza że sadzonki dostawali za pół darmo, a także pomoc fachową (…) – wspomina Raisa Sokołowska, pracownica Hortexu.

 

Najpierw praca, potem przyjemności

Nowoczesne warunki pracy, zwrócenie się w stronę pracownika i dobre wynagrodzenie sprzyjało zacieśnianiu więzi między pracownikami.

(…) Załoga była młoda, średnia wieku zatrudnionych oscylowała w granicach 25 lat, szybko się integrowała, zwłaszcza, że było wiele okazji: imieniny, imprezy zakładowe, święta państwowe. Zakład położony za miastem, w lesie, z produkcją sezonową, bardzo szybko stworzył swoistą imprezę „rozpoczęcia i zakończenia sezonu”, obchodzoną w każdym dziale. Przeciętna zatrudnienia – 1200 osób, działów – kilkanaście. Każdy dział miał więc swoje rozpoczęcie i zakończenie, na które zapraszano zaprzyjaźnionych pracowników innych działów. Po pracy, w lesie za zakładem rozpalano ognisko, pieczono kiełbaski i pito alkohol, którego nie brakowało. Zazwyczaj był z „monopolu”, uzupełniany „księżycówką” (…) – opisuje Raisa Sokołowska.

Zdaniem Włodzimierza Brzozowskiego, mimo udogodnień, jakie oferowała firma, w początkowej fazie działalności zakładu trudno było zapanować nad pracownikami i przyzwyczaić ich do nowej kultury pracy. Teren nie był ogrodzony, zatem nietrudno było coś ukraść. Karą za kradzież było wyrzucenie z pracy.

- Przychodzili różni. Tacy, którzy chcieli wypić, ukraść. Ja tego nie policzyłem, ale wynosili. Tablice elektryczną, wyłączniki, gniazdka, zawory. Takie były czasy. Kiedy mogli to zrobić? W nocy, kiedy ktoś miał dyżur. Bo za dnia kiedy było dużo ludzi, to ktoś widział, że grzebie ten, kto nie powinien – mówi Brzozowski

Tak natomiast rygor w pracy komentuje Raisa Sokołowska:

(…) Za to w pracy atmosfera była ciężka, napięte plany i żelazna dyscyplina. Kary za byle co, upomnienia, nagany, pozbawianie premii i awansów, dyscyplinarne zwolnienia za zjedzenie jednego loda. Najlepiej powodziło się tzw. BMW – Biernym, Miernym, ale Wiernym. Związek branżowy nikogo nie bronił, zawsze był po stronie kierownictwa (…).

Włoskie okno na świat

Warto wspomnieć, że za budowę Hortexu współodpowiedzialna była włoska firma Technofrigo. Dlatego w owym czasie, pracownicy firmy mieszkali i pracowali przez kilka lat w mieście. Ciekawostką jest to, że jeden z nich był czarnoskóry, co wzbudzało niemałą sensację wśród mieszkańców miasta, zwłaszcza kiedy został pobity. Pewex, który mieścił się przy ul. Armii Czerwonej (obecnie ul. 11 listopada) miał w tamtym okresie duże zyski, a popularną piosenką w Siemiatyczach była piosenka Drupi’ego „Ragazzo da Napoli” z polskimi słowami: „On ciemny był na twarzy, a prezent ci się marzył/ Za 10 centów torba w Pewexie”. Włosi wzbudzali podziw i tęsknotę za lepszym światem, w tamtym czasie zawarto kilka włosko-polskich małżeństw.

(…) Na rozruch i reklamację linii technologicznych przyjeżdżali eleganckimi samochodami zagraniczni, pięknie ubrani wykonawcy z Włoch, Szwecji i Francji. Przywozili kawałek nowego świata, inną kulturę i niedostępne na naszym rynku prezenty: słodycze, kawę, kakao, alkohol, papierosy, gumę do żucia i południowe owoce. Częstowali tym personel techniczny, który z nimi współpracował, a przede wszystkim wykonywał za nich brudną robotę, ponieważ oni musieli mieć czas na uwodzenie co ładniejszych dziewczyn. Kilka z nich poślubili (…) – wspomina Raisa Sokołowska.

NSZZ „Solidarność”

W latach 80. Hortex zapisał się również w historii jako jeden z najaktywniej strajkujących zakładów. Inicjatorami przedsięwzięcia byli Mieczysław Lubowicki i Krzysztof Konczerewicz. W skład późniejszej pierwszej Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” wchodzili: przewodniczący Mieczysław Lubowicki, zastępca przewodniczącego Krzysztof Konczerewicz oraz sekretarz Raisa Sokołowska.

(…)W połowie czerwca 1980 r. rozpoczął się sezon produkcyjny. Do zakładu przyjeżdżały ciężarówki z surowcem z różnych zakątków Polski, wraz z nimi napływały różne wieści o strajkach, z którymi solidaryzowali się wszyscy. Gienio Olszewski, zastępca kierownika transportu w zakładzie, pięknie udekorował chorągiewkami w barwach narodowych autobusy dowożące pracowników. Na trasy wyruszały takie same autobusy z Oddziału PKS w Siemiatyczach. Jakie to było piękne: kierowcy pozdrawiali się na trasie, pasażerowie machali rękami, no i dyskusja o tym, że rodzi się coś nowego, pięknego, innego, gdzie znajdzie się miejsce dla każdego i wszyscy będą sobie potrzebni. Takie wtedy były nadzieje (…) – wspomina dni strajku Sokołowska.

Jak było, jak jest

W latach rozkwitu Hortex zatrudniał ponad 1000 pracowników. W mieście powstawały nowe osiedla mieszkaniowe: Tarasy 1, Sady, Wysokie, Piaski. Do Siemiatycz przyjechało wielu młodych, wykształconych ludzi. Miasto zyskało drugie życie. W latach 90., kiedy firmie przyszło zmierzyć się z wolnym rynkiem, liczba pracujących spadła do 600. Na skutek problemów z dostawami surowców i wypłacalnością firmy wielu ludzi wyjechało za granicę.

Po różnych kłopotach zakładu i przekształceniach własnościowych od 2000 roku do dzisiaj na terenie byłego Hortexu działają dzisiaj O.K. Owocowe Koncentraty oraz Oerlemans Foods. W sezonie pracuje tam 350 osób. 50% produkcji przeznaczona jest na rynek polski, 25% na rynek Unii Europejskiej i 25% na rynek wschodni.

Pamiątką po Zakładzie Hortex jest osiedle dla pracowników, wybudowane w jego pobliżu, zwane „Hortexem”.

Eleni Kryńska, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot jsw i arch.

/wmurowanie aktu erekcyjnego pod budowę zakładów Hortex w Siemiatyczach/

/Fragmenty wspomnień Raisy Sokołowskiej na podstawie: "Początki Solidarności w południowo - wschodniej Polsce (1980-1981)", IPN Oddział w Białymstoku, Zarząd Regionu Podlaskieg NSZZ Solidarność, Białystok 2005/

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

reklama

patronat

reklama

Do góry strony