reklama

Aktualności - Siemiatycze
14 marca 2017 22:28

Międzynarodowy Strajk Kobiet

Mamy serca do protestu
Pod takim hasłem 8 marca, na siemiatyckie ulice, w ramach Międzynarodowego Strajku Kobiet, wyszły kobiety z miasta i okolic. To prawda, nie było tłumów, ale i tak uczestników zgromadzenia było więcej niż organizatorki lokalnego strajku pierwotnie zakładały.

Na 5 kontynentach, łącznie w 55 krajach z całego świata, w ponad 80 miastach w Polsce, pod wspólnym hasłem „Solidarność naszą bronią”, na ulice wyszły kobiety domagające się respektowania ich praw. Nie tylko kobiety. Wbrew pozorom towarzyszyło im wielu mężczyzn, dla których kobieta nie jest tylko matką ich dzieci, kochanką, gospodynią domową. Dla których kobieta nie jest „słabsza, mniejsza, mniej inteligentna i dlatego mniej zarabiająca”. Dla których kobieta i jej podmiotowość jest równie ważna jak ich męskość. Ten pierwszy w dziejach ludzkości strajk kobiet na skalę światową, swoje korzenie miał w Polsce. Polski Czarny Poniedziałek z października ubiegłego roku był przecież inspiracją dla wielu późniejszych wystąpień kobiet na całym świecie. I choć różnice kulturowe ogromne, formy strajku również odmienne, to jednak cel wspólny okazał się ważniejszy niż wszelkie podziały.

Postulatów MSK było wiele. Czasem na szczeblach lokalnych nie ze wszystkimi się zgadzano, ale organizatorom poszczególnych wydarzeń pozostawiono pełną dowolność, zarówno jeśli chodzi o formy protestu, jak i wybór priorytetowych postulatów. Tyle tytułem wstępu. Szczegółowiej o postulatach MSK można sobie poczytać w całej masie internetowych publikacji.

Strach i odwaga

A jak wyglądało to u nas? W Siemiatyczach u zbiegu ul. Pałacowej i Placu JP II o godz. 15.30 zebrała się grupa ponad 60 osób. Tyle jest na zdjęciu zamykającym wydarzenie, ale przecież w różnych momentach ta liczba się zmieniała. Oprócz tych, którzy w ponad godzinnym zgromadzeniu wzięli udział od początku do końca, było całkiem sporo takich, których obecność była krótsza z różnych powodów. Nie będzie więc przesadą stwierdzenie, że w niektórych momentach liczba zgromadzonych ludzi w ramach siemiatyckiego MSK była większa. Mało? Zdaniem niektórych facebookowych antagonistów, komentujących zdjęcia z wydarzenia, śmiesznie mało. Nie w liczbie jednak rzecz. Rzecz w odwadze. Wiele moich znajomych zastanawiało się głośno i do samego końca miało wątpliwości, czy wziąć udział w MSK. Z wieloma postulatami się zgadzały, ale miały też wątpliwości. Z jednej strony potrzeba pokazania swojej niezgody na dotychczasowe traktowanie kobiet, ale z drugiej strach przed konsekwencjami. Strach przed społecznym ostracyzmem. Jedne go pokonały i przyszły, innym niestety zabrakło odwagi. Niektórym zwyczajnie zabrakło możliwości, bo były w pracy.

Powody

Przekrój wiekowy uczestników i uczestniczek bardzo różny. Były babcie, były mamy, ale były też wnuczki. Trzy, a może nawet 4 pokolenia. Podobnie wśród mężczyzn, bo co ważne – oni też się pojawili. Co stanowiło treść siemiatyckiego strajku? Nie był on ani wrzaskliwy, ani agresywny. Otwierająca zgromadzenie powitała wszystkich, przedstawiła cel spotkania, przeczytała najważniejsze postulaty. Współorganizatorki czytały fragmenty książek poruszających problem niewłaściwego traktowania kobiet, zabierały też głos prywatnie, uzasadniając dlaczego przyszły. Swoimi przemyśleniami dzielili się również uczestnicy spoza grupy inicjatywnej. Wśród zgromadzonych byli mieszkańcy Siemiatycz, ale też szerokiej okolicy. Kilkanaście osób przyjechało na siemiatycki MSK specjalnie z Siedlec.

