Sport
05 maja 2017 23:18

Na torze w Le Mans

Na znanym, słynnym w świecie torze samochodowym w Le Mans we Francji odbywają się zawody sportowe najwyższej rangi. Sędziami są tam osoby z odpowiednimi uprawnieniami. Jedną z nich był Tomasz Leoniuk z Moszczony Pańskiej.

- Jakie Pan ma uprawnienia do sędziowania międzynarodowych zawodów?

- To uprawnienia państwowe, do sędziowania wszystkich zawodów motocyklowych.

- Jak je Pan zdobył?

- Pierwsze spotkanie z motocyklami miałem jakieś 18 lat temu w Romanówce gm. Siemiatycze. Zainteresował mnie tym Roman Umiastowski. Dzięki temu zrobiłem licencję sędziego okręgowego liniowego. Trzeba nim być minimum 5 lat, aby zdobyć uprawnienia sędziego państwowego. Następnie egzamin w Bydgoszczy, gdzie dostaje się możliwość sędziowania na każdą dyscyplinę m.in. cross country, motocross, enduro, baia (polski Dakar). Sędzią państwowym trzeba być minimum 10 lat, żeby przystąpić do egzaminu na licencję FIM-owską.

- W międzyczasie chyba trzeba być aktywnym w tej dziedzinie sportu?

- Tak, sędziowałem wiele zawodów na terenie kraju, który można powiedzieć, zjeździłem wzdłuż i wszerz.

- Prowadzenie wyścigów motocyklowych to bycie z chorągiewką w ręku czy coś więcej?

- Nie, sędzia główny chorągiewką nie macha. Jest pełnym obserwatorem, podejmuje ważne decyzje, włącznie z wstrzymaniem zawodów chociażby z uwagi wzrost temperatury, co miało miejsce, gdzie zawodnicy mogli mdleć. Podczas imprezy sędzia główny jest tylko jeden. Oprócz niego są osoby funkcyjne, nie mające odpowiednich licencji. Przeszkolone do pomocy, choćby do machania chorągiewkami.

- Znajomość przepisów to…?

To pewna wiedza. Choćby dotycząca motocykli, które muszą mieć odpowiednią wagę, silnik, który może być decyzją sędziego rozebrany. I jeśli nie będzie spełniał wymogów, to zawodnik do końca sezonu będzie zdyskwalifikowany. A powodem może być np. rozwiercony cylinder, co powoduje wzrost mocy. Same zawody to dużo pracy. Choćby zapewnienie pomocy medycznej, gdzie muszą być dwie karetki, jedna ekipa noszowa plus miejsce dla lądowania helikoptera. Oczywiście na zawodach w Romanówce zawsze jest takie zabezpieczenie. I sędzia musi nad tym zapanować. Przygotowanie do imprezy trwa niekiedy tydzień. Do tego dochodzą informacje do urzędu miasta czy gminy. Pozwolenia ze straży, policji. Wszystko musi być zapięte na ostatni guzik.

- Niedawno były zawody w Le Mans we Francji. Skąd Pan tam, sędzia z Siemiatycz?

- Po pierwsze znam dwa języki, rosyjski i angielski. Polski team LRP (Lewandowski Racing Poland) startował w tych zawodach. Sponsorami Polaków były firmy: Playboy i BMW i przez nich, można powiedzieć przez kadrę Polski, zostałem powołany na oficjalny pomiar czasu w Le Mans. Muszę dodać, że w to wszystko wciągnął mnie były zawodnik Marian Dąbrowski z Bielska Podlaskiego, który także razem ze mną sędziował we Francji. Podczas wyścigów zawodnicy przejeżdżali koło nas z prędkością około 320 km na godzinę. Okrążenie ma ok 9 km, a czas przejazdu wynosił 1 minutę i 36 sekund, więc szybko. Wymiana opon i zatankowanie motoru to ok 12 sekund.

- To były Mistrzostwa Świata?

- Tak, Mistrzostwa Świata Endurance, odbywały się w czasie Świąt Wielkanocnych. Startowali zawodnicy z 62 państw, w tym Polacy. My, czyli sędziowie, byliśmy tam tydzień wcześniej, już 10 kwietnia, aby sprawdzić i testować motory.

- Jak oceniono waszą pracę?

- Myślę, że zdaliśmy egzamin, bo nawet do nas przychodzili Szwajcarzy i prosili, aby dla ich zawodnika, choć mieli swój pomiar czasu, pokazywać jego czas.

- Jak wypadli Polacy?

- Startowali na motocyklu BMW, dostaliśmy próbną skrzynię biegów. Jednak nie ukończyli biegów, bo pękł silnik. Polska w tym roku nie ukończyła zawodów w Le Mans.

- Sprawy finansowe?

- Jest taka zasada, również w Polsce, że pierwsze 3 zawody sędziuje się za darmo. Oczywiście organizator pokrywa noclegi, wyżywienie, przeloty, przejazdy.

- Bycie na Le Mans to także przygoda?

- To również zwiedzanie, poznanie nowych ludzi. Duża przygoda. No i niesamowite przeżycie, gdy podczas grania hymnu Polski ponad 100 tysięcy widzów bije brawo.

- To trzeba lubić.

- Sprawy z motocyklami ciągną się za mną od dzieciństwa. W Moszczonie Pańskiej, gdzie mieszkam, od dawna jeździło się motorowerami, motocyklami. I tak to mnie wciągnęło. Raz czy dwa pojechaliśmy na tor do Romanówki. I spodobało mi się to. Nie zrobiłem sobie licencji sportowej, więc nie byłem zawodnikiem. Padło na bycie sędzią. Tutaj duża zasługa Romana Umiastowskiego. Dzięki niemu jestem tym, kim jestem.

- Tor w Romanówce jest znany w kraju?

- Tak, Siemiatycze i powiat są rozpoznawalne w Polsce. Zawodnicy tutaj chcą przyjeżdżać. Są ciekawe tereny. Mamy las, żwirówki, czyli dobre trasy. Nie ma toru gliniastego, na którym ostatnio rozwalił się Tomasz Gollob. Klub Quercus i klub siemiatyckiego Nadbużańskiego Klubu Motorowego mają swoją markę.

- Najbliższe plany?

- Mam zaproszenie na Słowację, w lipcu zaproszenie na tor Suzuka w Japonii. Oprócz tego kilka zawodów w kraju oraz będę robił szkolenie na sędziego okręgowego.

Jacek Piotrowski, Kurier Podlaski - Gos Siemiatycz, fot. arch

Jedynka "Głosu Siemiatycz"

patronat

patronat

patronat

patronat

reklama

reklama

Do góry strony