reklama

Aktualności - Siemiatycze
01 grudnia 2017 12:36

Bakterie w wodociągu

Ostatnie dni w Siemiatyczach zdominował temat bakterii w wodociągu. Pierwsza w historii siemiatyckiego wodociągu taka sytuacja. Czy długo piliśmy złą wodę? Według zapewnień i Powiatowej Stacji Sanitarno - Epidemiologicznej i Przedsiębiorstwa Komunalnego - właściwie od razu podjęto wszelkie odpowiednie działania, by uchronić mieszkańców.

21 listopada zbadano wodę w ramach wewnętrznych kontroli Przedsiębiorstwa Komunalnego. Wynik badania jest negatywny, czyli woda czysta, bez żadnych bakterii.

23 listopada pobrana została kolejna próbka, tym razem w ramach zaplanowanego w harmonogramie nadzoru sanepidu (terminy wyznacza sanepid wojewódzki). Pierwsze nieoficjalne wyniki tej kontroli do siemiatyckiego sanepidu trafiły dwa dni później, w sobotę, 25 listopada. W sumie do końca nie wiadomo, dlaczego to badanie jest wykonywane, skoro, jak na konferencji mówiła Jadwiga Hackiewicz, Powiatowy Inspektor Sanitarny, badań nie powinno wykonywać się w okresie krótszym niż 2-3 tygodnie, bo to jest "kontrolowanie laboratorium, a nie czystości wody".

Jednak w tym przypadku dobrze, że badanie zrobiono w niedalekim odstępie czasu. 25 listopada pani inspektor dostaje nieoficjalny telefon z WSSE w Białymstoku, że woda jest zanieczyszczona:

- W sobotę, 25 listopada, ok. 10.30 poinformowałam prezesa i kierownika wodociągów, że jest podejrzenie bakterii w wodociągu, z prośbą o poinformowanie burmistrza i podjęcie stosownych działań. O przygotowanie się do ewentualnych działań, kiedy nadejdą oficjalne wyniki.

27 listopada – decyzja oficjalna

PK nie bagatelizuje nieoficjalnej informacji:

- Od razu w sobotę 25 listopada, kiedy tylko dostaliśmy informację o podejrzeniach, uruchomiliśmy chlorator - mówi prezes PK Bogusław Zduniewicz, - a na stronie internetowej przedsiębiorstwa umieszczamy informację o chlorowaniu wody i o konieczności spożywania wody przegotowanej. Przed rozpoczęciem chlorowania pobraliśmy raz jeszcze kolejne próbki wody i wysłaliśmy do laboratorium. W poniedziałek, 27 listopada, ok. godz. 13.00 dostajemy już oficjalną decyzję z siemiatyckiego sanepidu, że woda sieciowa nie spełnia wymagań mikrobiologicznych, z uwagi na obecność bakterii grupy coli w 100 ml wody. Podkreślam - z grupy coli, a nie Escherichia coli. Oficjalnie informujemy szkoły, zakłady produkcyjne. Wcześniej nie mieliśmy uprawnień, by to zrobić oficjalnie, informowaliśmy nieoficjalnie, dzwoniąc do szkół czy przedsiębiorstw. Wcześniej nie mogliśmy tego zrobić, bo nie miałem decyzji sanepidu.

- A ja nie mogłam wydać wcześniej decyzji, bo nie miałam wyników badań na piśmie - dodaje inspektor Hackiewicz.

Kiedy oficjalna decyzja dociera do PK (czyli 27 listopada ok. godz. 13), zaraz trafia do burmistrza i bez zbędnej zwłoki wszczęte są działania związane z poinformowaniem mieszkańców poprzez strony internetowe miasta i PK, poprzez profile na portalach społecznościowych. W szkołach ogłoszenia wisiały już wcześniej:

- Właśnie ze względu na sobotnie chlorowanie - mówi Zduniewicz. - Informowaliśmy, by nie pić nieprzegotowanej wody, zamknięto tzw. źródełka w szkołach. Informowałem telefonicznie dyrektora szpitala o podejrzeniu zagrożenia. Te działania ochronne nadal trwają. Nadal obdzwaniamy kogo możemy.

Skąd woda do badania?

Wodę do badań sanepid pobiera, zgodnie z rozporządzeniem, w przedsiębiorstwach czy zakładach gdzie produkowana jest żywność, w szkołach i w szpitalach, w wyznaczonych miejscach, zaakceptowanych przez sanepid wojewódzki. W Siemiatyczach jest to: restauracja (Kresowiak), gimnazjum (gminne) i szpital - trzy punkty newralgiczne. Dopuszczalna norma wynosi 0 w 100 ml. Wyniki badań próbek pobranych 23 listopada to 64 w Kresowiaku, 58 w szpitalu i 52 w gimnazjum gminnym. We wtorek te wyniki spadły o połowę.