Jedna z uczestniczek strajku tak mówiła o powodach swojej obecności: - Tak, wezmę udział w proteście. Tak, wcześniej będę pracowała. Tak, po proteście pójdę z koleżankami świętować. Dlaczego protestuję? (…) Bo mam dość dyskryminacji. Mam dość przegrywania konkursów z facetami, a tak się dzieje, nawet jeśli wiem, że wszystko przemawiało na moją korzyść. Mam dość słuchania od koleżanek, że za taką samą robotę dostają mniej. Z kobietami się nie dyskutuje - płaci się tyle, ile się chce. Z mężczyznami też się nie dyskutuje - płaci się tyle, ile chcą. Mam dość zastanawiania się, czy idąc do lekarza dostanę receptę i czy potem będę mogła ją zrealizować, czy też ktoś zasłoni się klauzulą sumienia (co już przeżyłam i nie chodzi o pigułkę dzień po), dopóki się nie wyspowiadam przed kilkunastoma osobami w aptecznej kolejce na jakie to schorzenie mi potrzebny lek. Mam dość pogardy wobec kobiet - mówienie o kobietach per d… to świetny przykład. I niestety, nie jedyny. Mogłabym długo tak. Czy się boję? Nie zależy mi na sympatii. Zależy na szacunku. Jeśli ktoś nie potrafi uszanować mojego punktu widzenia i ma zamiar mnie hejtować z powodu protestu, nie jest wart tego, by być w gronie nawet wirtualnych znajomych. O realnych nie wspomnę. Jeśli mamy wolność słowa - to ja mam prawo wyrazić swój niepokój i obawy. I nie muszę się zgadzać ze wszystkimi postulatami kobiet, manify itd. Wystarczy, że mam swoje powody, które wpisują się w protest. Znam swoją wartość. Czy się boję ostracyzmu w naszym mieście? Tak. Boję. Ale spłynie... Kocham to miasto, ale nie każda miłość musi być odwzajemniona i nikt nie mówił, że zawsze będzie pięknie. Rozwody też są wpisane w życie. Jeśli ostracyzm i hejt nastąpią, zawsze można znaleźć dla siebie inne miejsce na ziemi. Pomyślę wtedy ze smutkiem, że no cóż... Siemiatycze, wbrew pozorom, nie były tym miejscem. Obym nie musiała tak myśleć! Ale o jedno proszę i ostrzegam lojalnie. Zanim nazwiecie mnie dzieciobójczynią tudzież innymi epitetami - przemyślcie. Ja się nie będę zastanawiała i skorzystam z polskiego prawa”.

Z sercem i uśmiechem

Hasło „Mamy serca do protestu” nie było przypadkowe. Uczestniczkom strajku, ale też paniom tylko przechodzącym w pobliżu, organizatorki rozdawały kartonowe serca z hasłami podkreślającymi wartość kobiety. Rozdawano również puste papierowe serca z prośbą o napisanie na nich krótkich życzeń, postulatów, oczekiwań. Pisały już nie tylko kobiety, pisali również mężczyźni. Życzenia trafiały do pudełka. Nie wszystkim się chciało, nie wszyscy mieli wenę, ale ponad 50 kartonowych serduszek znalazło się w pudełku. Organizatorki akcji przeczytały je, pogrupowały i potraktowały jak rodzaj podsumowania. Co było w ich treści? Życzono sobie, by w Polsce respektowane były prawa (do odmienności, do in vitro, do antykoncepcji, do samodecydowania o sobie), by prawa kobiet były zrównane z prawami mężczyzn – takie treści znalazły się na 26 sercach. Miłości, godności, przyjaźni i dobrego partnera życzyli autorzy 12 kartonowych serc; odwagi, szacunku i determinacji w decydowaniu o sobie życzyło 9 nadawców. Pojedyncze serca mówiły o godnej emeryturze, szacunku dla rozwódek, wytrwałości w osiąganiu sukcesów i takiej sytuacji w kraju, by kobiety nie musiały strajkować.

Żadne z papierowych serc nie było krytyczne, złośliwe, obrażające, wszystkie miały pozytywny przekaz. Taki też był cały siemiatycki strajk. Nie było w nim agresji, wojującego feminizmu, dyskredytowania i wyzwisk. Była życzliwość, uśmiechy, rozmowy i merytoryczna wymiana zdań. Owszem, pojawił się jeden agresywny antagonista, który najpierw próbował wyrwać mikrofon przemawiającemu mężczyźnie, a później jednej z kobiet uniemożliwiał zrobienie zdjęcia.

Natychmiast zareagowali uczestnicy strajku, a chwilę później agresywnym panem zajęła się policja. Efekt – 300 zł mandatu, odmowa przyjęcia i sprawa będzie miała finał w sądzie.

Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. emi, AK

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

patronat

patronat

patronat

patronat

reklama

Do góry strony