Aktualności - Siemiatycze
26 marca 2017 13:39

Zemsta za strajk kobiet?

Jedna z uczestniczek protestów twierdzi, że cofnięto jej decyzję o skierowaniu na prace interwencyjne, drugiej wypowiedziano umowę najmu pomieszczeń w powiatowej instytucji. Według pań jest to efekt ich zaangażowania się w demonstracje.

- Najpierw, chyba 9 marca, dostałem informację, że przyznano nam pieniądze na zatrudnienie pracownika w ramach tzw. prac interwencyjnych, że od 13 marca pracownik zaczyna pracę - mówi dyrektor MOSiR Mariusz Pyzowski. - Osobie, która miała być zatrudniona poleciłem, by skontaktowała się z urzędem pracy i zleciłem wykonanie badań, jakie musi wykonać każdy pracownik, przed podjęciem pracy. W dniu, kiedy miała podjąć pracę dostałem telefon, że jest jakiś problem z interwencją, że pieniądze są wstrzymane. Na razie czekam na pisemne uzasadnienie odmowy przyznania dofinansowania.

Osoba (prosi o niepodawanie jej danych), która miała być zatrudniona przez MOSiR w ramach prac interwencyjnych jest czynną uczestniczką grupy organizującej siemiatycki czarny poniedziałek i marcowy strajk kobiet. Uważa, że dofinansowanie cofnięto ze względu na jej zaangażowanie w akcję:

- Kiedy czekałam przed urzędem pracy, by podpisać dokumenty, spotkałam dwóch radnych z PiS. Jeden z nich zapytał mnie: to jak tam na strajku było... I dziwnym trafem zaraz po tym spotkaniu okazuje się, że jest cofnięte dofinansowanie. A podpisywałam kilka dokumentów. Indywidualny plan działania, coś tam jeszcze. Szczerze to nawet nie zwracałam uwagi na to co podpisuję, szczęśliwa, że mam pracę. Poinformowano mnie, że od 13 marca rozpoczynam pracę w MOSiR. Pracownik urzędu wyznaczył mi też wizytę na 5 maja, gdyby coś nie wyszło, ale to tak bardziej na jakąś ewentualność ewentualności. Naprawdę myślę, że to, że nie dostałam dofinansowania, to efekt mego zaangażowania się w Międzynarodowy Strajk Kobiet.

PUP zaprzecza

Robert Maksimiuk, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy, zaprzecza, a odmowę tłumaczy kosztami:

- Koszty, koszty i jeszcze raz koszty - mówi. - Nie tylko tej pani nie skierowano na prace interwencyjne. Nie wiem kto poinformował tą panią, że ma przyznane dofinansowanie. Nie było podpisanej żadnej umowy. Ona była na stażu do 16 grudnia. Nie każdy wniosek o prace interwencyjne jest rozpatrywany pozytywnie, szczególnie jeśli chodzi o osoby po stażu. Ale wiem, że pracodawca zobowiązał się zatrudnić tą panią. Zresztą taki jest warunek stażu, że pracodawca powinien w ciągu trzech miesięcy zatrudnić takiego pracownika po stażu.

Na nasze stwierdzenie, że właśnie pracodawca chciał panią zatrudnić w przewidywanym przepisami terminie, korzystając - jak wielu pracodawców - zaraz po stażu, z prac interwencyjnych, dyrektor Maksimiuk podkreślił raz jeszcze, że takie zatrudnianie na koszt urzędu pracy, zaraz po stażu, jest dla PUP nieekonomiczne i "z tego są rozliczani".

Na pytanie skąd w takim razie pojawiły się informacje o terminie rozpoczęcia pracy, skąd spotkania w urzędzie i podpisywanie różnych dokumentów, dyrektor powiedział, że były to tylko dokumenty dotyczące profilowania, nie było umowy, żadnego zobowiązania. Skwitował, że któryś z pracowników starostwa "wyszedł przed szereg", popełnił błąd i poinformował o przyznanym dofinansowaniu zanim, jak stwierdził, urząd rozpatrzył wniosek...

