reklama

Notatnik historyczny
25 listopada 2017 18:24

97 lat przetwórstwa w Siemiatyczach - Historia mlekiem pisana

Produkty mleczarni „Polser” trafiają na rynek polski, czeski, słowacki, niemiecki, a jeszcze jakiś czas temu największym odbiorcą towarów była Rosja. Sytuacja zmieniła się jednak po wprowadzeniu przez Rosjan embarga na żywność pochodzącą z Unii Europejskiej.

Najbardziej rozpoznawalnym produktem firmy są sery pleśniowe marki „President”. O tym, że zakład przetrwał kryzys po okresie transformacji zadecydował przypadek – spotkanie amerykańskich przedsiębiorców podczas wizyty Aleksandra Rożuka w Ministerstwie Rolnictwa. A od czego zaczęła się historia jednego z największych zakładów pracy w Siemiatyczach?

Przedwojenne początki

Od zapału entuzjastów. W 1920 r. Stanisław Wołk z Czartajewa, Henryk Wójcicki - aptekarz oraz Edward Rycerz – nauczyciel, obaj pochodzący z Siemiatycz, stworzyli Okręgowe Spółdzielcze Stowarzyszenie Spożywców. Pięć lat później podjęto decyzję o poszerzeniu działalności stowarzyszenia o skup i przetwórstwo mleka, tak powstała spółdzielnia mleczarska. Pierwsze zebranie organizacyjne odbyło się w maju, a sama mleczarnia uruchomiona została we wrześniu tego samego roku. Początkowo siedziba spółdzielni znajdowała się przy ul. Legionów 40 /obecnie Pałacowa/. W zarządzie zasiadali Ignacy Gilewski, Stanisław Wołk i Jan Żero. W pierwszych latach działalności mleczarni nie pobierali oni wynagrodzenia za pracę.

Mimo początkowych trudności (brak funduszy na zaliczkowanie dostaw mleka, mała ilość członków, bo tylko 44 osoby w pierwszym roku funkcjonowania mleczarni), Bank Rolny udziela zarządowi pożyczki w kwocie 2500 zł. A w 1926 r. powstają pierwsze filie zakładu w Wygonowie, Narojkach i Dziadkowicach.

- Z tyłu w pobliżu Supersamu był zakład mleczarski. Wytwarzano ser, masło, mleko. W związku z tym, że nie było tam żadnego chłodzenia, moi dawni pracownicy opowiadali mi, że z Bugu był przywożony lód. Wyrąbywano tafle lodu, którymi były chłodzone produkty mleczarskie. W czasie wojny zakład przechodził z rąk do rąk, najpierw niemieckich, potem sowieckich – opowiada Aleksander Rożuk, dyrektor operacyjny spółki „Polser”.

Fundamenty pod budynek mleczarni przy ul. Polskiej (obecnie ul. 11 Listopada) wylano w 1929 r. Budowa trwała rok. Przyspieszyła ją nagląca konieczność, ponieważ dotychczasowy lokal był zbyt ciasny. W tym czasie spółdzielnia w Siemiatyczach łączy się ze spółdzielnią w Śledzianowie, a Państwowy Bank Rolny przyznaje jej kredyt w wysokości 60 000 zł. Ówczesny Zarząd tworzą Mieczysław Lankau, Stanisław Wołk i Jan Żero.

Kryzys, pożar, reaktywacja

Najpoważniejszy kryzys dotknął spółdzielnię na początku lat 30. XX w. Zmniejszyła się liczba dostawców mleka, cena jednostki tłuszczu spadła, przy czym powstało ponad 50 prywatnych mleczarni konkurujących ze spółdzielnią. Często konkurencja ta była nieuczciwa.

Podczas działań wojennych w 1939 r. mleczarnia nie została uszkodzona, a kiedy Niemcy wycofali się za linię Bugu, spółdzielnię przejęły władze sowieckie i przekształciły w Rejonowy Zakład Mleczarski. Dwa lata później, kiedy Niemcy znów wkroczyli do miasta, spalono dach parterowej części budynku i skradziono pasy transmisyjne, uszkodzono wnętrze budynku. Mleczarnię przejął Hans Kapeller, który był z zawodu mleczarzem. Wystąpił do władz niemieckich o przekazanie mu mleczarni na własność jako zasłużonemu hitlerowcowi. W 1944 r. podczas wycofywania się Niemców, mleczarnię ograbiono. Tak ten epizod opisuje Jan Olędzki w książce pt. „35 lat Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Siemiatyczach”:

- „Wszystkie większe maszyny mleczarskie zostały zdemontowane, załadowane na samochody i wywiezione w kierunku zachodnim. Kapeller pilnował własności jak oka w głowie, powtarzając, że niedługo powróci. Cofające się ostatnie oddziały minerów niemieckich splądrowały mleczarnię, nie znajdując jednak masła ani sera żołnierze przynieśli słomy i podpalili budynek. Mleczarnia spłonęła, pozostały mury ze smutnie sterczącymi kikutami kominów.

