reklama

Aktualności - Siemiatycze
25 stycznia 2018 12:30

Finał WOŚP w Siemiatyczach - Złotówka „Pana Żula”

Po dwuletniej przerwie w Siemiatyczach ponownie zagrała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Podczas 26 edycji tej ogólnopolskiej, a też nie będzie przesadą stwierdzenie - światowej, akcji pieniądze zbierane były na wyrównanie szans w leczeniu noworodków. I wydaje się, że Siemiatycze „idą na rekord”, bo na dzień przed oddaniem gazety do druku, 16 stycznia, można było już mówić o kwocie 24 tys. zł, a to jeszcze nie koniec.

- Ostatecznie wysokość kwoty zebranej w Siemiatyczach będzie znana po rozliczeniu z WOŚP-em, ale na chwilę obecną możemy mówić o kwocie 24 tys. zł. Do tego dojdą jeszcze licytacje allegro, które wystawiliśmy we współpracy z Tomaszem Leoniukiem. Obie licytacje opiewają na 1.700 zł, a do ich zakończenia został jeszcze ponad tydzień. Również na licytację będzie wystawiona drewniana rzeźba Jacka Mierzejewskiego, dlatego zakładamy, że ostateczna kwota będzie jeszcze wyższa – powiedział Kuba Bergcholc, szef siemiatyckiego sztabu WOŚP-u, uczeń siemiatyckiego liceum.

Przypomnijmy, że organizatorem tegorocznego finału była Młodzieżowa Rada Miasta. To jej członkowie głównie, ale nie tylko, zasilili szeregi wolontariuszy. Młodzi ludzie, najczęściej uczniowie miejscowych i okolicznych szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych, pełni energii wyruszyli w niedzielę na siemiatyckie ulice. Łącznie 25 wolontariuszy. I co ciekawe, z relacji większości z nich wynika zdecydowanie, że ten konflikt, który każdego roku zaognia się w pierwszych dniach stycznia i dzieli społeczeństwo na zwolenników i przeciwników WOŚP-u, w Siemiatyczach zdaje się jakby nie istnieć? A jeśli nawet, to przybiera zdecydowanie mniejsze rozmiary. Wolontariusze, zapytani o wrażenie, zgodnie podkreślali, że absolutnie nie odczuli wrogości. Może sporadycznie oznaki lekceważenia. Wszędzie, gdzie się pojawiali, byli raczej przyjmowani pozytywnie i spotykali się z niemałą hojnością społeczeństwa. Zastanawiające jest również i to, że znaczna część, zarówno wśród wolontariuszy, jak i darczyńców, to ludzie również zaangażowani w różne inicjatywy religijne. I ani jedni, ani drudzy nie widzą nic niewłaściwego we wspieraniu WOŚP-u.

- Nie spotkałyśmy się raczej z niczym nieprzyjemnym. Przez jakiś czas nawet stałyśmy pod kościołem i proszę nam wierzyć, odzew wychodzących z nabożeństwa był niemały. Co nas trochę zaskoczyło – znacznie częściej do puszek wrzucali starsi ludzie. Jedna starsza pani zaczepiła nas z okien swojego mieszkania w bloku. Ucieszyła się na nasz widok i powiedziała, że od rana się zastanawiała jak dorzucić swoją cegiełkę do zbiórki. Martwiła się, że będzie musiała w takie zimno wychodzić z domu. Dlatego jak nas zobaczyła, poprosiła, żebyśmy poczekały i za chwilę przez okno wyrzuciła nam pieniądze, prosząc byśmy skutecznie łapały unoszony przez wiatr banknot. To było naprawdę pozytywne. Z drugiej strony rozśmieszyła nas reakcja jednego pana, który idąc z naprzeciwka, zobaczywszy nas zbliżających się do niego z puszkami, jak poparzony wyskoczył nagle na jezdnię, mimo że nie było w tym miejscu pasów, i przeszedł na drugą stronę ulicy. Raczej nie było to przypadkowe zachowanie. Zupełnie inaczej zachował się np. inny pan, widać, że mający problemy z alkoholem. Otóż „Pan Żul” (tak nazwały wolontariuszki tego mężczyznę na potrzeby wypowiedzi – przyp. emi) zatrzymał się i powiedział: „biedne jesteście, że tak stoicie i marzniecie, więc żeby być w porządku z własnym sumieniem dam wam złotówkę”. Jeśli sporadycznie zdarzały się jakieś odmowy wsparcia zbiórki, to raczej grzecznie – „dziękuję, nie wspieram” – opowiadają o swoich spostrzeżeniach wolontariuszki Aleksandra i Eliza.

