reklama

Aktualności - Siemiatycze
26 marca 2017 13:56

Smutny pogrzeb

Pogrzeby nigdy wesołe nie są. Ale ten, o którym opowiedziała rodzina zmarłej, 105-letniej śp. Genowefy, był smutny wyjątkowo.

- Mamy żal do księdza Rafała za to, jak została potraktowana nasza babcia, ale też i my, jako rodzina zmarłej. Ksiądz przyjechał do domu na wyprowadzenie, w ogóle nie wiedział do kogo. Pytał zebranych jak zmarła ma na imię. Już to było jakieś dziwne i lekceważące. Ale jeszcze dziwniej było w kościele. Podczas całej mszy nie padło ani jedno zdanie o babci. Nic, zero. Kazanie nie miało żadnego związku z pogrzebem. Nie można było wspomnieć chociażby o tym, ile lat przeżyła? A przeżyła naprawdę dużo. 80 osób było na mszy i wszyscy zdziwieni, że jakoś dziwnie. Do dziś rodzina pyta, dlaczego to tak wyglądało. Jak nie na mszy pogrzebowej, tylko na normalnej mszy niedzielnej, z trumną na środku. Jeśli się bierze za to pieniądze, no to trzeba się przyłożyć i dobrze wykonać tę pracę. Przecież babcia była tu, w Siemiatyczach ponad 20 lat. To jak młody ksiądz nie wie, to niech zapyta proboszcza. Niech się jakoś przygotuje do tego pogrzebu. Tym bardziej, że babcia była wierząca. W niedziele obowiązkowo musiała wysłuchać mszy. Jak ksiądz przychodził po kolędzie, to babcia zawsze schodziła, aby się spotkać i porozmawiać z księdzem. W tym roku, ksiądz jak był, to nie chciała go puścić, tak długo trzymała za rękę. Nawet ksiądz Jarosław zażartował, że w przyszłym roku też weźmie naszą ulicę, żeby specjalnie do babci przyjść. Żebyśmy wiedzieli, że tak to będzie wyglądało, to byśmy poprosili tego księdza o odprawienie mszy – mówią wnuczka zmarłej, Ewa i Justyna.

Na tym zastrzeżeń rodziny zmarłej nie koniec:

- Napisałyśmy z siostrą mowę pożegnalną, którą chciałyśmy przeczytać jeszcze w kościele, przed wyruszeniem na cmentarz. Więc przed mszą poszłyśmy do zakrystii poinformować księdza, że chcemy zabrać głos i żeby nam dał znać, w którym momencie będziemy mogły to zrobić. Padło kategoryczne „nie”. Nie zawoła i nie da znać. Nie spodziewałam się, że ksiądz może nas tak potraktować, że nam odmówi. Na pytanie dlaczego, usłyszałyśmy, że nie ma takiej mody. Zasugerował nam, że jeśli chcemy, to na cmentarzu. Zależało nam jednak na tym, by to było w kościele. Raz, że było zimno, padał deszcz, a dwa, że na cmentarzu praktycznie nie ma nagłośnienia i nikt by tego nie słyszał. Kiedy nalegałyśmy, to okazało się, że mamy zapytać proboszcza. A jak zapytałam gdzie jest proboszcz, to w odpowiedzi dostałam wzruszenie ramionami, więc oburzona wyszłam stamtąd, kwitując, że i tak zrobię to, co uważam za słuszne. Została tam jeszcze moja siostra, powiedziała kilka słów od siebie, podkreślała, że jest to dla nas bardzo ważne, że chciałyśmy w ten sposób pożegnać naszą kochaną babcię. Niestety ksiądz został nie wzruszony na nasze prośby. Nie wiem, może to, że podczas mszy nie padło ani jedno zdanie o babci, było jakąś złością za tę wymianę zdań przed mszą. Na cmentarzu też było dziwnie. Pierwszy zjawił się na nim ksiądz i ciało zmarłej. Chwilę trwał dojazd na cmentarz rodziny zmarłej. Wiadomo, był dzień powszedni, ruch, światła. Ksiądz wysiadł i już chciał iść do miejsca pochówku, kontynuować ceremonię. Obcy ludzie go upomnieli, żeby zaczekał, bo jeszcze nie wszyscy przyjechali. Żeby nie to, to pewnie rozpoczęto by ceremonię pochówku bez naszego udziału.

Córka zmarłej dodaje: - Wydaje mi się, że to właśnie od księdza rodzina powinna dowiedzieć się o wszystkim, co trzeba załatwić przed pogrzebem, a nie jeździć kilka razy na plebanię, ponieważ ksiądz po prostu nam nie pomógł w tak smutnym i ciężkim dla nas czasie. Kiedy na 105 urodziny babci chciałam zamówić mszę, to już nie można było, bo intencje pozamawiane, bo nie ma księdza, bo urlop. Poszłam więc do drugiej parafii, tutaj ksiądz Roman Szmurło mi powiedział, że jak taki piękny wiek, to miejsce się musi znaleźć i odprawił w drugiej parafii.

Tydzień później moje rozmówczynie miały pogrzeb w dalszej rodzinie. – Tam ksiądz całe kazanie powiedział o zmarłej, piękną laurkę. Kiedy się urodziła, gdzie się wychowała, co robiła, ile miała dzieci. No pięknie było. A tu, mama przeżyła tyle lat i nie zasłużyła nawet na to, by podczas mszy pogrzebowej powiedzieć o niej jedno zdanie? Choć tyle, że pięknego wieku dożyła – mówi rozgoryczona córka.

Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

reklama

patronat

Do góry strony