Spółdzielnię reaktywowano dwa lata później. Zarząd stanowili Jan Olędzki, Ludwik Rycerz i Władysław Siemieniuk. Wtedy też rozpoczęto odbudowę mleczarni. Po wojnie, mając w pamięci przymusowe dostawy dla okupanta, rolnicy niechętnie przyłączali się do spółdzielni. Kolejnym utrudnieniem w odbudowaniu sieci dostawców były odgórnie narzucane ceny na mleko. W zależności od strefy wahała się ona od 19 zł do 22 zł, gdy tymczasem cena wolnorynkowa osiągała kwotę 30 zł.

Inwestycje i reorganizacje

Mleczarnię upaństwowiono w 1951 r. Przejął ją Powiatowy Zakład Mleczarski w Bielsku Podlaskim. Dwa lata później przeprowadzono reorganizację. Samodzielnemu Powiatowemu Zakładowi Mleczarskiemu w Siemiatyczach podlegał zakład Mleczarski w Ciechanowcu. Dyrektorem siemiatyckiego zakładu był Mieczysław Wiśniewski, zastępcą Wincenty Lewandowski, a kierownikiem technicznym Franciszek Głowania. Rok później oddział w Ciechanowcu usamodzielnił się. Dyrektorem siemiatyckiego zakładu został Eugeniusz Kowalski, a kierownikiem technicznym Mirosław Sztukowski.

W okresie upaństwowienia dokonano w mleczarni poważnych inwestycji. Przeprowadzono kapitalny remont budynku, wybudowano studnię artezyjską, ustawiono nowy kocioł, wymieniono część maszyn zużytych. Wybudowano garaż na dwa samochody, warsztaty naprawcze, magazyn podręczny. W tym okresie zostały również wybudowane filie w Chrołowicach, Zajęcznikach i Niewiarowie” – pisze Olędzki w swojej publikacji.

Po nieco ponad sześciu latach działalności mleczarni ponownie przekształcono ją w spółdzielnię, której zarząd tworzyli Eugeniusz Kowalski, Feliks Demianiuk, Zdzisław Maćkowiak.

W kolejnych dwóch latach przeprowadzono szereg ważnych inwestycji, m.in.: rozbudowano kotłownię i zakupiono nowy kocioł, zmieniono napęd parowy na elektryczny indywidualny, zainstalowano urządzenia chłodnicze, uruchomiono produkcję lodów, a także dobudowano 3 pomieszczenia produkcyjne i miejsce na produkcję galanterii mlecznej, rozbudowano magazyny, postawiono pralnię odzieży ochronnej.

W połowie 1960 r. funkcjonowały 42 filie, z czego 33 we własnych budynkach a 9 w wynajętych. Decyzja o budowie nowego zakładu zapadła w latach 60. Wciąż rozwijająca się mleczarnia miała zwiększyć swoją zdolność produkcyjną, teren budowy wyznaczono na Chłusie, czyli przy obecnej ul. Armii Krajowej i Kościuszki.

Nie tylko ser i mleko…

Należy podkreślić, że spółdzielnia oraz działanie mleczarni aktywizowały społeczeństwo, a także były swego rodzaju wsparciem ludzi w ich codziennych problemach już od początków istnienia spółdzielni. Tak o formach pomocy pisze Jan Olędzki:

Często w nagłych wypadkach (choroba w domu, klęska żywiołowa itp.) pukano w nocy do mieszkania prywatnego Jana Żero, aby ratował w potrzebie. Pomocy tej nigdy nie odmawiał, ryzykując nawet utratą kilkuset złotych. W latach niedoboru pasz mleczarnia sprowadza dziesiątki wagonów pasz treściwych i objętościowych (siano, słoma). Udziela pomocy przy zakupie krów. Niejeden z młodych rolników z okolic Siemiatycz i Drohiczyna, który kończył wyższe czy średnie szkoły, zawdzięcza zdobycie tego wykształcenia tylko pomocy spółdzielni mleczarskiej. ”