- MOSiR też nie podpisywał żadnych dokumentów. Złożyli dwa wnioski. Jeden o staż, ten rozpatrzyliśmy pozytywnie. Drugi wniosek - o prace interwencyjne i tam była podpięta umowa pod tą panią - rozpatrzyliśmy negatywnie. Nie każdy wniosek jest rozpatrywany pozytywnie, mamy naprawdę bardzo dużo wniosków. Są sprawdzane różne warunki, czy dana osoba nadaje się do pracy na danym stanowisku, czy pracodawca spełnia różne warunki...

I tu pan dyrektor poinformował, że od początku roku do urzędu pracy wpłynęło ponad 200 różnych wniosków: na staże, prace interwencyjne i inne.

- Musimy rozsądnie dysponować budżetem na te działania, to nie tak, że tylko ten jeden wniosek rozpatrzyłem negatywnie.

 

Lokal pilnie potrzebny szkole

Zaraz po 8 marca zarząd powiatu wypowiedział też kilkuletnią umowę użyczenia lokalu Stowarzyszeniu "Centrum na Wschodzie", które wynajmowało pomieszczenie w budynkach gospodarczych przy siemiatyckim zespole szkół, dla potrzeb "PełnoAktywnego Centrum Wolontariatu". Umowę na wynajem była podpisana aż do końca 2018 roku. Koordynatorką stowarzyszenia jest Katarzyna Kamecka-Lach, również udzielająca się przy organizacji Czarnego Protestu i Międzynarodowego Strajku Kobiet. Ona również uważa, że wypowiedzenie umowy to efekt jej zaangażowania:

- Dlaczego powiat postanowił ukarać grupę niepełnosprawnych wolontariuszy za przekonania ich koordynatorki, z którymi włodarze się nie zgadzają? I czy w ogóle powiat ma prawo stosować tego typu kryterium osądu w stosunku do kogokolwiek? - nie kryje rozgoryczenia pani Katarzyna i opowiada o działalności centrum wolontariatu. - Grupa PełnoAktywni zawiązała się wiosną 2015 r. Kilkoro niepełnosprawnych przyjaciół zdecydowało, że chce razem działać społecznie, a ich działania z naturalnych względów dotyczą różnych aspektów związanych z niepełnosprawnością. Stworzyli centrum wolontariatu, ale ukierunkowanego na wolontariat integracyjny – angażujący osoby niepełnosprawne w działania na rzecz innych. Jest to doskonały sposób aktywizacji społecznej osób niepełnosprawnych, jak również przygotowania ich do podjęcia aktywności zawodowej. Działania PełnoAktywnych obejmują zarówno typowe akcje pomocowe, np. dla chorych dzieci, dla zwierząt, jak i wolontaryjne wsparcie imprez sportowych (turniejów, rozgrywek, biegów ulicznych itp.). Prowadzą działania edukacyjne skierowane do dzieci i młodzieży, a mające na celu oswajanie z niepełnosprawnością, uczą jak zachować się w towarzystwie osób z różnego typu niepełnosprawnością. W zakresie świadczenia pomocy prawnej współpracują z Biurem Rzecznika Praw Obywatelskich. Organizują także pikniki integracyjne. Centrum wolontariatu to przede wszystkim ludzie, którzy je tworzą.

Stowarzyszenie potrzebowało lokum, w którym PełnoAktywni mogliby się spotykać, szkolić wolontariuszy, umawiać z potrzebującymi pomocy czy chociażby trzymać dokumentację.