Pierwszy odczyt badania próbki robiony jest po 24 godzinach (kolokwialnie mówiąc - sprawdza się czy coś rośnie), drugi po 48 godzinach.

Wyniki badań wody pobranej przez PK 25 listopada (które wpłynęły równolegle decyzją PSSE o niezdatności wody do spożycia) wykazały w niektórych próbach – np. szpital - już zerowe ilości bakterii grupy coli.

- Już w niedzielę wiedzieliśmy ze wstępnych wyników, że jakość wody się poprawiła, że podjęte działania, czyli chlorowanie, dały efekt.

- Uważam, że współpraca nasza układa się znakomicie, na bieżąco informowaliśmy się o podjętych działaniach. Uważam, że ten czas od soboty do teraz, był przez PK właściwie wykorzystany, podjęto właściwe działania, by zapewnić bezpieczeństwo mieszkańców - mówi inspektor Hackiewicz.

Jaka bakteria jest w wodociągu?

- Bakterie grupy coli to takie wzorcowe bakterie do badania zanieczyszczenia wody. Znajdują się one w organizmie człowieka, w układzie pokarmowym, są odpowiedzialne za przemianę materii. Namnażają się bardzo szybko, wodociągi mogą ją szybko wykryć, nawet małe ilości bakterii. W nadmiarze niewskazana, a na pewno nie małym dzieciom czy osobom starszym, mniej odpornym. Może powodować ból brzucha, wymioty, biegunkę, ale nie powoduje żadnych chorób zagrażających życiu. Rozporządzenie ministra zdrowia mówi, że woda z tą bakterią nie nadaje się do używania w żaden sposób. Kiedyś norma była inna, rozporządzenie dopuszczało do 10 jednostek na 100 ml. Obecnie rozważa się powrót do tej normy, bo w dużych miastach jest trudna do osiągnięcia, stąd chlorowanie wody. U nas robimy to po raz pierwszy, bo nie chcemy tej bakterii, ale też chcemy mieć nadal najlepszą wodę - odpowiada szefowa siemiatyckiego sanepidu.

- Skład wody nie uległ zmianie, pierwiastkowy czy chemiczny. To nadal bardzo dobra woda, ale niestety bakteria spowodowała, że bakteriologicznie nie jest dobra. Z tym walczymy - dodaje prezes Zduniewicz.

Woda dla mieszkańców

We wtorek, 28 listopada, po wydaniu zakazu korzystania z wody wodociągu miejskiego, po południu na parkingu przy nieczynnej kotłowni na ul. 11 Listopada staje samochód strażacki OSP z Drohiczyna, z wodą do mycia. Wieczorem dojeżdża cysterna z wodą pitną:

- W tej chwili dojeżdża samochód ze zgrzewkami wody niegazowanej. Zakupiliśmy też puste pojemniki 5 l, by dać mieszkańcom, którzy pobierają wodę z cystern. Organizowany jest drugi punkt poboru na os. Wysokim. Dowóz wody zabezpieczamy też na telefon. Dziękuję bardzo tym, którzy zareagowali oferując swoją pomoc w tej kryzysowej sytuacji, czy to spółce Polser, która dostarcza nam wodę z certyfikatem, wójtowi gminy Siemiatycze, który zaoferował dwie cysterny wody i możliwość korzystania z ujęcia wody w Czartajewie, czy np. Mariuszowi Stawieckiemu, który zaproponował usługę transportową. Nasi pracownicy pracują non stop rozwożąc wodę. MOPS też dostał zgrzewki wody do rozdysponowania swoim podopiecznym. My od jutra (środa) od 5.30 rozwozimy wodę w 6-litrowych butlach do szkół, przedszkoli, szpitala. Szpital i dom pomocy społecznej już dziś był zabezpieczony - mówi Zduniewicz. - Zamówiliśmy następną partię wody, chociaż mam nadzieję, że nie będzie potrzebna.

Poza tym do szpitala trafią też plastikowe jednorazowe naczynia i sztućce. Swoją pomoc w dystrybucji wody zaproponowali siemiatyccy harcerze.

Procedura a praktyka

- Rozumiemy mieszkańców - zgodnie mówią i inspektor Hackiewicz i prezes Zduniewicz, - bo pierwszy raz w historii wodociągu coś takiego nam się przytrafia. Nie mamy doświadczeń w tej materii, ani przedsiębiorstwo, ani sanepid, ani też odbiorcy. Działamy na podstawie procedury zapisanej, ale dotąd niespraktykowanej. Nie jest prosto w ciągu dwóch dni zabezpieczyć 15-tysięczne miasto. Na pewno nie ustajemy w dezynfekcji wodociągu. Wiemy, że chlorowanie przynosi skutek, bakterie się nie namnażają. Na pewno też nie są to bakterie E.coli. Na pewno czyste mamy trzy studnie głębinowe. Przyczyna zanieczyszczenie jest gdzieś w wodociągu, szukamy tego miejsca.

