reklama

Aktualności - Siemiatycze
28 lipca 2017 13:43

Pół litra na dwoje

Pierwsza grupa Al-Anon działająca w Polsce została zarejestrowana w Biurze Służby Światowej w Nowym Jorku w 1980 r., działała natomiast w Poznaniu. Pomysł pojawił się na skutek wymiany korespondencji między Hanką J. mieszkanką Kanady, członkinią grupy Al-Anon, a Anną F. mieszkającą w Polsce, żoną jednego z założycieli grupy AA-Eleusis. Wg danych z 2014 r. w kraju funkcjonuje 390 Grup Rodzinnych Al-Anon.

Siemiatycka grupa Al-Anon „Atena” działa od lutego ubiegłego roku. W każdy czwartek o g. 19.00 w Domu Rycerza przy ul. 11 Listopada przyjaciele i rodziny osób uzależnionych mają swoje spotkania. Z reguły są to spotkania zamknięte, jednak raz w miesiącu odbywa się tzw. spotkanie otwarte dla wszystkich zainteresowanych problemem alkoholizmu.

Na jeden z takich mitingów (nie licząc mnie) przyszło 7 osób. 6 kobiet i mężczyzna, ale nie ma reguły ani list obecności. Członkowie przychodzą na spotkania kiedy chcą i jeśli chcą. Podobnie jak uzależnieni, osoby współuzależnione również mają swój program 12 stopni. Jedną z najważniejszych zasad obowiązujących na spotkaniach jest dyskrecja, cokolwiek zostanie powiedziane na spotkaniu, tam również zostaje.

Dyspozycyjne dla wszystkich poza sobą

7 osób, siedem różnych historii, problem ten sam – nałóg. Siedzimy wokół stołu, prowadząca spotkanie Alicja – jej syn jest uzależniony, Jan - miał uzależnionego brata i szwagra, na spotkaniach bywa razem z żoną Anną. Obok nich Monika – żona uzależnionego męża, Helena – matka uzależnionego syna. Wiesława, najstarsza z nich, opiekuje się chorym mężem alkoholikiem. Obok mnie siedzą Magda, której brat jest uzależniony, a także Irena zmagająca się z nadużywającym alkoholu mężem i uzależnionym od dopalaczy synem.

Większość uczestników spotkania jest w średnim wieku. Zanim ktoś zdecyduje się na udział w mitingach grupy Al-Anon, mogą upłynąć lata. W wielu przypadkach potrzeba uczestnictwa w grupie wsparcia pojawia się, kiedy dzieci są już prawie dorosłe lub całkiem samodzielne. Właśnie wtedy, najczęściej w przypadku kobiet, pojawia się chwila namysłu nt. własnego komfortu psychicznego i zdrowia. Dopiero wtedy mają czas i odwagę zadbać o siebie.

Tak jak Wiesława, w której uczucie współczucia względem chorego męża walczy z zadawnionymi ranami i jego minionymi przewinieniami. Jest na etapie odczuwania krzywdy, przeradzającej się w gorycz. Wie, że powinna nad sobą pracować, ale kiedy jest się żoną osoby uzależnionej, narażoną na ciągłe przykrości, trudno wykrzesać z siebie chęć pomocy i nie czuć przy tym żalu. Świadomość obowiązku w takiej sytuacji może doprowadzać człowieka do obłędu. Spokój przychodzi dopiero podczas rozmów z innymi Al–Anonkami.

Kiedy jedna osoba jest chora, choruje cała rodzina. Bez wyjątku. I wcale nie musi to oznaczać nadużywania alkoholu przez współmałżonka czy dziecko. Osoby współuzależnione mogą przejawiać np. nadmierną chęć kontroli rzeczywistości.

Kiedy brat Magdy zaczął nową pracę, była tak pochłonięta kontrolowaniem i opieką nad nim, że pewnego razu wstała o 2 w nocy i przyszła do jego mieszkania sprawdzić czy ustawił budzik na rano.

Ratownik, prowokator, ofiara

Chciała pomóc, a przeszkadzała, bo żeby naprawdę zacząć się zmieniać alkoholik powinien osiągnąć bezwzględne dno. Każdy ma swój próg. Osobom współuzależnionym trudno jest wyjść ze swoich ról, czasem jednej, czasem kilku: ratownika, prowokatora, a w końcu ofiary.