- Wielu wolontariuszy jest spoza Siemiatycz, tym bardziej biuro na terenie miasta było niezbędne. Początkowo korzystaliśmy z pokoiku, który starostwo udostępnia organizacjom pozarządowym. PełnoAktywni mieli do niego dostęp tylko w raz w tygodniu, w wyznaczonych godzinach, bez możliwości pozostawienia tam swoich rzeczy. Pokoik stawał się jednak za mały, bo i wolontariuszy przybywało. Ponadto pokój był na pierwszym piętrze bez windy, co wykluczało udział osób na wózkach. Skierowaliśmy więc prośbę do Zarządu Powiatu o udostępnienie innego lokalu. Na początku 2016 r. użyczono nam na 3 lata (do końca 2018 r.) pokoju w parterowym budynku za liceum na ul. Kościuszki. Formalnie umowa podpisana była z Zespołem Szkół, który zarządza budynkiem.

Współpraca zarówno ze starostwem, jak i z liceum układała się bardzo dobrze. PełnoAktywni zaczęli planować wspólne działania z młodzieżą licealną. Jesienią we własnym zakresie i za własne pieniądze wyremontowali lokal.

- Niepełnosprawni wolontariusze naprawdę się napracowali - mówi Kamecka-Lach. - Decyzja o wymówieniu lokalu zaledwie parę miesięcy później była o tyle zaskakująca, że nic nie wskazywało na jakiekolwiek problemy we wzajemnych relacjach. Stąd nasuwa się uzasadnione przypuszczenie, że decyzja zapadła na poziomie powiatu i mogła być podyktowana chęcią personalnego „ukarania” koordynatorki wolontariatu, która oprócz pracy z osobami niepełnosprawnymi, angażuje się także m.in. w działania na rzecz praw kobiet. Współorganizowałam w Siemiatyczach jesienne protesty w ramach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, jak i wydarzenie 8 marca, w ramach Międzynarodowego Strajku Kobiet. I właśnie zaraz po 8 marca wręczono PełnoAktywnym wypowiedzenie lokalu.

Dyrektorka odpowie tylko na piśmie

O powód wypowiedzenia umowy zapytaliśmy dyrektor Zespołu Szkół w Siemiatyczach, Bożenę Krzyżanowską:

- Jestem zaskoczona problemem - odpowiedziała. - To były nasze potrzeby lokalowe. Bardzo proszę o pytanie na piśmie, a ja się ustosunkuję.

Potrzeby lokalowe? Kilka tygodni temu publikowaliśmy ogłoszenia, że zespół szkół ma lokale do wynajęcia.

Kilka dni później otrzymaliśmy na piśmie informację, że pomieszczenie potrzebne będzie na „utworzenie lokalnego punku obsługi w ramach projektu pn. „Zintegrowany program rozwoju systemu kształcenia ustawicznego zorientowanego na jakość i potrzeby lokalnej gospodarki”

 

Można liczyć na pomoc

Katarzyna Kamecka - Lach dodaje, że pomimo rozczarowania zachowaniem powiatu zobaczyła na kogo może liczyć:

- Chwilę po umieszczeniu na facebooku informacji, że wypowiedziano nam umowę i poszukujemy nowego lokalu, spłynęło mnóstwo słów wsparcia od zaprzyjaźnionych organizacji, instytucji, osób prywatnych. Każdy chciał także jakoś pomóc. Niektórzy po prostu udostępniali ogłoszenie, inni zapraszali nas do tymczasowego korzystania z ich biura czy siedziby organizacji. Konkretną pomoc w znalezieniu nowego lokalu zaoferował także burmistrz Siemiatycz (nieoficjalnie wiemy, że burmistrz zaproponował trzy lokalizacje - AK). Są to budujące reakcje, które świadczą o tym, że nasza praca jest potrzebna i doceniana. Przyjaciół poznaje się w biedzie, a PełnoAktywni, jak widać, mają ich naprawdę wielu. Dziękujemy Wam!

Anna Kondraciuk, Kurier Podlaski - Głos Siemiatycz, fot. AK

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

patronat

patronat

patronat

reklama

reklama

Do góry strony