reklama

Aktualności - Siemiatycze
28 kwietnia 2017 22:19

Zabrakło miejsca w Siemiatyczach

Co z tą szkołą? Czy naprawdę wiemy już wszystko o reformie systemu edukacji?

21 kwietnia, w piątek, w miejskiej bibliotece w Siemiatyczach miało się odbyć spotkanie „Co z tą szkołą”, poświęcone wprowadzanej przez obecny rząd reformie systemu edukacji. Według zamysłu organizatorek tego wydarzenia gościem głównym miała być Anna Dzierzgowska, nauczycielka z Wielokulturowego Liceum Humanistycznego im. Jacka Kuronia w Warszawie, współtwórczyni Społecznego Monitora Edukacji (SME). Podczas spotkania, które miało być w założeniu mniej wykładem a bardziej rozmową, byłaby okazja do podjęcia kolejnej próby rozwiania wątpliwości związanych ze zjawiskami towarzyszącymi reformie, m.in. ze skróceniem o rok nauczania powszechnego, likwidacją gimnazjów, zmianami podstaw programowych czy chociażby „podwójnego” rocznika 2019. I choć wydaje się, że wszystko o sprawie już powiedziano, to temat wciąż budzi kontrowersje. Wciąż jest wiele pytań i niejasności, z którymi zostawieni są i nauczyciele, i rodzice, i sami uczniowie.

Może biblioteka?

Na tłumy zainteresowanych spotkaniem nikt nie liczył, ale z pewnością znalazłaby się grupa chętnych. I z takim też założeniem organizatorki, w imieniu których działała Beata Siemaszko, rozpoczęły poszukiwania miejsca, w którym spotkanie to można byłoby zorganizować. Sala Siemiatyckiego Ośrodka Kultury podobno nie dysponowała wolnym terminem, a nawet gdyby, to sprawę „trzeba uzgadniać z szefem, a to nie będzie łatwe”. Pytane szkoły też niechętne. Pojawił się pomysł biblioteki. Dyrekcja, poinformowana o nazwiskach rozmówców i zamyśle spotkania, zgodziła się. Bezpośrednio po tym Beata Siemaszko utworzyła wydarzenie na fb. Jakież było zdziwienie, kiedy następnego dnia otrzymała wiadomość od dyrektorki biblioteki, która zaczyna mieć wątpliwości co do tego spotkania, zaczyna dostrzegać w nim jakiś protest i proponuje kolejną rozmowę na ten temat w środę, 19 kwietnia, a póki co prosi o zdjęcie informacji o wydarzeniu. Rozmowa na temat ewentualnej zgody na to, by spotkanie odbyło się w bibliotece, na dwa dni przed jego ustalonym terminem, to trochę niepoważne, zwłaszcza że wszystko już przygotowane i informacja poszła w świat.

Za mało interesujące?

Co mogło być przyczyną tego, (a może raczej kto?) że w planowanym spotkaniu zaczęto dostrzegać przejawy działalności wywrotowej? Czy to, że na plakacie promującym wydarzenie na fb pojawiła się stopka, a w niej logo OSK (Ogólnopolskiego Strajku Kobiet)? Dlaczego zatem nie ustalono tego podczas pierwszej rozmowy, w której wyrażona została zgoda na to, by spotkanie odbyło się w bibliotece? O wyjaśnienie powodów wycofania się z wcześniejszej zgody poprosiłam dyrektor miejskiej biblioteki, Ewę Nowik.

- Nie bardzo miałam czas sprawdzić, o co dokładnie chodzi w tym spotkaniu i zgodziłam się na nie. Po przeczytaniu informacji na plakacie nie znalazłam sensu też spotkania. Rozporządzenie podpisane i wchodzi w życie. Co może być na tyle interesującego, żeby praktycznie pod koniec roku szkolnego dyskutować z nauczycielką? Gdyby spotkanie dotyczyło nowych programów szkolnych, metod pracy z uczniem czy rodzicem, to sądzę, że miałoby ono sens. W tym przypadku, przepraszam nie dostrzegłam go. Z informacji nie wynikało nic, poza hasłami, na które cały czas społeczeństwo reaguje impulsywnie, a i tak z tego nic nie wynika. Po co więc jeszcze jedna szczapa do i tak dużego ogniska? – tłumaczy Ewa Nowik.

Jeśli społeczeństwo reaguje impulsywnie, tzn. że myśli, czuje, rozważa, wciąż ma wątpliwości. Czy nie od tego też m.in. są instytucje publiczne, by wspierać to społeczeństwo w drodze do lepszego zrozumienia?

Warto rozmawiać

Drogi, którymi podąża ludzkie myślenie na zawsze pozostaną tajemnicą. Nie jest nią natomiast fakt, że spotkanie mimo wszystko się odbyło. Zwykli przedstawiciele społeczeństwa nie mogli liczyć w tym przypadku na wsparcie instytucji publicznych, ale mogli liczyć na siebie. Dlatego spotkanie odbyło się w planowanym terminie, 21 kwietnia o godz. 18.00, tylko nie w bibliotece a w Zajęcznikach, w domu głównej organizatorki. Spotkanie, jak można było się spodziewać, odbyło się w bardzo kameralnym gronie i było poważną, merytoryczną rozmową na temat plusów i minusów wprowadzanej reformy. Nikt nie próbował uskuteczniać działalności wywrotowej. Była natomiast okazja do podzielenia się swoimi wątpliwościami, zadania pytań i uzyskania rzetelnej odpowiedzi od kogoś, kto wie na ten temat więcej niż przeciętny Polak, choćby dlatego, że nie jest tylko teoretykiem, ale od 20 lat również praktykiem. Anna Dzierzgowska jest nauczycielką historii oraz współtwórczynią SME, czyli obywatelskiego projektu, który zajmuje się kontrolą władz oświatowych. Dlatego wbrew wątpliwościom niektórych, podczas spotkania poruszono zarówno kwestię podstaw programowych, podręczników czy nawet sposobów pracy z uczniem. Niektóre poglądy prelegentki były zbieżne z poglądami uczestników, inne zupełnie odmiennie – ale właśnie po to są takie spotkania. By rozmawiać, dzielić się doświadczeniami i rozwiewać wątpliwości. A nawet jeśli czasem je pogłębiać, to mimo wszystko warto rozmawiać, wszak jak mówił J.W.Goethe „pewnym swojej wiedzy jest się tylko wtedy, kiedy się wie mało; razem z wiedzą rosną wątpliwości”.

Spotkanie z Dzierzgowską możliwe było dzięki Annie Grupińskiej, która zresztą również wzięła w nim udział. Grupińska to publicystka, dziennikarka i pisarka. Autorka m.in. książek: „Ciągle po kolei. Rozmowy z żołnierzami getta warszawskiego” czy „Najtrudniej jest spotkać Lilit. Opowieści chasydzkich kobiet”, książek wydawanych przez Wydawnictwo Czarne.

Szkoda, że jej udział w tym spotkaniu nie okazał się wystarczającą rekomendacją dla biblioteki czy ośrodka kultury.

EWA Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Glos Siemiatycz, fot. Beata Siemaszko

Do góry strony