Podstawowe sprawy, takie jak sprzątanie czy gotowanie, dla zdrowego człowieka to nic szczególnego – odkurzyć mieszkanie, pozmywać naczynia. Osoba uzależniona, chcąc wrócić do normalności musi nauczyć się tych podstawowych czynności „od nowa”, żeby przejść do poważniejszych, takich jak np. znalezienie i utrzymanie pracy.

- Czasem lepiej odpuścić. Nie krytykować osoby uzależnionej, bo kiedy to robimy, uzależniony za swój stan zaczyna obwiniać nas – opowiada Alicja. – Czuje się niewinny sytuacji, w której się znalazł. Paradoksalnie ułatwiamy mu trwanie w takim stanie, a utrudniamy osiągniecie tzw. dna, a tylko wtedy może zacząć pracować nad sobą, zauważyć, że coś jest nie tak.

Alicja mówi, że dzięki temu podejściu jej syn powoli zaczął się zmieniać i ona sama dostrzega niewielkie, ale ważne zmiany w jego zachowaniu.

(…) jakkolwiek Go pojmujemy”

Pierwszy i najważniejszy stopień grupy Al-Anon brzmi podobnie jak pierwszy krok grupy AA: Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu i że nie jesteśmy w stanie kierować naszym życiem.

- Rozmawiałam z psychoterapeutą, powiedział mi „musisz chodzić na spotkania Al-Anonek”. Ale jak to? Ja? przecież tyle książek przeczytałam, ja już wszystko wiem. Dziś wiem, że w tych spotkaniach nie chodzi o osoby uzależnione, tu chodzi o nas, te spotkania są tylko dla nas – opowiada Alicja.

„Piciorys”, jak mówią członkowie grupy, każdego alkoholika, a właściwie jego sposób oddziaływania na rodzinę jest ten sam, jak szablon. Dlatego niezmiernie ważne jest, aby współuzależnieni znaleźli swoją bezpieczną przystań. Miejsce, gdzie można się wygadać, a czasem wypłakać. Miejsce, gdzie nieważny jest stan konta bankowego czy pozycja społeczna, a nawet wyznawana wiara, bo i w kwestii Boga w Al-Anon panuje specyficzne podejście. Bóg to po prostu „siła wyższa”, nie tylko konkretna religia. Owa siła może być utożsamiana z uczuciami do syna lub córki. Bogiem może być atmosfera panująca na czwartkowych spotkaniach, a w końcu i sama grupa zebranych, słowem wszystko to, co daje uczestnikom siłę do walki z problemami i nałogiem.

Samoocena jest ważna

Al-Anon to również miejsce nieustannego podziwu i życzliwości. Podziwu dla tego, jak można wychować kilkoro dzieci mieszkając z alkoholikiem, podziwu dla tego, jak można łączyć pracę, opiekę nad dziećmi i życie z nałogowcem. I wreszcie podziwu dla siebie samych, że przez lata miało się w sobie siłę do walki i trwa się nadal, choć nie zawsze wygrywa.

- Niech pani napisze jak ważne jest należenie do takiej grupy, tak żeby kobiety mające podobny problem dowiedziały się o tym – prosi mnie Alicja pod koniec spotkania.

Procedura „Niebieskiej karty” to narzędzie stosowane przez instytucje w przypadku podejrzenia zjawiska przemocy w rodzinie. Nie można stwierdzić, że każda niebieska karta jest związana z problemem alkoholowym. Nie wyklucza to natomiast tego, że w wielu przypadkach ma on ogromny wpływ na rozpoczęcie procedury. W 2016 r. w siemiatyckim MOPS-ie odnotowano 77 kart, a do lipca tego roku jest ich 66.

Imiona bohaterów zostały zmienione.

Eleni Kryńska, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. EK /w tekście wykorzystano dane z www.al-anon.org.pl/

Zobacz też:

http://siemiatycze.com.pl/siemiatycze/5953-wiekszosc-zaczyna-przed-osiemnastka.html

 

Do góry strony