- Nie żałuję, że wzięłam udział. Wiele radości i satysfakcji przyniósł mi fakt, że w taki sposób mogłam dać coś od siebie – dodaje Wiola. - Ból pleców od stania pod sklepem odczuwam do dziś (rozmawiamy dwa dni po finale – przyp. emi), ale przecież to nieważne. Śmieszne było np. to, że kiedy stojąc pod sklepem pytałam wchodzących do niego ludzi, czy zechcą wesprzeć zbiórkę, zdarzało się, że słyszałam „nie mam pieniędzy”. A kiedy proponowałam płatność kartą, bo taka możliwość też istniała, słyszałam „nie mam karty”. Poza takimi sporadycznymi, lekceważącymi zachowaniami, większych przejawów niechęci nie odczułam.

- Może i nie wszystko w tym Owsiaku jest takie zupełnie dobre, ale przecież nie zbierałam dla niego, tylko dla dzieci, które potrzebują pomocy. Trudno dziś spotkać szpital, w którym nie ma sprzętu WOŚP-owego. Uważam, że warto dać z siebie coś innym i to też zrobiłam, będąc wolontariuszką – dodaje Eliza.

Siemiatycki program WOŚP-u był dwuczęściowy, zarówno jeśli chodzi o charakter wydarzeń, jak i miejsce ich odbywania się. Pierwsza część programu odbyła się na hali widowiskowej. Tam przygotowano cały blok zajęć i aktywności dla dzieci. Dmuchany plac zabaw, bez względu na porę roku, cieszył się zainteresowaniem najmłodszych. Warsztaty plastyczne prowadzone przez nauczycieli wychowania przedszkolnego, ścianka wspinaczkowa, animacje harcerzy i oczywiście licytacja, wszystko to sprawiło, że chwilami na hali było tłumnie.

- Z tej części programu na hali jestem bardzo zadowolony. Było naprawdę dużo ludzi. W pewnym momencie nie było wolnych miejsc parkingowych przed budynkiem. To daje jakieś wyobrażenie na temat tego, czego mieszkańcy oczekują przy takich okazjach – mówi Kuba Bergcholc.

Część druga, koncertowa, rozpoczęła się w godzinach popołudniowych w sali Siemiatyckiego Ośrodka Kultury. Widownia rosła i malała w zależności od tego, kto akurat występował na scenie. A byli to: Te-Tris, Cassel, Zła Wola i Agata Wawrzyniak. Jeden z zapowiadanych wcześniej zespołów nie pojawił się, ku rozczarowaniu grupy widzów, którzy przyszli tam specjalnie dla niego. Tłumniej na widowni zrobiło się w momencie rozpoczęcia kolejnej licytacji. Ludzie chętnie stawali do niej, przekazując niemałe pieniądze za poszczególne fanty. A było w czym wybierać. Np. dziecięce body z podpisem Jurka Owsiaka, piłka z podpisem Marcina Gortata czy pobyt z noclegiem i atrakcjami w Ziołowym Zakątku poszły za 300 czy nawet ponad 300 zł za każdy z nich. Powodzeniem cieszyły się również wszelkiej maści koszulki, vouchery na usługi czy drobne gadżety. W zasadzie wylicytowano prawie wszystkie fanty. O godz. 20.00 tradycyjnie, przed byłą synagogą, wypuszczono „światełko do nieba” w postaci latających lampionów.

- 26. Finał WOŚP był moim zdaniem udany. Wolontariusze dali radę, mimo mroźnej pogody, i bardzo postarali się o to, by tegoroczny finał po dwuletniej przerwie był wyjątkowy. Mieszkańcy Siemiatycz nie pozostali obojętni i byli bardzo pozytywnie nastawieni do akcji i wolontariuszy. Przejawiało się to nie tylko tym, że wrzucali do puszek, ale też takimi drobnymi życzliwymi gestami, jak np. w sklepie Topaz wolontariuszki mogły stanąć w środku, a nie marznąć na zewnątrz; w Circle K wolontariuszkę zaproszono na herbatę. Przyłączyli się również policjanci i w dzień finału mieliśmy do dyspozycji funkcjonariusza, który podwiózł wolontariusza na miejsce zbiórki. To są niby drobne gesty, ale wszystkie obrazują życzliwość jakiej cały sztab doświadczył ze strony mieszkańców miasta i okolic – podsumowuje finał szef siemiatyckiego sztabu.

Ewa Magdalena Iwaniak - Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. emi

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

reklama

patronat

patronat

reklama

patronat

reklama

Do góry strony