W początkowych latach działalności spółdzielni mleczarnia zapewniała ludziom łączność miasta z okolicznymi wsiami. Działała tam swego rodzaju poczta. Do skrzynki z przegródkami dla każdej wsi można było wkładać listy i gazety, które potem były dostarczane adresatom razem z dostawą mleka i śmietany. W latach 30. dzięki zaangażowaniu wychowanków szkół rolniczych powstał jedyny w Polsce Powiatowy Związek Wychowanków Szkół Rolniczych. Związek organizował koła młodzieży wiejskiej, kółka rolnicze, zajął się nawet wydawaniem miesięcznika społeczno-gospodarczego „Plon”. W latach powojennych, aby zachęcić rolników do wznowienia współpracy ze spółdzielnią, utworzono przy mleczarni w Siemiatyczach poradnictwo żywieniowe, zajmował się nim Paweł Gryko. Wpłynęło to pozytywnie na wzrost wydajności w produkcji mleka, zachęcało rolników do odnowienia współpracy ze spółdzielnią.

Oddaj pieniądze!”

W okresie transformacji, jak wszystkie przedsiębiorstwa również Nadbużańska Spółdzielnia Mleczarska znalazła się w tarapatach. Chcąc unowocześnić zakład kupiono nowoczesną linię produkcyjną, której koszt wyniósł 3,5 miliona dolarów. Potem pojawiła się inflacja i trudności ze spłatą kredytu. Znany schemat.

- Nie można było zapłacić rolnikom za mleko. To był największy dramat. Szacowało się, że mieliśmy w tym czasie od 70 do 80 punktów skupu. Największe z nich znajdowały się w Klukowiczach, Tymiance, Słochach – opowiada Aleksander Rożuk. - Kiedy wprowadzono kontrole weterynaryjne w związku z przystąpieniem Polski do UE, nastąpiły duże zmiany w sposobie sprawdzania jakości mleka. Część rolników nie spełniała wymogów. Ważne było dostosowanie obór, doprowadzenie wody. W skupie zostało tylko 10 tys. litrów mleka od wiernych dostawców. Pierwsza decyzja była taka, żeby połączyć zakład z Grajewem. Wtedy byłoby to najlepsze rozwiązanie z możliwych, ale w tamtych czasach jeszcze nikt tego nie robił. Było bardzo nerwowo, każdy chciał być panem i nikt nie chciał poddać się. Prezes Edmund Murawski z Grajewa udzielił środków finansowych na zapłacenie rolnikom za mleko, ale nie doszło do połączenia zakładów. Związki zawodowe wyraziły sprzeciw. Komornik wszedł na wszystkie konta spółdzielni. Było czysto i spokojnie, tylko… ludzie krzyczeli „oddaj pieniądze”. To był burzliwy okres. Grupa mądrych rolników: Wiesław Olszewski, Franciszek Siekierko, Jan Boguszewski, Aleksander Gumieniak, Stanisław Jadczuk stanęli murem za decyzją, by nie likwidować spółdzielni. Zaczęliśmy szukać kapitału zagranicznego. Przewędrowałem 2 lata po ministerstwach.

Po pięciu latach amerykański inwestor wycofał się, ale znalazł następcę. Udziały odkupił Emmanuel Besnier, właściciel grupy „Lactalis”.

Codzienność, sukcesy, marzenia

Obecnie w „Polserze” zatrudnionych jest 500 osób. Firma obsługuje 980 dostawców mleka. Produkcja sera pleśniowego brie i sera camembert sięga 14 tys. ton rocznie. W ubiegłym roku łączna produkcja wszystkich rodzajów sera wyniosła 24 tys. ton.

Aleksander Rożuk jest związany z siemiatycką mleczarnią od 36 lat. Pracę w firmie zaczynał jako wiceprezes ds. skupu i handlu. Obecnie oprócz stanowiska dyrektora operacyjnego spółki „Polser”, jest również prezesem w zarządzie Nadbużańskiej Spółdzielni Mleczarskiej. Za swój największy sukces uważa uchronienie zakładu od upadku i zapewnienie miejsc pracy kilku pokoleniom rodzin pracowników.

- Na tym terenie nie ma już prawie starego zakładu. Kupujemy 300, 320 tys. litrów mleka dziennie. Wybudowano kotłownię gazową, nowy zakład wyrobu serów pleśniowych. Wybudowano nowe komory na sery żółte. Produkujemy mozzarellę, ementalski, madrygał, twarogi. W tym roku oddaliśmy do użytku nową komorę logistyczną do serów, które muszą być chłodzone. Moim marzeniem jest uporządkowanie w przyszłości kanalizacji ściekowej w zakładzie – mówi Aleksander Rożuk.

Eleni Kryńska, fot EK i arch

/w tekście wykorzystano publikację „35 lat Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Siemiatyczach” z roku, autorstwa Jana Olędzkiego z 1962 r./

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

patronat

reklama

ślubna
scena

reklama

patronat

reklama

Do góry strony