Szkoda tylko, że niektórzy wykorzystują sytuację do politycznych rozgrywek.

Skąd wzięło się zanieczyszczenie?

- Jutro (środa) znów będzie badanie parametrów wody uzdatnionej, po chlorowaniu, pojutrze (czwartek) będziemy mieli wyniki. Jeśli okaże się, że woda jest bezpieczna, wyłączamy chlorator. Zdejmujemy ograniczenia w korzystaniu z wody. I tak jak mówię - jednocześnie szukamy przyczyn skąd to się wzięło. Celowego zanieczyszczenia nie bierzemy pod uwagę. Od 21 listopada nie było też żadnej awarii, żadnej wymiany hydrantów, zaworów, żadnego wykopu, by mogło dojść do zanieczyszczenia. Ale to też znikoma możliwość, bo po każdym takim zdarzeniu dezynfekujemy wszystko, od razu po wymianie wysyłamy próbki na badania bakteriologiczne. Szukamy przyczyny. Jak z bakterią walczyć wiemy, nie wiemy jeszcze skąd się wzięła, i jak jej uniknąć w przyszłości - mówi Zduniewicz.

Koszty PK

Prezes pytany o dodatkowe koszty odpowiada, że tych na razie nie liczy:

- Nawet nie da się ich teraz policzyć. Podsumujemy po zakończeniu akcji. Na razie trzeba to opanować, mam nadzieję że już pojutrze nie będziemy się tym martwić. Na razie są koszty wody, na pewno przez płukanie wodociągu straty na wodzie. Ale nie możemy patrzeć na koszty, bo bezpieczeństwo mieszkańców jest najważniejsze.

Burmistrz zapowiada, że mieszkańcy na pewno nie odczują poniesionych kosztów.

Mieszkańcy skarżą się na brak informacji, a właściwie na dezinformację:

- Tak jak mówiłem, poinformowaliśmy o prowadzonych działaniach na naszej stronie internetowej, nie mając jeszcze oficjalnej decyzji z sanepidu. Poinformowaliśmy o chlorowaniu. Bez decyzji sanepidu nie mógłbym zamykać wodociągu, czy informować o zakazie spożywania wody, bo bym złamał prawo.

Na pytanie o spółdzielnię mieszkaniową - 6 tys. mieszkańców - prezes odpowiedział, że informowano spółdzielnię telefonicznie już w poniedziałek. Spółdzielnia zaś, wg prezesa, się tłumaczy, że nie dostała żadnej informacji na piśmie.

Cały wtorek pracownicy PK roznosili ulotki z informacją o wydanym zakazie i z informacją o numerze telefonu, pod którym można uzyskać dodatkowe informacje:

- Czy za późno? Czy można było np. poinformować sms? Pewnie nie wszyscy mieszkańcy będą zadowoleni, ale naszym zdaniem robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, by dotrzeć w ciągu dwóch dni do wszystkich mieszkańców. Do niektórych może się nie udało. Będziemy te kwestie też analizować.

Zarówno PK, jak i sanepid twierdzą, że wdrożono wszystkie działania z procedury przewidzianej na tą okoliczność, zanim wpłynęły oficjalne badania z wojewódzkiego sanepidu.

Czy rozdawana woda w zgrzewkach będzie w jakiś sposób reglamentowana, czy może jej zabraknąć?

- Wodę z cystern dajemy bez ograniczeń. Teraz stoi cysterna 8.000 l, drugi zbiornik podstawiamy z samego rana. Jadą wody w butelkach. To też nie jest łatwe z chwili na chwilę zorganizować taki transport. Zresztą wiemy, że i w handlu tej wody zaczyna brakować. Ale woda się nie skończy, nie zabraknie jej. Całą dzisiejszą noc dyżurujemy, by ludzie odczuwali jak najmniej uciążliwości.

 

Kilka minut po zakończeniu konferencji prasowej - z udziałem szefowej sanepidu, pani Hackiewicz - w internecie ukazało się jej oświadczenie, w którym podaje zupełnie inne fakty i daty niż te, o których mówiła publicznie na konferencji. Twierdzi w nim, że informacja do wodociągów trafiła już w piątek 24 listopada.

Jeśli tak było - pytanie dlaczego w momencie kiedy posiadła informację o możliwym zagrożeniu życia i zdrowia mieszkańców Siemiatycz nie wydała decyzji o zakazie spożywania i korzystania z wody z miejskiego wodociągu? Dlaczego do tej pory na stronie siemiatyckiego sanepidu nie ma żadnej informacji na temat jakichkolwiek badań czy zagrożeń?

Burmistrz Siniakowicz 29 listopada złożył doniesienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Anna Kondraciuk, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. jsw

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

reklama

patronat

Do góry strony